Każdy kiedyś czuł się opuszczony
Wybaczcie, ale ta narracja w czasie teraźniejszym działała mi
już na nerwy :)
Ze snu wyrwał ją, już dobrze jej znany, dźwięk deszczowych
kropli uderzających o szybę i parapet. Niemal bezgłośnie jęknęła
z niezadowoleniem i przewróciła się na prawy bok
przyciskając twarz do poduszki. Wiedziała, że już nie da rady
zasnąć, ale mimo to nie miała siły podnieść się z łóżka.
Komu chciałoby się wstawać widząc za oknem taką pogodę i to
kolejny dzień z rzędu?
Zza drzwi dobiegł ją głos kuzynki, która w przerwach między
słowami śmiała się perliście. Z całą pewnością rozmawiała
przez telefon, gdyż kiedy skończyła mówić, odpowiedziała
jej cisza, a tak przynajmniej wyglądało to z perspektywy Magdy.
Chwilę później drzwi otworzyły się z hukiem i stanęła w
nich Judyta, wciąż trzymając przy uchu telefon. Spojrzała
obojętnie na Magdę, która niechętnie dźwignęła głowę z
poduszki.
-Ubieraj się – mruknęła, oddalając nieco komórkę od
ust. - Julka chce cię poznać – dodała widząc, zaskoczenie w
oczach kuzynki. - Nie mówiłam do ciebie – zmieniła ton na
bardziej przyjazny, ponownie zwracając się do swojego
telefonicznego rozmówcy. - Magda powiedziała, że bardzo
chętnie cię pozna... - wyszła z pokoju, lekko zatrzaskując za
sobą drzwi, dlatego do uszu Magdy dotarły jedynie zagłuszone słowa
kuzynki, z których nie potrafiła już złożyć konkretnego
zdania.
Tkwiła przez chwilę w pozycji siedzącej zaskoczona słowami
kuzynki.
Ktoś chciał ją poznać.
Koleżanka Judyty była z pewnością przekonana, że kuzynka osoby
tak przebojowej jak ona, będzie równie ciekawą osobą. A ona
po raz kolejny zdała sobie sprawę, że nie ma w niej nic, za co
można by ją polubić. Nie miała ciekawych zainteresowań, ani
poczucia humoru, nie potrafiła też dobrać swoich ubrań w taki
sposób jak robiła to Judyta. Z całą pewnością nie była
ciekawą osobą, a widmo poznania kolejnej osoby, przyprawiło ją o
mdłości. Synonimem jej imienia było słowo porażka.
Nie chciał myśleć o niczym, pragnął by wszystkie myśli
wyparowały z jego głowy, choć wiedział, że jest to niewykonalne.
Cholerne poczucie winy nie opuszczało go od wczorajszego wieczora.
Od tamtego czasu nie odezwał się również do żadnego ze
swoich kolegów. Nie chodziło mu o to, że się na nich
obraził jak głupi dzieciak. Po prostu wiedział, że jeśli stanie
z nimi twarzą w twarz, będzie musiał tłumaczyć się ze swojego
zachowania. Tak, koledzy raczej by mu tego nie odpuścili. Nie lubił
kiedy zanadto ingerowali w jego postępowanie, ale tym razem Maciek
wiedział, że to oni mają rację, a nie on. A do tego nigdy w życiu
by się nie przyznał. Jego duma nie pozwalała mu na to by przyznał
się do porażki.
-Zamierzasz tak leżeć cały dzień? - Kuba wszedł do jego pokoju,
nie pytając wcześniej o pozwolenie, co jeszcze bardziej go
rozgniewało. - Takie bezczynne leżenie raczej nie wpłynie
najlepiej na twoje wyniki.
-A od kiedy posiadasz uprawnienia trenera? - warknął agresywnie
Maciek. - Może najpierw zajmiesz się tym, żebyś sam miał jakieś
wyniki?
Kuba skrzyżował ręce na klatce piersiowej, a jego twarz wyrażała
oburzenie. Maciek wielokrotnie, będąc w nie najlepszym humorze
wypomniał mu jego nieefektywność w skokach, ale ostatnio te
zgryźliwe uwagi były coraz częstsze, a skala złośliwości tych
wypowiedzi wzrastała wraz z sukcesami jakie osiągał jego młodszy
brat. Traktował go po prostu jak coś, na czym można wyładować
nerwy kiedy tylko przyjdzie mu na to ochota.
-Masz rację – odparł Kuba spokojnie, nie uzewnętrzniając się
ze swoim zbulwersowaniem. - Nie jestem twoim trenerem, tylko twoim
starszym bratem i chcę dla ciebie dobrze. Chociaż wydaje mi się,
że jeśli dalej będziesz prezentował taką postawę, twoi kibice
ucieszą się jeśli twoje wyniki się pogorszą.
Wyszedł, leciutko, niemal bezszelestnie zamykając za sobą drzwi, a
jego stoicki spokój wzbudził w Maćku jeszcze większą
agresję.
Pierwsze chwile ich spaceru dziewczyny spędziły ściskając się
pod jedną parasolką, która należała do Magdy, więc
dziewczyna nie czuła się zanadto odrzucona i niepotrzebna. Jednak
kiedy deszcz ustąpił, a parasolka Magdy została zwinięta i
schowana do jej torebki, Julia i Judyta rozpoczęły rozmowę na
zupełnie nieznany jej temat i przestały zwracać uwagę na jej
obecność.
Dziewczyny spacerowały górską ścieżką, która nie
należała jednak do tych najtrudniejszych tras.
Magda pomyślała o swoim życiu jak o takim właśnie górskim
szlaku. Gdyby dało się je tak przedstawić, jej ścieżka na pewno
miałaby mnóstwo dziur, po ludziach, którzy zostawili
ją z własnej woli lub nie mając na to najmniejszego wpływu –
jak Franek i licznych ostrych zakrętów, czyli sytuacji, które
bardzo często ją przerastały. Brak jakiejkolwiek przynależności
i wyobcowanie, które poniekąd sama sobie stwarzała, ale już
nie miała siły z tym walczyć.
-I jak podoba ci się w Zakopanem? - zagadnęła chwilę później
Julka, zupełnie jakby Magda zawitała do tego miasta po raz
pierwszy.
-Pogoda mogłaby być lepsza – stwierdziła nie chcąc ograniczać
się do krótkiego i kończącego zazwyczaj rozmowę dobrze,
co było jej małym zwycięstwem, lecz po chwili pomyślała, że
rozmowa o pogodzie nie jest raczej odpowiednia i zbyt ciekawa w ich
kategorii wiekowej.
-Pogoda zazwyczaj nas nie rozpieszcza – dodała uśmiechając się
zachęcająco, co Magda potraktowała raczej jako kolejny wyraz
złudnej sympatii. Nie chciała oceniać Julii przez pryzmat
przyjaźni z Judytą, jednak wszystko wskazywało na to, że jest ona
niemal klonem jej kuzynki.
Mogłaby zawrócić, bądź zboczyć z trasy, a dziewczyny nie
zauważyłyby jej nieobecności. Wyprzedzały ją odrobinę,
zawzięcie dyskutując. Po chwili zdała sobie sprawę, że nie może
mieć pretensji do żadnej z nich, przecież Julia nawet próbowała
nawiązać rozmowę. To Magda była problemem. Ona i jej
nieprzystosowanie do życia wśród ludzi. Jakaś niewielka
część zdrowego rozsądku podpowiadała jej, że powinna do nich
dołączyć, nawet jeśli temat rozmowy nie jest jej znany. Niestety
siedzący w niej demon,
który blokował ją już od dawna, nakazał jej pozostać z
tyłu i nie przypominać o swojej obecności, co też posłusznie
zrobiła. Miała wielką nadzieję, że wkrótce będzie mogła
wrócić do swojego, tymczasowego domu.
W końcu poczucie winy go przerosło. Ta decyzja pojawiła się w
jego głowie spontanicznie, nawet nie chciał się nad nią
zastanawiać, bo wiedział, że jeśli to zrobi, znów się
podda.
W pośpiechu narzucił na siebie kurtkę, po czym równie
szybko udał się do swojego samochodu i dopiero kiedy go odpalił,
nieco uspokoił swoje ciało. Jazda samochodem była ukojeniem dla
jego zszarganych nerwów. Za każdym razem, gdy siadał za
kierownicą, czuł jak opuszczają go wszelkie negatywne emocje,
nawet jeśli odcinek, który miał do pokonania nie należał
do najdłuższych. Uwielbiał ten stan, kiedy jedyne na czym się
skupiał to zmiana biegów* i kontrola prędkości, by nie
przekraczać jej zbytnio.
Nie układał w głowie żadnej formułki, którą miałby
powiedzieć. To nie w jego stylu. Zwykłe przepraszam
wystarczy by uspokoić wyrzuty sumienia, a to czy tak lakoniczna
wypowiedź zadowoli Magdę – nie było jego problemem. On chciał
tylko uciszyć swoje myśli i odebrać kolegom powód do
nieprzerwanego obwiniania go o wszelkie zło na świecie. Ani oni,
ani on sam nie będzie miał sobie nic do zarzucenia.
Zatrzymał samochód przed domem należącym do ich psychologa
i szybkim krokiem skierował się ku drzwiom. Przeskakiwał po dwa
stopnie na schodach, by jak najszybciej mieć to za sobą. Ani chwili
się nie wahając nacisnął dzwonek i dopiero wtedy miał chwilę by
przemyśleć tą spontaniczną decyzję. Parsknął cicho pod nosem,
nie wierząc w to co robi. Kiedy ostatnio z jego ust wypłynęło
słowo przepraszam? Co najwyżej sorry, kiedy
przypadkiem szturchnął lub nadepnął kolegę. A przepraszam?
Czy on kiedykolwiek użył tego słowa bez cienia sarkazmu? Nie
przypominał sobie takiej sytuacji i pożałował swojej
nieplanowanej wizyty w domu Pawła. Skoro żadna osoba, która
poczuła się urażona przez jego uszczypliwe uwagi, do tej pory nie
usłyszała od niego ani słówka wyrażającego przeprosiny, a
świat nadal się kręcił, to dlaczego inaczej miałoby być gdyby i
Magda pozostała nieprzeproszona?
Całe szczęście czekał przed drzwiami wystarczająco długo by
domyślić się, że nikt nie zamierza mu otworzyć, gdyż dom
najzwyczajniej w świecie był pusty. Odetchnął z ulgą. Po raz
kolejny zaśmiał się cicho, nie wierząc, że coś takiego w ogóle
przyszło mu do głowy i skierował się do samochodu pozostawionego
na chodniku przed domem.
____________________________________
*Ja wiem, że jego samochód jest z tej wyższej półki
i ma na pewno automatyczną skrzynię biegów, ale przymkniecie
na to oko, prawda? :D
Za dużo tych
opisów, coś mi się wydaje :( Nie podoba mi się to trochę...
no, ale cóż począć skoro wykreowałam sobie tak
aspołecznych bohaterów, którzy nie chcą z nikim
rozmawiać?
Siódmy musi być idealny, więc nie obiecuję, że pojawi się
wcześniej niż ten. Tego, że faktycznie będzie idealny też nie
obiecuję.
O Boziu.
OdpowiedzUsuńmuszę Ci zacząć wiercić dziurę w brzuchu, żebyś jak najszybciej napisała tą siódemkę, bo już teraz wiem, że długo nie wytrzymam bez nowego rozdziału.
Z rozdziału na rozdział coraz bardziej kocham Magdę. Ona jest po prostu cudowna i ja się z nią naprawde niesamowicie identyfikuję. Bo rozumiem ją doskonale. Jej zagubienie, jej aspołeczność, te demony, które w niej siedzą.
A jednocześnie nie mogę się doczekać aż Maciek to troszkę roztopi i rozgrzeje.
Oj tak, ta siódemka będzie cudna, już to czuję.
Macieja ostatnimi czasy trudno mi znieść. Tutaj też się nie popisał. Obrażać Kubę?
o nieee, tak nie będzie, Kocie.
Ale coś drgnęło. Widac,że tak.
czekam, czekam niecierpliwie.
Ty też czekaj, aż Cię zacznę poganiać na gg o pisanie siódemki ;)
Trzymaj się ;*
Madziunia jest kochana i ja również się z nią identyfikuję :D
UsuńTwoje poganianie jest bardzo efektywne, więc nie mam nic przeciwko. Nie wiem co na to moje nauczycielki :) Chyba wolałyby żebyś mnie do nauki zachęcała :p ale pani z polskiego będzie zadowolona, ze rozwijam swoją kreatywność :)
a tam nauka.
Usuńnauka nie zając, nie ucieknie :D
i dokładnie, zgadzam się z panią z polskiego.
Także jak najszybciej się zabierz za to rozwijanie kreatywności, bo ja jestem strasznie niecierpliwa ^^
Ja też chcę siódemkę. Już i teraz.
OdpowiedzUsuńNarzekasz tak na te opisy, a ja kocham je chyba najbardziej w całym tym uroczym opowiadaniu.
I owszem, są społecznie wyjątkowo, nie przeczę, ale to właśnie sprawia, że rozumiemy ich coraz lepiej. Że ich myśli tak dogłębnie wciągają.
Madzia jest moją absolutną faworytką!
Nie poddaje się temu co trzeba, czy co konieczne.
Idzie dzielnie swoją samotną drogą.
Matko, jak ja widzę takie dziewuchy jak ta jej kuzyneczka to mnie aż szał bierze, ale postępowania z nimi to od twojej bohaterki powinnam się uczyć.
A Maciek i te jego rozkminy...
To jak rozprawia sam z sobą rozwala.
Zwykłe głupie, ale jak ważne słówko przepraszam, a on takie cyrki nam tu odstawia.
Kotek słuchaj ty kumpli, bo oni wbrew pozorom dobrze Ci radzą :)
No, ale coś drgnęło...
A teraz ta przełomowa siódemka.
Jak dla mnie to mogłaby być dzisiaj.
Dobra, niech będzie po prostu jak najszybciej.
Buziaki i weny;*
Czepiasz się Judytki, a to dzięki niej będzie ten przełom! :) I tak właściwie to ona nieświadomie zmiękczy Maćkowe serce, ale nic nie zdradzam. Wszystko w swoim czasie :p
UsuńCieszę się, że Madzia przypadła Wam do gustu, bardzo, bardzo się cieszę :) Jeśli chodzi o charakter bohaterów to wszyscy są dokładnie tacy jak chciałam. Nikt nie żyje własnym życiem. Tylko miałam tu wcisnąć jeszcze resztę kadry, żeby rozładowywali tą smutną atmosferę, a jak na razie to ich rola jest bardzo mała...