ROZDZIAŁ SZÓSTY

Każdy kiedyś czuł się opuszczony


Wybaczcie, ale ta narracja w czasie teraźniejszym działała mi już na nerwy :)

Ze snu wyrwał ją, już dobrze jej znany, dźwięk deszczowych kropli uderzających o szybę i parapet. Niemal bezgłośnie jęknęła z niezadowoleniem i przewróciła się na prawy bok przyciskając twarz do poduszki. Wiedziała, że już nie da rady zasnąć, ale mimo to nie miała siły podnieść się z łóżka. Komu chciałoby się wstawać widząc za oknem taką pogodę i to kolejny dzień z rzędu?
Zza drzwi dobiegł ją głos kuzynki, która w przerwach między słowami śmiała się perliście. Z całą pewnością rozmawiała przez telefon, gdyż kiedy skończyła mówić, odpowiedziała jej cisza, a tak przynajmniej wyglądało to z perspektywy Magdy.
Chwilę później drzwi otworzyły się z hukiem i stanęła w nich Judyta, wciąż trzymając przy uchu telefon. Spojrzała obojętnie na Magdę, która niechętnie dźwignęła głowę z poduszki.
-Ubieraj się – mruknęła, oddalając nieco komórkę od ust. - Julka chce cię poznać – dodała widząc, zaskoczenie w oczach kuzynki. - Nie mówiłam do ciebie – zmieniła ton na bardziej przyjazny, ponownie zwracając się do swojego telefonicznego rozmówcy. - Magda powiedziała, że bardzo chętnie cię pozna... - wyszła z pokoju, lekko zatrzaskując za sobą drzwi, dlatego do uszu Magdy dotarły jedynie zagłuszone słowa kuzynki, z których nie potrafiła już złożyć konkretnego zdania.
Tkwiła przez chwilę w pozycji siedzącej zaskoczona słowami kuzynki.
Ktoś chciał ją poznać.
Koleżanka Judyty była z pewnością przekonana, że kuzynka osoby tak przebojowej jak ona, będzie równie ciekawą osobą. A ona po raz kolejny zdała sobie sprawę, że nie ma w niej nic, za co można by ją polubić. Nie miała ciekawych zainteresowań, ani poczucia humoru, nie potrafiła też dobrać swoich ubrań w taki sposób jak robiła to Judyta. Z całą pewnością nie była ciekawą osobą, a widmo poznania kolejnej osoby, przyprawiło ją o mdłości. Synonimem jej imienia było słowo porażka.

Nie chciał myśleć o niczym, pragnął by wszystkie myśli wyparowały z jego głowy, choć wiedział, że jest to niewykonalne.
Cholerne poczucie winy nie opuszczało go od wczorajszego wieczora. Od tamtego czasu nie odezwał się również do żadnego ze swoich kolegów. Nie chodziło mu o to, że się na nich obraził jak głupi dzieciak. Po prostu wiedział, że jeśli stanie z nimi twarzą w twarz, będzie musiał tłumaczyć się ze swojego zachowania. Tak, koledzy raczej by mu tego nie odpuścili. Nie lubił kiedy zanadto ingerowali w jego postępowanie, ale tym razem Maciek wiedział, że to oni mają rację, a nie on. A do tego nigdy w życiu by się nie przyznał. Jego duma nie pozwalała mu na to by przyznał się do porażki.
-Zamierzasz tak leżeć cały dzień? - Kuba wszedł do jego pokoju, nie pytając wcześniej o pozwolenie, co jeszcze bardziej go rozgniewało. - Takie bezczynne leżenie raczej nie wpłynie najlepiej na twoje wyniki.
-A od kiedy posiadasz uprawnienia trenera? - warknął agresywnie Maciek. - Może najpierw zajmiesz się tym, żebyś sam miał jakieś wyniki?
Kuba skrzyżował ręce na klatce piersiowej, a jego twarz wyrażała oburzenie. Maciek wielokrotnie, będąc w nie najlepszym humorze wypomniał mu jego nieefektywność w skokach, ale ostatnio te zgryźliwe uwagi były coraz częstsze, a skala złośliwości tych wypowiedzi wzrastała wraz z sukcesami jakie osiągał jego młodszy brat. Traktował go po prostu jak coś, na czym można wyładować nerwy kiedy tylko przyjdzie mu na to ochota.
-Masz rację – odparł Kuba spokojnie, nie uzewnętrzniając się ze swoim zbulwersowaniem. - Nie jestem twoim trenerem, tylko twoim starszym bratem i chcę dla ciebie dobrze. Chociaż wydaje mi się, że jeśli dalej będziesz prezentował taką postawę, twoi kibice ucieszą się jeśli twoje wyniki się pogorszą.
Wyszedł, leciutko, niemal bezszelestnie zamykając za sobą drzwi, a jego stoicki spokój wzbudził w Maćku jeszcze większą agresję.

Pierwsze chwile ich spaceru dziewczyny spędziły ściskając się pod jedną parasolką, która należała do Magdy, więc dziewczyna nie czuła się zanadto odrzucona i niepotrzebna. Jednak kiedy deszcz ustąpił, a parasolka Magdy została zwinięta i schowana do jej torebki, Julia i Judyta rozpoczęły rozmowę na zupełnie nieznany jej temat i przestały zwracać uwagę na jej obecność.
Dziewczyny spacerowały górską ścieżką, która nie należała jednak do tych najtrudniejszych tras.
Magda pomyślała o swoim życiu jak o takim właśnie górskim szlaku. Gdyby dało się je tak przedstawić, jej ścieżka na pewno miałaby mnóstwo dziur, po ludziach, którzy zostawili ją z własnej woli lub nie mając na to najmniejszego wpływu – jak Franek i licznych ostrych zakrętów, czyli sytuacji, które bardzo często ją przerastały. Brak jakiejkolwiek przynależności i wyobcowanie, które poniekąd sama sobie stwarzała, ale już nie miała siły z tym walczyć.
-I jak podoba ci się w Zakopanem? - zagadnęła chwilę później Julka, zupełnie jakby Magda zawitała do tego miasta po raz pierwszy.
-Pogoda mogłaby być lepsza – stwierdziła nie chcąc ograniczać się do krótkiego i kończącego zazwyczaj rozmowę dobrze, co było jej małym zwycięstwem, lecz po chwili pomyślała, że rozmowa o pogodzie nie jest raczej odpowiednia i zbyt ciekawa w ich kategorii wiekowej.
-Pogoda zazwyczaj nas nie rozpieszcza – dodała uśmiechając się zachęcająco, co Magda potraktowała raczej jako kolejny wyraz złudnej sympatii. Nie chciała oceniać Julii przez pryzmat przyjaźni z Judytą, jednak wszystko wskazywało na to, że jest ona niemal klonem jej kuzynki.
Mogłaby zawrócić, bądź zboczyć z trasy, a dziewczyny nie zauważyłyby jej nieobecności. Wyprzedzały ją odrobinę, zawzięcie dyskutując. Po chwili zdała sobie sprawę, że nie może mieć pretensji do żadnej z nich, przecież Julia nawet próbowała nawiązać rozmowę. To Magda była problemem. Ona i jej nieprzystosowanie do życia wśród ludzi. Jakaś niewielka część zdrowego rozsądku podpowiadała jej, że powinna do nich dołączyć, nawet jeśli temat rozmowy nie jest jej znany. Niestety siedzący w niej demon, który blokował ją już od dawna, nakazał jej pozostać z tyłu i nie przypominać o swojej obecności, co też posłusznie zrobiła. Miała wielką nadzieję, że wkrótce będzie mogła wrócić do swojego, tymczasowego domu.

W końcu poczucie winy go przerosło. Ta decyzja pojawiła się w jego głowie spontanicznie, nawet nie chciał się nad nią zastanawiać, bo wiedział, że jeśli to zrobi, znów się podda.
W pośpiechu narzucił na siebie kurtkę, po czym równie szybko udał się do swojego samochodu i dopiero kiedy go odpalił, nieco uspokoił swoje ciało. Jazda samochodem była ukojeniem dla jego zszarganych nerwów. Za każdym razem, gdy siadał za kierownicą, czuł jak opuszczają go wszelkie negatywne emocje, nawet jeśli odcinek, który miał do pokonania nie należał do najdłuższych. Uwielbiał ten stan, kiedy jedyne na czym się skupiał to zmiana biegów* i kontrola prędkości, by nie przekraczać jej zbytnio.
Nie układał w głowie żadnej formułki, którą miałby powiedzieć. To nie w jego stylu. Zwykłe przepraszam wystarczy by uspokoić wyrzuty sumienia, a to czy tak lakoniczna wypowiedź zadowoli Magdę – nie było jego problemem. On chciał tylko uciszyć swoje myśli i odebrać kolegom powód do nieprzerwanego obwiniania go o wszelkie zło na świecie. Ani oni, ani on sam nie będzie miał sobie nic do zarzucenia.
Zatrzymał samochód przed domem należącym do ich psychologa i szybkim krokiem skierował się ku drzwiom. Przeskakiwał po dwa stopnie na schodach, by jak najszybciej mieć to za sobą. Ani chwili się nie wahając nacisnął dzwonek i dopiero wtedy miał chwilę by przemyśleć tą spontaniczną decyzję. Parsknął cicho pod nosem, nie wierząc w to co robi. Kiedy ostatnio z jego ust wypłynęło słowo przepraszam? Co najwyżej sorry, kiedy przypadkiem szturchnął lub nadepnął kolegę. A przepraszam? Czy on kiedykolwiek użył tego słowa bez cienia sarkazmu? Nie przypominał sobie takiej sytuacji i pożałował swojej nieplanowanej wizyty w domu Pawła. Skoro żadna osoba, która poczuła się urażona przez jego uszczypliwe uwagi, do tej pory nie usłyszała od niego ani słówka wyrażającego przeprosiny, a świat nadal się kręcił, to dlaczego inaczej miałoby być gdyby i Magda pozostała nieprzeproszona?
Całe szczęście czekał przed drzwiami wystarczająco długo by domyślić się, że nikt nie zamierza mu otworzyć, gdyż dom najzwyczajniej w świecie był pusty. Odetchnął z ulgą. Po raz kolejny zaśmiał się cicho, nie wierząc, że coś takiego w ogóle przyszło mu do głowy i skierował się do samochodu pozostawionego na chodniku przed domem.


____________________________________
*Ja wiem, że jego samochód jest z tej wyższej półki i ma na pewno automatyczną skrzynię biegów, ale przymkniecie na to oko, prawda? :D
Za dużo tych opisów, coś mi się wydaje :( Nie podoba mi się to trochę... no, ale cóż począć skoro wykreowałam sobie tak aspołecznych bohaterów, którzy nie chcą z nikim rozmawiać? 
Siódmy musi być idealny, więc nie obiecuję, że pojawi się wcześniej niż ten. Tego, że faktycznie będzie idealny też nie obiecuję.

5 komentarzy:

  1. O Boziu.
    muszę Ci zacząć wiercić dziurę w brzuchu, żebyś jak najszybciej napisała tą siódemkę, bo już teraz wiem, że długo nie wytrzymam bez nowego rozdziału.
    Z rozdziału na rozdział coraz bardziej kocham Magdę. Ona jest po prostu cudowna i ja się z nią naprawde niesamowicie identyfikuję. Bo rozumiem ją doskonale. Jej zagubienie, jej aspołeczność, te demony, które w niej siedzą.
    A jednocześnie nie mogę się doczekać aż Maciek to troszkę roztopi i rozgrzeje.
    Oj tak, ta siódemka będzie cudna, już to czuję.
    Macieja ostatnimi czasy trudno mi znieść. Tutaj też się nie popisał. Obrażać Kubę?
    o nieee, tak nie będzie, Kocie.
    Ale coś drgnęło. Widac,że tak.
    czekam, czekam niecierpliwie.
    Ty też czekaj, aż Cię zacznę poganiać na gg o pisanie siódemki ;)
    Trzymaj się ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Madziunia jest kochana i ja również się z nią identyfikuję :D
      Twoje poganianie jest bardzo efektywne, więc nie mam nic przeciwko. Nie wiem co na to moje nauczycielki :) Chyba wolałyby żebyś mnie do nauki zachęcała :p ale pani z polskiego będzie zadowolona, ze rozwijam swoją kreatywność :)

      Usuń
    2. a tam nauka.
      nauka nie zając, nie ucieknie :D
      i dokładnie, zgadzam się z panią z polskiego.
      Także jak najszybciej się zabierz za to rozwijanie kreatywności, bo ja jestem strasznie niecierpliwa ^^

      Usuń
  2. Ja też chcę siódemkę. Już i teraz.
    Narzekasz tak na te opisy, a ja kocham je chyba najbardziej w całym tym uroczym opowiadaniu.
    I owszem, są społecznie wyjątkowo, nie przeczę, ale to właśnie sprawia, że rozumiemy ich coraz lepiej. Że ich myśli tak dogłębnie wciągają.
    Madzia jest moją absolutną faworytką!
    Nie poddaje się temu co trzeba, czy co konieczne.
    Idzie dzielnie swoją samotną drogą.
    Matko, jak ja widzę takie dziewuchy jak ta jej kuzyneczka to mnie aż szał bierze, ale postępowania z nimi to od twojej bohaterki powinnam się uczyć.

    A Maciek i te jego rozkminy...
    To jak rozprawia sam z sobą rozwala.
    Zwykłe głupie, ale jak ważne słówko przepraszam, a on takie cyrki nam tu odstawia.
    Kotek słuchaj ty kumpli, bo oni wbrew pozorom dobrze Ci radzą :)
    No, ale coś drgnęło...
    A teraz ta przełomowa siódemka.
    Jak dla mnie to mogłaby być dzisiaj.
    Dobra, niech będzie po prostu jak najszybciej.
    Buziaki i weny;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czepiasz się Judytki, a to dzięki niej będzie ten przełom! :) I tak właściwie to ona nieświadomie zmiękczy Maćkowe serce, ale nic nie zdradzam. Wszystko w swoim czasie :p
      Cieszę się, że Madzia przypadła Wam do gustu, bardzo, bardzo się cieszę :) Jeśli chodzi o charakter bohaterów to wszyscy są dokładnie tacy jak chciałam. Nikt nie żyje własnym życiem. Tylko miałam tu wcisnąć jeszcze resztę kadry, żeby rozładowywali tą smutną atmosferę, a jak na razie to ich rola jest bardzo mała...

      Usuń