EPILOG

Już się nie oglądaj, bo to co najlepsze jest dopiero przed nami

Thinking of the times
How we laughed and cried
I wouldn’t change a thing
I couldn’t even if I tried

Zakopane zawsze było specyficzne.
Było to miasto, które Madzia, będąc jeszcze dzieckiem, postrzegała jako miejsce, w którym znikały wszelkie troski. Jako mała dziewczynka nie miała ich zbyt wiele, niemniej – było to dla niej miejsce posiadające swoistą aurę, która sprawiała, że człowiek czuł się lepiej.
Z biegiem czasu jej przekonanie diametralnie się zmieniło. Kiedy stała się młodą kobietą, a zmartwień pojawiło się dużo więcej aniżeli dotychczas, Magda nie sądziła, że taka błahostka jak wyjazd do innego miasta będzie w stanie jej pomóc. Zwłaszcza, że nie najlepiej dogadywała się z Judytą i o ile jako dziecko nie przywiązywała do tego większej wagi, tak na tym etapie życia czuła się z tym źle.
Od tamtego czasu jednak, jej kuzynka już nie raz pokazała jak wspaniałą jest dziewczyną i Magda wiedziała, że to na nią może liczyć w trudnych chwilach
Dlatego właśnie tamtego dnia, gdy postanowiła zmienić swoje życie, spakowała parę potrzebnych rzeczy i – ze sporym trudem, ale jednak – wyjechała do Judyty i jej rodziców.
Potrzebowała tego. Tej atmosfery, zarówno rodzinnej, panującej w domu Koślów, jak i tej, która panowała na ulicach. Już po kilku dniach czuła się nieco lepiej. Wciąż miała jednak poczucie tego, że nie wszystkim pokierowała tak jak chciała. Dostała jednak szansę by to zmienić, choć nie do końca zdawała sobie sprawę z tego, że to Maciek jest tym czego jej brakuje.
Pewnego dnia, gdy wracała ze spaceru, on żegnał się właśnie z jej wujkiem i zmierzał w stronę furtki, którą ona otwierała. Ich spotkanie było nieuniknione.
Nie dostrzegł jej w pierwszej chwili, ale gdy tylko podniósł wzrok, ich spojrzenia się skrzyżowały. Odruchowo przystanęli naprzeciw siebie, zupełnie nie wiedząc jak dalej postępować. Oboje byli tym spotkaniem zaskoczeni, a uczucia, które zdawały się dawno zniknąć z ich serc, zaczęły się na nowo leciutko w nich tlić.
-Możemy porozmawiać? - spytał ostrożnie po chwili milczenia.
-Jasne – odpowiedziała lakonicznie, siląc się na obojętny ton. Poprawiła nerwowo torbę na ramieniu i dodała: - Możemy się przejść, nie chciałabym rozmawiać tutaj – zaproponowała, choć dopiero co wróciła z długiej przechadzki.
Ruszyli przed siebie, ale przez chwilę nie przeprowadzili nawet namiastki rozmowy. Maciek wbił ręce w kieszenie gorączkowo rozmyślając o tym co chciałby powiedzieć, a Magda kroczyła tuż obok niego z rękami skrzyżowanymi na piersiach. Chciała sprawiać wrażenie całkowicie biernej, niezainteresowanej dalszym rozwojem zaistniałej sytuacji, ale przed sobą samą nie potrafiła udawać. Chciała zawalczyć, ale jak zwykle nie miała pojęcia jak się do tego zabrać.
-Słyszałem o twojej mamie – oznajmił Maciek po chwili milczenia. - Przykro mi.
Serce jej załomotało, a w oczach stanęły łzy. Udało jej się jednak nie rozpłakać. To nie byłoby najlepsze posunięcie, zwłaszcza, że chciała walczyć, a nie wzbudzać litość.
-Jakoś sobie radzę – powiedziała, spoglądając w bok na młodą dziewczynę spacerującą z pieskiem.
Znów to uciążliwe milczenie. Jeśli tak miała wyglądać jej walka to równie dobrze mogła stamtąd odejść i wrócić do domu, ponownie zamknąć się w swoim pokoju i płakać do poduszki.
-Boisz się mnie – stwierdził.
Miał rację. Bała się, ale nie tyle co jego osoby, a kolejnego niepowodzenia, które mogło ją spotkać. Bała się obdarzyć zaufaniem kogokolwiek ze strachu przed rozczarowaniem i odrzuceniem.
Wzięła głęboki wdech. Koniec z irracjonalnym strachem. W końcu już dawno sobie to postanowiła.
-Przepraszam – powiedziała półgłosem, wypuszczając powietrze z ust. Podniosła spojrzenie, dostrzegając na twarzy Maćka zaskoczenie.
Nie wiedział co powiedzieć.
-To ja powinienem... - zaczął nieporadnie, jednak Magda przerwała jego wypowiedź.
-Ty już przeprosiłeś, a ja zatrzasnęłam ci drzwi przed nosem – odparła. - A tak się składa, że ja też zachowałam się wtedy egoistycznie.
Już od jakiegoś czasu jej głowę nawiedzały myśli, mówiące jej, iż brała przykład z postępowania swoich rodziców. Gdy tylko pojawiał się problem, oni się od siebie oddalali oczekując iż te drugie przybędzie z przeprosinami. Niekończące się kłótnie i awantury, odwracanie się do siebie plecami... Takim zachowaniem Magda przesiąknęła, a to utwierdziło ją w przekonaniu, iż były to jedyne sposoby rozwiązywania konfliktów. Działała pod wpływem impulsu, gdy wtedy Maciek pojawił się przed jej drzwiami. Nie tak powinna była się wtedy zachować, a teraz mocno żałowała i po cichu liczyła na szansę od losu by jeszcze w jakiś sposób to naprawić.
I właśnie tą szansę wykorzystywała.
-Nie zrobiłaś nic złego.
-Nie możemy po prostu o tym zapomnieć i kontynuować naszą znajomość tak jakby tamtego dnia w ogóle nie było? - spytała. - To był zły dzień, nie chcę go pamiętać.
To w tamtym momencie w ich sercach ustąpiły wszelkie blokady. Pozwolili uczuciom zapłonąć na nowo, nie patrząc na ewentualne konsekwencje, które mogłyby wyniknąć z tego w przyszłości. Po co na zapas przejmować się czymś co niekoniecznie musiało się zdarzyć?
W ramach odpowiedzi na słowa Madzi, Maciek objął ją delikatnie, a nie widząc jej sprzeciwu, otulił ją ramionami nieco ciaśniej. Chciał pokazać jej w ten sposób, że już nie pozwoli jej odejść, a całując ją lekko w czoło, dać jej do zrozumienia, że już jest bezpieczna.
A Magda doskonale zdawała sobie sprawę ze swojego bezpieczeństwa. Po wielu latach ciężkich doświadczeń w końcu czuła spokój. Był to początek swoistych porządków w jej życiu. Wiedziała, że to pierwszy krok ku temu, aby jej życiowa droga stała się w końcu łatwiejszą do przebrnięcia. Pokonała już tyle ostrych zakrętów, wyszła z tylu dołów, iż stała się silniejszą osobą i to co miało dopiero nadejść widziała w barwnych kolorach. Zdawała sobie sprawę z tego, że przeszłości nie da się tak po prostu oddzielić ani od tego co jest, ani od tego co będzie. Przyszłość nie istnieje bez przeszłości. Wszystkie nasze czyny i decyzje – to zawsze będzie miało wpływ na nasze przyszłe życie, podobnie jak i inne przeżycia. Te szczęśliwe i te, do których lepiej nie wracać. Ale czasami może nawet trzeba przypomnieć sobie wylane łzy, rozdarte serce i mętlik w głowie? Chociażby po to by docenić to co los nam dał i to czego jeszcze nie dostaliśmy.
Po to by wierzyć, że najlepsze dopiero nadejdzie.

The best is yet to come
I know, you know
That we’ve only just begun
Through the highs and lows
And how can I live without you
You’re such a part of me
And you’ve always been the one
Keeping me forever young
And the best is yet to come

_________
Koniec! Nareszcie.
To szczęśliwe zakończenie założyłam sobie od początku, ale całość miała wyglądać zupełnie inaczej i nigdy sobie nie wybaczę, że nie napisałam tego tak jak zaczynałam to pisać za pierwszym razem. Nigdy. Może kiedyś wykorzystam tamten pomysł do innego opowiadania, ale jestem pewna, że to już nie będzie opowiadanie o polskich skoczkach. Kocham ich najmocniej, ale pisanie o nich mi nie leży. Teraz jestem tylko na Pieszczoszku i nie zamierzam zaczynać nic nowego. Niech mnie pan Bóg przed tym strzeże!
Nie wiem jakich mam użyć słów, żeby Wam podziękować! Bo ja tu nudziłam, marudziłam, miałam te swoje kryzysy, a Wy i tak wmawiałyście mi, że jestem cudowna! Mimo że zupełnie się z tym nie zgadzam, muszę przyznać, że to było bardzo motywujące i podnoszące na duchu :) Wiele razy chciałam to rzucić w cholerę, choć tylko raz Wam się do tego przyznałam. Wtedy czytałam sobie te Wasze słowa i choć ciężko było mi w to wszystko uwierzyć, zbierałam się w sobie by dokończyć tą historię. Mam wrażenie, że pojechałam po linii najmniejszego oporu, ale ja naprawdę nie umiałam postąpić z tym inaczej. Nie zaprzyjaźniłam się z Maćkiem i Madzią i raczej do nich nie zatęsknię... Tęskno mi za to do Łucji i Andreasa i cieszę się, że teraz to im będę mogła poświęcić całą uwagę. Zapraszam Was do nich <klik>, a stąd już uciekam. Moje palce więcej tu nie zawitają.
Kocham Was, jesteście najlepsze <3 WSZYSTKIE!