ROZDZIAŁ SIÓDMY

Potrafię być dobrym człowiekiem, nie rezygnuj ze mnie, a udowodnię to


Właśnie minęły dwa tygodnie odkąd Magda zawitała do domu wujostwa. Dwa tygodnie, podczas których miała poczuć się lepiej, ale wszystko wciąż stało w miejscu. Nie poczuła żadnej poprawy, nieprzerwanie odczuwała tylko lęk i przygnębienie.
Ale ten dzień już od początku wydał jej się jakiś inny, jakby wyciągnięty z jej dotychczasowego życia. Magda poczuła się tak jakby był to jakiś uroczysty dzień, różniący się od pozostałych, tak jak to jest na przykład w Boże Narodzenie.
Powodem takiego odczucia był niewątpliwie fakt, że pierwszy raz odkąd zasypiała w tym łóżku, obudziły ją promienie słoneczne bijące po oczach. Magda nie używała zasłon, ponieważ przywykła już raczej do ponurej pogody i być może było to trochę irracjonalne, ale nie spodziewała się, że słońce wyjdzie jeszcze z szaroburego ukrycia.
Następnie przypomniała sobie kolejny fakt, który sprawiał, że ten dzień będzie inny, a ta świadomość pozbawiła jej chęci do wstawania z łóżka, które wcześniej wzbudziła w niej pogoda.
Judyta obchodziła dzisiaj dziewiętnaste urodziny.
Magda nie była zadowolona, kiedy ciocia Basia zaprosiła ją na przyjęcie swojej córki. Sama solenizantka również nie wyglądała na uradowaną tą wiadomością, ale będąc pod presją swoich rodziców, nie mogła wyrazić swojej frustracji.
Impreza odbywała się w góralskiej chacie, w miejscu nieco oddalonym od miejskiego zgiełku. Przyjechały z Judytą na miejsce jako pierwsze i siedziały bezczynnie, nie odzywając się do siebie nawet słowem. Kiedy rodzice już jej nie obserwowali, mogła przestać tryskać udawanym entuzjazmem, bo obecność Magdy wcale jej nim nie napawała, a wręcz przeciwnie.
Obie dziewczyny odetchnęły z ulgą kiedy zaczęli się schodzić pierwsi goście.
Pierwszym punktem przygotowanego przez Judytę programu było ognisko, przy którym zebrali się wszyscy zaproszeni, a było ich dosyć sporo. Magda wmieszała się w tłum, nie chcąc brać udziału w wygłupach, a kiedy tak się chowała, nikt nie zwracał na to uwagi.
Była zaskoczona brakiem bardziej wymyślnych sposobów urozmaicenia przyjęcia. Spodziewała się czegoś zupełnie innego po swojej kuzynce, jednak w duchu cieszyła się, że będzie mogła schować się w kącie i w spokoju oczekiwać kiedy goście rozejdą się do swoich domów. Jedynym elementem, który nie przypadł Magdzie do gustu, były kolorowe światła, które pasowały bardziej do wystroju klubu tanecznego.
Widziała wokół siebie głównie nieznajomych, ale niespecjalnie rwała się do tego by kogokolwiek poznać. Wolała siedzieć na drewnianej ławeczce ze szklanką soku w dłoni i przyglądać się zabawie z boku, nie biorąc w niej czynnego udziału..
Obok niej jakiś chłopak próbował zwrócić na siebie uwagę dziewczyny siedzącej naprzeciwko. Nijak mu się to udawało, gdyż jego wybranka była już mocno upojona alkoholem i prawdopodobnie nie rozumiała ani jednego wypowiedzianego pod jej adresem słowa. Co jakiś czas tylko wybuchała śmiechem z nieokreślonego powodu.
Główną atrakcją w skupisku wirujących w rytm muzyki osób, był Piotrek, który tańczył ze swoją wyimaginowaną partnerką. Oprócz niego Magda rozpoznała w tłumie jeszcze paru innych skoczków, jednak nie potrafiła do ich twarzy przypisać odpowiednich imion.
Ogarnęła wzrokiem ściany pokryte drewnianymi belkami. Przy jednej z nich dostrzegła ciemną postać, stojącą w pozycji zamkniętej, z rękami skrzyżowanymi na klatce piersiowej. Kiedy oświetliła ją wiązka mieniącego się światła, Magda rozpoznała w niej Maćka. Opierał się o ścianę, a z wyrazu jego twarzy można było wyczytać, iż znalazł się tu przypadkiem, podobnie jak Magda.
Kiedy pijana dziewczyna po raz kolejny wybuchła niepohamowanym śmiechem, Magda straciła cierpliwość. Podniosła się gwałtownie z drewnianej ławki i skierowała swoje kroki ku drzwiom prowadzącym na podwórze, by zaczerpnąć odrobinę świeżego, górskiego powietrza. Niestety ktoś stanął jej na drodze, co doprowadziło do nieuchronnego zderzenia. Po chwili rozległ się dźwięk tłuczonego szkła, ledwo słyszalny przez głośną muzykę. Oprócz tego Magda poczuła na sobie jakąś mokrą ciecz, co było prawdopodobnie zawartością stłuczonych naczyń.
-Patrz jak chodzisz! - wrzasnęła dziewczyna, którą Magda od razu rozpoznała po głosie, a kiedy podniosła głowę, jej przypuszczenia się potwierdziły.
-Przepraszam – wymamrotała niechętnie Magda, spoglądając wrogo na kuzynkę.
Judyta wyciągnęła z kieszeni papierową chusteczkę by wytrzeć mokrą plamę, powstałą na jej bawełnianej koszulce.
-Zobacz co zrobiłaś! - wskazała ręką na plamę, która była teraz pokryta, papierowymi, białymi kulkami, pozostawionymi przez chusteczkę.
-Wiesz... czasem tak się zdarza, kiedy próbujesz wyczyścić plamę papierową chusteczką – mruknęła Magda, wymijając kuzynkę by uniknąć zbędnej awantury. Przedstawienie raczej nie było przewidziane w programie imprezy. Ale wtedy Judyta powiedziała coś, co wmurowało Magdę w ziemię.
-Głupie jedynaczki zazwyczaj nie zwracają uwagi na nic poza czubkiem własnego nosa.
Magda przystanęła w miejscu, a oczy zaszły jej łzami. Powoli odwróciła się w stronę kuzynki, do której zaczęło chyba docierać, że powiedziała o te jedno słowo za dużo, gdyż już nie skupiała się tak uważnie na plamie, o którą zrobiła tak dużo szumu. Spoglądała zakłopotana na Magdę, nie wiedząc co dalej powiedzieć.
-Teraz siedzisz cicho, tak? - warknęła Magda, próbując zamaskować drżenie głosu. - Dotarło do ciebie, że z naszej dwójki tylko ty jesteś jedynaczką? Ja jeszcze nie przywykłam do tej roli.
Zwróciła się z powrotem w stronę wyjścia i nie bacząc na spojrzenia osób, które przerwały tańce, by przysłuchać się konfrontacji kuzynek, opuściła pomieszczenie, pozostawiając po sobie niezbyt przyjemną i napiętą atmosferę.
-Brawo Judka! - oburzyła się Julka, która znała sytuację Magdy z opowieści przyjaciółki - Mogłabyś się czasem ugryźć w język.

Maciek przysłuchiwał się temu wszystkiemu wbrew własnej woli. Nie chciał nawet przychodzić na tą idiotyczną imprezę, a kiedy usłyszał, że szanowna solenizantka znów ma do kogoś pretensje, miał wrażenie, że wszystko się w nim gotuje. Obudziły się w nim mordercze instynkty. Nie wobec Judyty, a wobec Piotrka, który przywlókł go tutaj siłą.
Dopiero kiedy usłyszał ostatnią ripostę Magdy, coś chwyciło go za serce.
Odprowadził ją wzrokiem do drzwi, dopóki te się za nią nie zatrzasnęły. Był w takim szoku, że nie wiedział co zrobić, a coś mu mówiło, że powinien coś zdziałać. Ale dlaczego on? Przecież tym razem to Judyta ją obraziła, nie on.
No jasne, ale Kamil i Piotrek swoje wściekłe oczy kierują w jego stronę. Czuł się winny, chociaż nie odezwał się do Magdy ani słowem. Ba, nawet nie wiedział, że ona tu jest, dopóki nie wybuchnęła ta awantura.
-Idź za nią, idioto! - nakazał Piotrek, a Maciek przez jego ofensywny ton miał wrażenie, iż ten pomylił go z Judytą.
-Judyta jest tam – mruknął wskazując w stronę dziewczyny, która zalana łzami siedziała na ławce, pocieszana przez zdenerwowaną Julię. - Nie wiem czy przy tym byliście, ale tym razem to nie ja...
-Daj spokój, Romeo – Kamil machnął ręką, przerywając maćkową wypowiedź. - Myślisz, że nie widzimy jak na nią patrzysz?
Kamil był jak kobieta. Zawsze wszystko wiedział najlepiej. Nie sposób było go okłamać, bo w większości przypadków, on już znał prawdę. Przy jego argumentach, Maciek nie miał prawa do żadnej dyskusji.
Obrzucił kolegów krytycznym spojrzeniem i niby od niechcenia, mrucząc pod nosem niech wam będzie, ruszył w kierunku drzwi. Zanim je za sobą zatrzasnął, usłyszał jeszcze jak Piotrek stara się przywrócić atmosferę sprzed kuzynowskiej kłótni.

Tak upokorzona nie czuła się nigdy.
Jeśli ktoś kiedykolwiek obraził ją aż do łez, Judyta właśnie pobiła go na głowę. Wykroczyła poza granice własnej zarozumiałości, bo nie tylko Magdę obraziła, ale również przywołała w niej najgorsze wspomnienia, które w miarę możliwości upchała gdzieś na dnie własnego serca i zabezpieczyła specjalną barierą. Barierą, która pękła jak tama pod silnym naporem wody, tylko że Judycie do zniszczenia jej muru wystarczyło jedno słowo.
Ognisko, które wciąż tliło się na tle ciemnej przestrzeni, delikatnie oświetlało jej twarz, na której odznaczały się błyszczące, mokre smugi.
Wzdrygnęła się lekko, kiedy poczuła przy sobie czyjąś obecność.
Dlaczego ktoś tu przyszedł? Przecież chciała być sama, chciała samotności, w końcu już się nauczyła, że ilekroć pojawiał się problem, musiała radzić sobie z nim samotnie. Nikt jej nie pomagał.
Zalała ją fala niepokoju kiedy zwróciła wzrok w stronę osoby, która zakłóciła jej samotność. W delikatnym świetle ogniska, zdołała dostrzec, iż był to Maciek.
-Przyszedłeś dodać coś od siebie? - warknęła przenosząc wzrok z powrotem w tańczące płomyki.
-Nie... ja tylko... - Maciek poczuł się głupio, ale skoro już tu przyszedł, nie miał odwrotu. - Po prostu pomyślałem, że nie możesz być teraz sama – wypalił bezmyślnie, po czym zdał sobie sprawę z tego jak żałosne było to wytłumaczenie.
-Od dwóch lat radziłam sobie z samotnością, więc teraz też nie potrzebuję towarzystwa – powiedziała pociągając nosem, nie odrywając wzroku od gasnącego powoli ogniska.
Kiedy po chwili zdała sobie sprawę z tego, że Maciek nie zamierza wracać do budynku, postanowiła wyrzucić z siebie bolesne, ciążące jej na sercu wspomnienia.
-Franek był oddanym kibicem Ruchu Chorzów – zaczęła, uśmiechając się delikatnie, a reszta popłynęła z niej już jak z odtwarzacza. - Oddanym kibicem i najlepszym bratem, jakiego siostry mogą sobie wymarzyć. Omijał pomeczowe bójki szerokim łukiem, ale ten jeden raz mu się nie udało. Był w twoim wieku, a kiedy zginął nie miał nawet dwudziestki – westchnęła ciężko, jednak na sercu robiło jej się coraz lżej. - Mój brat chorował na hemofilię, wiesz co to jest?
Maciek skinął głową.
-Paskudztwo – dodał.
-Każde głupie skaleczenie mogło go zabić – powiedziała wybuchając płaczem. - A te skurwysyny, tak po prostu go zaatakowały, bez żadnych skrupułów... bo kibicował innej drużynie. Boże... - otarła łzy, ale w ich miejscu natychmiast pojawiały się nowe. - Nigdy nie zrozumiem takich ludzi.
Chłopak przyglądał się szlochającej dziewczynie, zupełnie nie mając pojęcia jak się zachować.
Przeprosić?
Czy był to odpowiedni moment? Czy z punktu widzenia Magdy nie wyglądałoby to nieco egoistycznie? Bo nawet jeśli wcześniej pragnął tylko uciszyć własne sumienie, teraz chciał szczerze wyrazić skruchę i przyznać się przed nią, że nie zachowywał się jak na faceta w jego wieku przystało.
-Wiesz... - zaczął, a w jego głowie pojawiło się mnóstwo słów, których nie potrafił złożyć w logiczną całość. - Ja chyba... - westchnął bezradnie. - Jestem ci chyba winny przeprosiny.
Magda spojrzała na niego wzrokiem lśniącym od łez, a w Maćku znów coś się przełamało. Poczuł w sobie determinację, by przychylić tej dziewczynie trochę nieba, choć patrząc na to z innej strony, nie uważał siebie za odpowiednią do tego osobę.
Wziął głęboki wdech, po czym te magiczne słowo z zadziwiającą lekkością wypłynęło z jego ust.
-Przepraszam... - po tym najtrudniejszym dla niego słowie, puściły wszystkie hamulce, które czyniły go tak odczłowieczoną istotą. - Wiem, że zachowywałem się jak idiota, oceniłem cię nie mając do tego żadnych podstaw, ale też potrafię być dobrym człowiekiem...
-Nie mówiłam ci tego, żeby zmusić cię do przeprosin – odparła. - Jestem świadoma, że przyszedłeś tu tylko dlatego, że któryś z kolegów cię do tego zmusił, a przeprosiny wcale nie są szczere. Zrobiłeś to tylko po to by nie mieć potem wyrzutów sumienia, prawda?
Ogarnęła go bezsilność.
Chyba nawet nie oczekiwał, że Magda z łatwością podda się jego słowom. W końcu sam nie do końca wierzył w nieskazitelność swoich intencji. Słowo, które zawsze tak trudno przechodziło mu przez gardło, miał już za sobą, ale wciąż nie czuł się dobrze. Musiał mieć pewność, że Magda wybaczyła mu jego zachowanie. Sam fakt, że przeprosił, już mu nie wystarczał.
-Masz rację, gdyby nie Kamil i Piotrek, prawdopodobnie nie miałbym odwagi, żeby tu przyjść – przyznał. - Ale przeprosiny są szczere, nie wiem co mam zrobić żeby...
Przerwał mu wybuch śmiechu, który wydobył się z ust Magdy. Nie było to żadne sarkastyczne prychnięcie, a najprawdziwszy wyraz radości. Zaśmiała się jakby mając z Maćka ubaw, co faktycznie okazało się powodem poprawy jej humoru.
-Przyjmuję przeprosiny – powiedziała. - Ale miło było popatrzeć jak błagasz mnie o wybaczenie.
Dawniej takie słowa by go uraziły, jednak teraz Maciek był z siebie dumny. Udało mu się przywrócić uśmiech na czyjąś twarz, a nie bezwzględnie go odebrać, co sprawiało mu kiedyś radość. Nie zdawał sobie sprawy jak przyjemne jest to uczucie. Nawet wszystkowiedzący Kamil z pewnością mu nie uwierzy, kiedy jutro mu o tym opowie.
-Chcesz tam wrócić? - spytał wskazując na drewnianą chatę.
Magda stanowczo potrząsnęła głową.
-Widzę, że Piotrek postarał się żeby rozluźnić atmosferę, nie chcę ryzykować, że jego praca pójdzie na marne, kiedy tylko się tam pojawię.
-W takim razie mam dla ciebie inną propozycję...

_______________________

Ciąg dalszy nastąpi, bo nie chcę tu już nic przedłużać. Madre mia! Ja tu się obawiam, że znów będę musiała na siłę dopisywać głupoty, a to takie długie samo z siebie wyszło. Jak tu dotarłyście, nie omijając ani słowa to szczerze Was podziwiam. Jeden z najdłuższych rozdziałów w mojej karierze. Mam nadzieję, że nie zasnęłyście, bo pewnie macie za sobą ciężki tydzień w szkole, a ja Was tu jeszcze dobijam...
Ten początek jest okropny, wszystko mi w tym rozdziale psuje, ale jakoś musiałam zacząć... bałam się tam cokolwiek poprawiać, bo groziło to mocniejszym pogorszeniem jakości rozdziału. Za to z tej przełomowej części jestem w miarę zadowolona. Tylko w miarę. Mocniej jestem za to zadowolona z osoby odpowiedzialnej za telewizor w dworcowej poczekalni. Wczoraj oczekując na moją limuzynę, oglądałam sobie polskich skoczków w tvp info. Nawet się zastanawiałam czy nie odpuścić sobie powrotu do domu :)

PS Tylko się nie przyzwyczajajcie do tak krótkich odstępów czasowych między rozdziałami :* Wolę was od razu uświadomić...

8 komentarzy:

  1. Zapowiadałaś, że siódemka będzie wyjątkowa, no i była.
    Ale aż takiego nadmiaru pozytywnych emocji jaki tu zebrałaś, się nie spodziewałam.
    Na serio, tak mi się ciepło na serduchu zrobiło.
    Kto by w ogóle pomyślał sobie, że nasz Maciuś wzbudzi nagle takie pozytywne uczucia... Co tam, zawsze należy wierzyć...
    Tylko ci on teraz wykombinował^^
    Eee, mam dużo, dużo pomysłów...
    I jeszcze brat Madzi. Zastanawiałam się właśnie czy to będzie ktoś z rodziny czy jej jakiś chłopak. Jednak brat :(
    Smuteczek:/
    Ale ON ją pocieszy, nieprawdaż???
    "Kamil był jak kobieta" - może to i prawda :D
    Pozdrawiam gorąco:*
    Trzymaj się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze to ja sama do końca nie wiem co Maciuś wykombinował. Zastanowię się nad tym po poniedziałku ;)
      A ta nagła zmiana jego charakteru mi się nie podoba, więc z tym też będę musiała coś zrobić :D

      Usuń
  2. och, pisz takie długie rozdziały, pisz. Choć nie pogardziłabym jeszcze dłuższym, ale nie będę wybrzydzać
    Powiem Ci szczerze, że ten rozdział naprawdę dobry, naprawdę ;>
    A Maciej jest jakimś innym Maciejem tutaj i zaczynam lubić Go w tym innym wcieleniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym chętnie pisała dla Was takie długie rozdziały, ale jak się będę o to na siłę starać to ja nie wiem czy będzie się je dało czytać :P

      Usuń
  3. O Boziu.
    Dzisiaj sobie właśnie myslałam,że czas Cię namówić do dodania tej siódemki, a u wracam sobie z grobów (btw. mega przygnębiający dzień, strasznie go nie lubię) i tu taka niespodzianka!
    I to jaka! :D
    Jezuuu, ten rozdział był długi, masz rację, ale w pozytywnym znaczeniu tego słowa, a czytało się go tak lekko i przyjemnie.... Naprawdę odwaliłaś kawał dobrej roboty, i kłaniam Ci się w pas ^^
    I w ogóle to zrobiłaś mnie z lekka w konia,wiesz? Ja tu myślałam,że Franek był jej miłością,a on był bratem ... Nie zmniejsza to oczywiście w żaden sposób cierpień Magdy, no ale jednak, ta moja romantyczna dusza :P Strasznie mi się żal zrobiło Madzi.
    Tym bardziej się ciesze, że Maciek w końcu, podkreślam W KOŃCU się zachował jak trzeba.
    Tak trzymaj, panie Kocie, a może Cię znowu kiedyś polubię.
    No.
    Chociaż ja też widziałam tę konferencję i chyba się powolutku do pana Kota na nowo przekonuję'.
    jezu. Czekam na więcej!
    Szybciutko ;D
    Trzymaj się ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powtórzę to co napisałam wyżej: nie podoba mi się taka nagła zmiana maćkowego zachowania, więc... no wiesz. Nie przyzwyczajaj się za bardzo :) ale to nie znaczy, że kiedyś tam Nasz Maciuś nie zrobi się taki fajny jak w tym rozdziale :D

      Usuń
    2. za bardzo nas lubisz, żeby nam odebrać przyjemność nacieszenia się takim Maćkiem, ja to wiem :>
      plus zajebisty szablon, zajebisty :D

      Usuń
    3. O nie, nie! Drogi Maciunio musi jeszcze coś przeskrobać :D Taka nagła przemiana byłaby nierealna :) No ale potem będzie tak kochany, że aż będziecie miały go dość.
      Chociaż w mojej głowie może się jeszcze coś zmienić... a powiem Ci, że ja umiem być prawie tak okrutna jak Ty :D
      +Dziękuję, cieszę się, że szablon Ci się podoba :) Starałam się :D

      Usuń