Potrafię być dobrym
człowiekiem, nie rezygnuj ze mnie, a udowodnię to
Właśnie minęły dwa tygodnie odkąd Magda zawitała do domu
wujostwa. Dwa tygodnie, podczas których miała poczuć się
lepiej, ale wszystko wciąż stało w miejscu. Nie poczuła żadnej
poprawy, nieprzerwanie odczuwała tylko lęk i przygnębienie.
Ale ten dzień już od początku wydał jej się jakiś inny, jakby
wyciągnięty z jej dotychczasowego życia. Magda poczuła się tak
jakby był to jakiś uroczysty dzień, różniący się od
pozostałych, tak jak to jest na przykład w Boże Narodzenie.
Powodem takiego odczucia był niewątpliwie fakt, że pierwszy raz
odkąd zasypiała w tym łóżku, obudziły ją promienie
słoneczne bijące po oczach. Magda nie używała zasłon, ponieważ
przywykła już raczej do ponurej pogody i być może było to trochę
irracjonalne, ale nie spodziewała się, że słońce wyjdzie jeszcze
z szaroburego ukrycia.
Następnie przypomniała sobie kolejny fakt, który sprawiał,
że ten dzień będzie inny, a ta świadomość pozbawiła jej chęci
do wstawania z łóżka, które wcześniej wzbudziła w
niej pogoda.
Judyta obchodziła dzisiaj dziewiętnaste urodziny.
Magda nie była zadowolona, kiedy ciocia Basia zaprosiła ją na
przyjęcie swojej córki. Sama solenizantka również nie
wyglądała na uradowaną tą wiadomością, ale będąc pod presją
swoich rodziców, nie mogła wyrazić swojej frustracji.
Impreza odbywała się w góralskiej chacie, w miejscu nieco
oddalonym od miejskiego zgiełku. Przyjechały z Judytą na miejsce
jako pierwsze i siedziały bezczynnie, nie odzywając się do siebie
nawet słowem. Kiedy rodzice już jej nie obserwowali, mogła
przestać tryskać udawanym entuzjazmem, bo obecność Magdy wcale
jej nim nie napawała, a wręcz przeciwnie.
Obie dziewczyny odetchnęły z ulgą kiedy zaczęli się schodzić
pierwsi goście.
Pierwszym punktem przygotowanego przez Judytę programu było
ognisko, przy którym zebrali się wszyscy zaproszeni, a było
ich dosyć sporo. Magda wmieszała się w tłum, nie chcąc brać
udziału w wygłupach, a kiedy tak się chowała, nikt nie zwracał
na to uwagi.
Była zaskoczona brakiem bardziej wymyślnych sposobów
urozmaicenia przyjęcia. Spodziewała się czegoś zupełnie innego
po swojej kuzynce, jednak w duchu cieszyła się, że będzie mogła
schować się w kącie i w spokoju oczekiwać kiedy goście rozejdą
się do swoich domów. Jedynym elementem, który nie
przypadł Magdzie do gustu, były kolorowe światła, które
pasowały bardziej do wystroju klubu tanecznego.
Widziała wokół siebie głównie nieznajomych, ale
niespecjalnie rwała się do tego by kogokolwiek poznać. Wolała
siedzieć na drewnianej ławeczce ze szklanką soku w dłoni i
przyglądać się zabawie z boku, nie biorąc w niej czynnego
udziału..
Obok niej jakiś chłopak próbował zwrócić na siebie
uwagę dziewczyny siedzącej naprzeciwko. Nijak mu się to udawało,
gdyż jego wybranka była już mocno upojona alkoholem i
prawdopodobnie nie rozumiała ani jednego wypowiedzianego pod jej
adresem słowa. Co jakiś czas tylko wybuchała śmiechem z
nieokreślonego powodu.
Główną atrakcją w skupisku wirujących w rytm muzyki osób,
był Piotrek, który tańczył ze swoją wyimaginowaną
partnerką. Oprócz niego Magda rozpoznała w tłumie jeszcze
paru innych skoczków, jednak nie potrafiła do ich twarzy
przypisać odpowiednich imion.
Ogarnęła wzrokiem ściany pokryte drewnianymi belkami. Przy jednej
z nich dostrzegła ciemną postać, stojącą w pozycji zamkniętej,
z rękami skrzyżowanymi na klatce piersiowej. Kiedy oświetliła ją
wiązka mieniącego się światła, Magda rozpoznała w niej Maćka.
Opierał się o ścianę, a z wyrazu jego twarzy można było
wyczytać, iż znalazł się tu przypadkiem, podobnie jak Magda.
Kiedy pijana dziewczyna po raz kolejny wybuchła niepohamowanym
śmiechem, Magda straciła cierpliwość. Podniosła się gwałtownie
z drewnianej ławki i skierowała swoje kroki ku drzwiom prowadzącym
na podwórze, by zaczerpnąć odrobinę świeżego, górskiego
powietrza. Niestety ktoś stanął jej na drodze, co doprowadziło do
nieuchronnego zderzenia. Po chwili rozległ się dźwięk tłuczonego
szkła, ledwo słyszalny przez głośną muzykę. Oprócz tego
Magda poczuła na sobie jakąś mokrą ciecz, co było prawdopodobnie
zawartością stłuczonych naczyń.
-Patrz jak chodzisz! - wrzasnęła dziewczyna, którą Magda od
razu rozpoznała po głosie, a kiedy podniosła głowę, jej
przypuszczenia się potwierdziły.
-Przepraszam – wymamrotała niechętnie Magda, spoglądając wrogo
na kuzynkę.
Judyta wyciągnęła z kieszeni papierową chusteczkę by wytrzeć
mokrą plamę, powstałą na jej bawełnianej koszulce.
-Zobacz co zrobiłaś! - wskazała ręką na plamę, która
była teraz pokryta, papierowymi, białymi kulkami, pozostawionymi
przez chusteczkę.
-Wiesz... czasem tak się zdarza, kiedy próbujesz wyczyścić
plamę papierową chusteczką – mruknęła Magda, wymijając
kuzynkę by uniknąć zbędnej awantury. Przedstawienie raczej nie
było przewidziane w programie imprezy. Ale wtedy Judyta powiedziała
coś, co wmurowało Magdę w ziemię.
-Głupie jedynaczki zazwyczaj nie zwracają uwagi na nic poza
czubkiem własnego nosa.
Magda przystanęła w miejscu, a oczy zaszły jej łzami. Powoli
odwróciła się w stronę kuzynki, do której zaczęło
chyba docierać, że powiedziała o te jedno słowo za dużo, gdyż
już nie skupiała się tak uważnie na plamie, o którą
zrobiła tak dużo szumu. Spoglądała zakłopotana na Magdę, nie
wiedząc co dalej powiedzieć.
-Teraz siedzisz cicho, tak? - warknęła Magda, próbując
zamaskować drżenie głosu. - Dotarło do ciebie, że z naszej
dwójki tylko ty jesteś jedynaczką? Ja jeszcze nie przywykłam
do tej roli.
Zwróciła się z powrotem w stronę wyjścia i nie bacząc na
spojrzenia osób, które przerwały tańce, by
przysłuchać się konfrontacji kuzynek, opuściła pomieszczenie,
pozostawiając po sobie niezbyt przyjemną i napiętą atmosferę.
-Brawo Judka! - oburzyła się Julka, która znała sytuację
Magdy z opowieści przyjaciółki - Mogłabyś się czasem
ugryźć w język.
Maciek przysłuchiwał się temu wszystkiemu wbrew własnej woli. Nie
chciał nawet przychodzić na tą idiotyczną imprezę, a kiedy
usłyszał, że szanowna solenizantka znów ma do kogoś
pretensje, miał wrażenie, że wszystko się w nim gotuje. Obudziły
się w nim mordercze instynkty. Nie wobec Judyty, a wobec Piotrka,
który przywlókł go tutaj siłą.
Dopiero kiedy usłyszał ostatnią ripostę Magdy, coś chwyciło go
za serce.
Odprowadził ją wzrokiem do drzwi, dopóki te się za nią nie
zatrzasnęły. Był w takim szoku, że nie wiedział co zrobić, a
coś mu mówiło, że powinien coś zdziałać. Ale dlaczego
on? Przecież tym razem to Judyta ją obraziła, nie on.
No jasne, ale Kamil i Piotrek swoje wściekłe oczy kierują w jego
stronę. Czuł się winny, chociaż nie odezwał się do Magdy ani
słowem. Ba, nawet nie wiedział, że ona tu jest, dopóki nie
wybuchnęła ta awantura.
-Idź za nią, idioto! - nakazał Piotrek, a Maciek przez jego
ofensywny ton miał wrażenie, iż ten pomylił go z Judytą.
-Judyta jest tam – mruknął wskazując w stronę dziewczyny, która
zalana łzami siedziała na ławce, pocieszana przez zdenerwowaną
Julię. - Nie wiem czy przy tym byliście, ale tym razem to nie ja...
-Daj spokój, Romeo – Kamil machnął ręką, przerywając
maćkową wypowiedź. - Myślisz, że nie widzimy jak na nią
patrzysz?
Kamil był jak kobieta. Zawsze wszystko wiedział najlepiej. Nie
sposób było go okłamać, bo w większości przypadków,
on już znał prawdę. Przy jego argumentach, Maciek nie miał prawa
do żadnej dyskusji.
Obrzucił kolegów krytycznym spojrzeniem i niby od niechcenia,
mrucząc pod nosem niech wam będzie, ruszył w kierunku
drzwi. Zanim je za sobą zatrzasnął, usłyszał jeszcze jak Piotrek
stara się przywrócić atmosferę sprzed kuzynowskiej kłótni.
Tak upokorzona nie czuła się nigdy.
Jeśli ktoś kiedykolwiek obraził ją aż do łez, Judyta właśnie
pobiła go na głowę. Wykroczyła poza granice własnej
zarozumiałości, bo nie tylko Magdę obraziła, ale również
przywołała w niej najgorsze wspomnienia, które w miarę
możliwości upchała gdzieś na dnie własnego serca i zabezpieczyła
specjalną barierą. Barierą, która pękła jak tama pod
silnym naporem wody, tylko że Judycie do zniszczenia jej muru
wystarczyło jedno słowo.
Ognisko, które wciąż tliło się na tle ciemnej przestrzeni,
delikatnie oświetlało jej twarz, na której odznaczały się
błyszczące, mokre smugi.
Wzdrygnęła się lekko, kiedy poczuła przy sobie czyjąś obecność.
Dlaczego ktoś tu przyszedł? Przecież chciała być sama, chciała
samotności, w końcu już się nauczyła, że ilekroć pojawiał się
problem, musiała radzić sobie z nim samotnie. Nikt jej nie pomagał.
Zalała ją fala niepokoju kiedy zwróciła wzrok w stronę
osoby, która zakłóciła jej samotność. W delikatnym
świetle ogniska, zdołała dostrzec, iż był to Maciek.
-Przyszedłeś dodać coś od siebie? - warknęła przenosząc wzrok
z powrotem w tańczące płomyki.
-Nie... ja tylko... - Maciek poczuł się głupio, ale skoro już tu
przyszedł, nie miał odwrotu. - Po prostu pomyślałem, że nie
możesz być teraz sama – wypalił bezmyślnie, po czym zdał sobie
sprawę z tego jak żałosne było to wytłumaczenie.
-Od dwóch lat radziłam sobie z samotnością, więc teraz też
nie potrzebuję towarzystwa – powiedziała pociągając nosem, nie
odrywając wzroku od gasnącego powoli ogniska.
Kiedy po chwili zdała sobie sprawę z tego, że Maciek nie zamierza
wracać do budynku, postanowiła wyrzucić z siebie bolesne, ciążące
jej na sercu wspomnienia.
-Franek był oddanym kibicem Ruchu Chorzów – zaczęła,
uśmiechając się delikatnie, a reszta popłynęła z niej już jak
z odtwarzacza. - Oddanym kibicem i najlepszym bratem, jakiego siostry
mogą sobie wymarzyć. Omijał pomeczowe bójki szerokim
łukiem, ale ten jeden raz mu się nie udało. Był w twoim wieku, a
kiedy zginął nie miał nawet dwudziestki – westchnęła ciężko,
jednak na sercu robiło jej się coraz lżej. - Mój brat
chorował na hemofilię, wiesz co to jest?
Maciek skinął głową.
-Paskudztwo – dodał.
-Każde głupie skaleczenie mogło go zabić – powiedziała
wybuchając płaczem. - A te skurwysyny, tak po prostu go
zaatakowały, bez żadnych skrupułów... bo kibicował innej
drużynie. Boże... - otarła łzy, ale w ich miejscu natychmiast
pojawiały się nowe. - Nigdy nie zrozumiem takich ludzi.
Chłopak przyglądał się szlochającej dziewczynie, zupełnie nie
mając pojęcia jak się zachować.
Przeprosić?
Czy był to odpowiedni moment? Czy z punktu widzenia Magdy nie
wyglądałoby to nieco egoistycznie? Bo nawet jeśli wcześniej
pragnął tylko uciszyć własne sumienie, teraz chciał szczerze
wyrazić skruchę i przyznać się przed nią, że nie zachowywał
się jak na faceta w jego wieku przystało.
-Wiesz... - zaczął, a w jego głowie pojawiło się mnóstwo
słów, których nie potrafił złożyć w logiczną
całość. - Ja chyba... - westchnął bezradnie. - Jestem ci chyba
winny przeprosiny.
Magda spojrzała na niego wzrokiem lśniącym od łez, a w Maćku
znów coś się przełamało. Poczuł w sobie determinację, by
przychylić tej dziewczynie trochę nieba, choć patrząc na to z
innej strony, nie uważał siebie za odpowiednią do tego osobę.
Wziął głęboki wdech, po czym te magiczne słowo z zadziwiającą
lekkością wypłynęło z jego ust.
-Przepraszam... - po tym najtrudniejszym dla niego słowie, puściły
wszystkie hamulce, które czyniły go tak odczłowieczoną
istotą. - Wiem, że zachowywałem się jak idiota, oceniłem cię
nie mając do tego żadnych podstaw, ale też potrafię być dobrym
człowiekiem...
-Nie mówiłam ci tego, żeby zmusić cię do przeprosin –
odparła. - Jestem świadoma, że przyszedłeś tu tylko dlatego, że
któryś z kolegów cię do tego zmusił, a przeprosiny
wcale nie są szczere. Zrobiłeś to tylko po to by nie mieć potem
wyrzutów sumienia, prawda?
Ogarnęła go bezsilność.
Chyba nawet nie oczekiwał, że Magda z łatwością podda się jego
słowom. W końcu sam nie do końca wierzył w nieskazitelność
swoich intencji. Słowo, które zawsze tak trudno przechodziło
mu przez gardło, miał już za sobą, ale wciąż nie czuł się
dobrze. Musiał mieć pewność, że Magda wybaczyła mu jego
zachowanie. Sam fakt, że przeprosił, już mu nie wystarczał.
-Masz rację, gdyby nie Kamil i Piotrek, prawdopodobnie nie miałbym
odwagi, żeby tu przyjść – przyznał. - Ale przeprosiny są
szczere, nie wiem co mam zrobić żeby...
Przerwał mu wybuch śmiechu, który wydobył się z ust Magdy.
Nie było to żadne sarkastyczne prychnięcie, a najprawdziwszy wyraz
radości. Zaśmiała się jakby mając z Maćka ubaw, co faktycznie
okazało się powodem poprawy jej humoru.
-Przyjmuję przeprosiny – powiedziała. - Ale miło było popatrzeć
jak błagasz mnie o wybaczenie.
Dawniej takie słowa by go uraziły, jednak teraz Maciek był z
siebie dumny. Udało mu się przywrócić uśmiech na czyjąś
twarz, a nie bezwzględnie go odebrać, co sprawiało mu kiedyś
radość. Nie zdawał sobie sprawy jak przyjemne jest to uczucie.
Nawet wszystkowiedzący Kamil z pewnością mu nie uwierzy, kiedy
jutro mu o tym opowie.
-Chcesz tam wrócić? - spytał wskazując na drewnianą chatę.
Magda stanowczo potrząsnęła głową.
-Widzę, że Piotrek postarał się żeby rozluźnić atmosferę, nie
chcę ryzykować, że jego praca pójdzie na marne, kiedy tylko
się tam pojawię.
-W takim razie mam dla ciebie inną propozycję...
_______________________
Ciąg dalszy nastąpi, bo nie chcę tu już nic przedłużać. Madre
mia! Ja tu się obawiam, że znów będę musiała na siłę
dopisywać głupoty, a to takie długie samo z siebie wyszło. Jak tu
dotarłyście, nie omijając ani słowa to szczerze Was podziwiam.
Jeden z najdłuższych rozdziałów w mojej karierze.
Mam nadzieję, że nie zasnęłyście, bo pewnie macie za sobą
ciężki tydzień w szkole, a ja Was tu jeszcze dobijam...
Ten początek jest okropny, wszystko mi w tym rozdziale psuje, ale
jakoś musiałam zacząć... bałam się tam cokolwiek poprawiać, bo
groziło to mocniejszym pogorszeniem jakości rozdziału. Za to z tej
przełomowej części jestem w miarę zadowolona. Tylko w miarę.
Mocniej jestem za to zadowolona z osoby odpowiedzialnej za telewizor
w dworcowej poczekalni. Wczoraj oczekując na moją limuzynę,
oglądałam sobie polskich skoczków w tvp info. Nawet się
zastanawiałam czy nie odpuścić sobie powrotu do domu :)
PS Tylko się nie przyzwyczajajcie do tak krótkich odstępów
czasowych między rozdziałami :* Wolę was od razu uświadomić...
Zapowiadałaś, że siódemka będzie wyjątkowa, no i była.
OdpowiedzUsuńAle aż takiego nadmiaru pozytywnych emocji jaki tu zebrałaś, się nie spodziewałam.
Na serio, tak mi się ciepło na serduchu zrobiło.
Kto by w ogóle pomyślał sobie, że nasz Maciuś wzbudzi nagle takie pozytywne uczucia... Co tam, zawsze należy wierzyć...
Tylko ci on teraz wykombinował^^
Eee, mam dużo, dużo pomysłów...
I jeszcze brat Madzi. Zastanawiałam się właśnie czy to będzie ktoś z rodziny czy jej jakiś chłopak. Jednak brat :(
Smuteczek:/
Ale ON ją pocieszy, nieprawdaż???
"Kamil był jak kobieta" - może to i prawda :D
Pozdrawiam gorąco:*
Trzymaj się.
Szczerze to ja sama do końca nie wiem co Maciuś wykombinował. Zastanowię się nad tym po poniedziałku ;)
UsuńA ta nagła zmiana jego charakteru mi się nie podoba, więc z tym też będę musiała coś zrobić :D
och, pisz takie długie rozdziały, pisz. Choć nie pogardziłabym jeszcze dłuższym, ale nie będę wybrzydzać
OdpowiedzUsuńPowiem Ci szczerze, że ten rozdział naprawdę dobry, naprawdę ;>
A Maciej jest jakimś innym Maciejem tutaj i zaczynam lubić Go w tym innym wcieleniu.
Ja bym chętnie pisała dla Was takie długie rozdziały, ale jak się będę o to na siłę starać to ja nie wiem czy będzie się je dało czytać :P
UsuńO Boziu.
OdpowiedzUsuńDzisiaj sobie właśnie myslałam,że czas Cię namówić do dodania tej siódemki, a u wracam sobie z grobów (btw. mega przygnębiający dzień, strasznie go nie lubię) i tu taka niespodzianka!
I to jaka! :D
Jezuuu, ten rozdział był długi, masz rację, ale w pozytywnym znaczeniu tego słowa, a czytało się go tak lekko i przyjemnie.... Naprawdę odwaliłaś kawał dobrej roboty, i kłaniam Ci się w pas ^^
I w ogóle to zrobiłaś mnie z lekka w konia,wiesz? Ja tu myślałam,że Franek był jej miłością,a on był bratem ... Nie zmniejsza to oczywiście w żaden sposób cierpień Magdy, no ale jednak, ta moja romantyczna dusza :P Strasznie mi się żal zrobiło Madzi.
Tym bardziej się ciesze, że Maciek w końcu, podkreślam W KOŃCU się zachował jak trzeba.
Tak trzymaj, panie Kocie, a może Cię znowu kiedyś polubię.
No.
Chociaż ja też widziałam tę konferencję i chyba się powolutku do pana Kota na nowo przekonuję'.
jezu. Czekam na więcej!
Szybciutko ;D
Trzymaj się ;*
Powtórzę to co napisałam wyżej: nie podoba mi się taka nagła zmiana maćkowego zachowania, więc... no wiesz. Nie przyzwyczajaj się za bardzo :) ale to nie znaczy, że kiedyś tam Nasz Maciuś nie zrobi się taki fajny jak w tym rozdziale :D
Usuńza bardzo nas lubisz, żeby nam odebrać przyjemność nacieszenia się takim Maćkiem, ja to wiem :>
Usuńplus zajebisty szablon, zajebisty :D
O nie, nie! Drogi Maciunio musi jeszcze coś przeskrobać :D Taka nagła przemiana byłaby nierealna :) No ale potem będzie tak kochany, że aż będziecie miały go dość.
UsuńChociaż w mojej głowie może się jeszcze coś zmienić... a powiem Ci, że ja umiem być prawie tak okrutna jak Ty :D
+Dziękuję, cieszę się, że szablon Ci się podoba :) Starałam się :D