ROZDZIAŁ ÓSMY

Czas zacząć żyć

Pisałam sobie przy tym <klik>, może chciałybyście też posłuchać ;) 

Słońce leniwie wychylało się zza horyzontu, a chłodny wiatr wpadał do pokoju Magdy przez otwarte okno, przy którym siedziała. Kubek z ciepłą herbatą ogrzewał jej ręce, a ulatniająca się z niego para delikatnie otulała jej twarz. Chłodny, choć lipcowy ranek był niemal nieodczuwalny w obliczu wspomnień sprzed kilku godzin, które nieustannie odtwarzały się w jej głowie jak film, a ona nie mogła przestać się uśmiechać na myśl, o wczorajszym wieczorze.
Było po dwudziestej pierwszej kiedy razem z Maćkiem opuścili teren chaty, w której trwała impreza na cześć Judyty. Magda pragnęła zapomnieć o tym, że w ogóle brała w niej udział, nie mówiąc już o konfrontacji, która miała już doszczętnie zniszczyć jej ten wieczór. Całe szczęście Maciek, paradoksalnie, zadbał o to, żeby było inaczej.
Szli pustą drogą, którą zewsząd otaczały drzewa. Jedynym źródłem światła były pojawiające się co jakiś czas stare, uliczne latarnie, które w większości były zepsute.
Początkowo, Magda czuła się odrobinę niezręcznie i była przekonana, że nie powinna była się nigdzie wybierać, a zwłaszcza z Maćkiem, który wcześniej nie darzył jej najcieplejszymi uczuciami. Poza tym już dawno odwykła od pokazywania się w miejscach publicznych w jakimkolwiek towarzystwie. Nie potrafiła rozmawiać z ludźmi tak jak dawniej, dlatego większość drogi przemilczała, podobnie jak jej towarzysz.
Trochę czasu minęło, kiedy na ich drodze zaczęło pojawiać się coraz więcej oznak cywilizacji, ale w końcu znaleźli się przy ulicy, przez którą regularnie przejeżdżały samochody.
Maciek pierwszy zabrał głos i to dopiero kiedy w zasięgu ich wzroku pojawił się cel ich drogi. Skocznia narciarska.
-Chciałabyś zobaczyć Zakopane z nieco innej perspektywy? - spytał.
-Możemy tam wejść? - zdziwiła się Magda. - Myślałam, że o tej porze jest to raczej niemożliwe.
-Turyści faktycznie, nie mają już możliwości wejścia – odparł Maciek. - Ale tak się składa, że ja nie jestem zwykłym turystą.
Na udowodnienie swoich słów, podszedł do ochroniarza. Magda stanęła z boku, podziwiając oświetloną skocznię narciarską, która w nocy prezentowała się dużo lepiej niż w dzień. Miała w sobie jakby więcej uroku i roztaczała wokół siebie niemal namacalną magiczną aurę.
Po krótkiej chwili wrócił uśmiechnięty Maciek, a kilka minut później byli już na górze.
Wokół panowała ciemność, a na jej tle odznaczały się liczne miejskie światła, które z ich perspektywy wyglądały jak małe świetlne punkciki. Niby nic specjalnego, a jednak, Magda czuła się urzeczona takim widokiem.
Przysiedli na schodkach, chociaż Maciek kilkakrotnie zachęcał Magdę by usiadła z nim na belce. Odmówiła, bo nie miała w sobie tyle odwagi by się do tego posunąć. Jeśli jeszcze będzie miała okazję, spróbuje to zrobić kiedy będzie jasno. Wtedy na pewno będzie czuła się bezpieczniej.
Wypuściła z ust obłoczek pary, obserwując jak rozpływa się w powietrzu. Jej mięśnie były tak napięte, iż uniemożliwiały jej jakikolwiek inny ruch, ale kiedy obserwowanie ulatniających się przejrzystych chmurek jej się znudziło, postanowiła przerwać milczenie.
-Opowiedz mi coś o sobie – poprosiła nieśmiało, wciąż wpatrując się w przestrzeń przed sobą, gdzie przed chwilą zniknął jeden z obłoczków.
Maciek spuścił wzrok na swoje splecione ze sobą dłonie, jakby szukając w nich odpowiedzi na prośbę Magdy. W końcu, po chwili zastanowienia, odparł:
-Chyba nie jestem nikim interesującym...
-Jak to nie? - uśmiechnęła się Magda. - Jesteś skoczkiem narciarskim, jeździsz po całym świecie, a na dodatek zdobyłeś ostatnio brązowy medal i to nie byle jaki, bo na mistrzostwach świata – zaakcentowała wyraźnie ostatnie słowa.
-Drużynowo – uzupełnił Maciek, a Magda nie mogła pojąć, że mógł być tak skromny, by z tego powodu umniejszać wagę tego sukcesu. - Poza tym jestem chyba najlepszy w zawodzeniu ludzi...
Magda zwróciła swoje oczy w jego stronę, dostrzegając, że on także jej się przyglądał. Ich spojrzenia spotkały się po raz kolejny. Patrzeli na siebie dłuższą chwilę, mając wrażenie, iż z każdą sekundą powietrze między nimi się rozrzedza. Stopniowo poczucie skrępowania zaczęło ich opuszczać aż w końcu każde z nich poczuło swobodę.
-Wiesz... - Magda postanowiła przerwać milczenie. - Gdyby faktycznie było tak jak mówisz, na pewno bym tu teraz nie siedziała.
Kąciki jego ust podskoczyły lekko w górę, a potem oboje się roześmiali ostatecznie eliminując panujące między nimi napięcie.
-Głupio wyszło – niepewny głos Judyty, natychmiast przywrócił ją do teraźniejszości. Ledwo zdążyła ochłonąć po incydencie z poprzedniego dnia, a ta już z samego rana miała zamiar psuć jej kolejny.
-Słowo głupio, nie oddaje twojego wczorajszego zachowania – mruknęła Magda w odpowiedzi i zsunąwszy się z parapetu zamknęła okno, po czym znów spojrzała na Judytę. - Ale to miło, że masz odwagę przyznać się do błędu. To takie do ciebie niepodobne.
Dziewczyna stała przy drzwiach ze spuszczoną głową i skruchę miała wyraźnie wymalowaną na twarzy. Magda wpatrywała się w nią, oczekując na jakieś działanie z jej strony.
-Ja... - Judyta nie potrafiła się wysłowić. Między kuzynkami nastąpiło dziwne napięcie, które Magda zamierzała przerwać zamykając drzwi, przed którymi stała Judyta, a wtedy ta odnalazła właściwe słowa. - Przepraszam... Nie mam zielonego pojęcia co we mnie wstąpiło...
-To proste – odparła Magda, by po chwili bez ogródek dodać – ty zawsze taka byłaś.
-Przepraszam – powtórzyła Judyta, tym razem bardziej zdecydowanym tonem, co odrobinę zmiękczyło serce Magdy.
Dziewczyna usiadła na swoim łóżku i gestem zachęciła kuzynkę by zrobiła to samo. Kiedy poczuła, że Judyta zajęła miejsce obok, westchnęła lekko i zaczęła mówić.
-Wiesz, zawsze wydawało mi się, że jesteś ode mnie lepsza – przyznała Magda. - Masz dużo znajomych, a wśród nich najlepszą przyjaciółkę, której możesz ufać. Przyciągasz ludzi jak magnes, w przeciwieństwie do mnie... Ja zawsze byłam życiowym nieudacznikiem, całkowicie zależnym od brata, a kiedy jego zabrakło, zupełnie się pogubiłam. Zawsze ci zazdrościłam, że ty potrafisz funkcjonować z ludźmi, ale to co zrobiłaś wczoraj... nie umiem tego pojąć. To było tak szczeniackie posunięcie...
-Wiem – przerwała jej Judyta. - Teraz zdaję sobie sprawę z tego, że byłam w stosunku do ciebie bardzo złośliwa. A wiesz dlaczego? - spytała, a znając już odpowiedź na to pytanie, pozwoliła sobie kontynuować – Bo zawsze wydawało mi się, że to ty jesteś lepsza ode mnie, a nie na odwrót. Rodzice często porównywali mnie do ciebie, kiedy zrobiłam coś źle, a ja po prostu nie mogłam tego znieść. Dogryzałam ci kiedy tylko była ku temu okazja by samą siebie przekonać, że to co mówią nie jest prawdą...
Magda słuchała uważnie każdego słowa wypowiadanego przez Judytę. Chciała wiedzieć co takiego, skłoniło ją do uprzykrzania jej życia. To co usłyszała, zbiłoby ją z nóg, gdyby nie fakt, że siedziała. Nigdy nie sądziła, że Judyta może jej czegoś zazdrościć. W końcu wydawało jej się, że kuzynka ma wszystko czego jej potrzeba.
-Nasza mentalność jest chyba na poziomie przedszkolaków – zaśmiała się Magda.
Celowo użyła słowa nasza, bo zdawała sobie sprawę, iż jej poczucie niższości wobec Judyty, również nie było zbyt rozsądne, biorąc pod uwagę jej wiek. Obie zachowywały się jak dzieci, kiedy - każda na swój sposób - ukrywały to co siedziało im w głowach. Gdyby miały w sobie tyle rozsądku by wcześniej przeprowadzić szczerą rozmowę, na pewno uniknęłyby wielu nieporozumień.
-Ciekawe co sobie o mnie Franek pomyślał? - zastanowiła się Judyta, jeszcze bardziej pogrążając się w poczuciu winy.
-Franek, Franek – Magda wywróciła oczami. - On to się pewnie z nas śmieje, bo jesteśmy kolejnymi dziewczynami, które się pokłóciły z jego powodu.
-To... przeprosiny przyjęte? - spytała niepewnie Judyta.
-Jasne, ty rozwydrzona jedynaczko! - zażartowała Magda, której wrócił dobry humor, ale widząc, iż Judyta znów spuściła głowę, szturchnęła ją w ramię. - Daj spokój, powiedziałam, że przyjęte!
Objęła kuzynkę by dodać jej trochę otuchy. Przez głowę przeszła jej myśl, iż być może zbyt łatwo jej wybaczyła, że ona na to nie zasłużyła. Ale Magda wiedziała, że nie ma sensu udawać nieugiętej, kiedy tak naprawdę nie lubi być w konflikcie z bliskimi jej ludźmi, a kimś takim właśnie była Judyta. W końcu była jej kuzynką, wychowywały się razem.
I wtedy znów pomyślała o swojej krętej, życiowej drodze. Może nadszedł w końcu czas, zboczyć z trasy, która zawsze prowadziła ją ku porażce? Może powinna wydeptać własną ścieżkę, która w końcu pomoże jej odnaleźć szczęście, które niemal całkowicie zniknęło z jej życia wraz z bratem. On na pewno tego chciał. Pragnął by jego młodsza siostra, za którą zawsze czuł się odpowiedzialny, mimo że sam musiał na siebie uważać, wyszła w końcu z cienia własnych lęków i porażek.

________________

Cieszcie się takim fajnym Maćkiem póki możecie :)
Napisałam ten rozdział po pierwszej w nocy, ale celowo czekałam do rana żeby jeszcze go skontrolować, a poza tym wątpię, że któraś z Was przeczytałaby go wcześniej.

Nawiążę sobie jeszcze do wczorajszych beznadziejnych zawodów... Wellinger z konkursu na konkurs coraz przystojniejszy się robi. W zeszłym sezonie to był jeszcze taki dzieciuch, a wczoraj to ja się na niego napatrzeć nie mogłam! Taki młody mężczyzna się z niego robi. Nie bez powodu poruszam jego temat, wiecie? :) Tak się składa, że z okazji rozpoczęcia sezonu, mam dla Was niespodziankę, którą już być może odkryłyście, oto ona <klik>. Proszę tylko o cierpliwość, bo trochę czasu może minąć zanim coś tam udostępnię.
Trzymam kciuki dzisiaj za moją ulubioną trójcę, którą to niezidentyfikowany fotograf służący Morgiemu, zmieścił na tymże zdjęciu:


Jak miło znowu widzieć tak uśmiechniętego Thomasa! 

6 komentarzy:

  1. Maciek jest uroczy, aż by się chciało błagać, żeby taki został na zawsze...
    I to jego rozwalające zdanie, że nie jest nikim ciekawym...
    No skąd ta nagła skromność... Albo raczej brak woli mówienia o sobie...
    Nie wiem, w sumie to do Madzi bardziej mi pasuje niż do Pana Cudownego...
    Ale co tam, niech tylko ludzki będzie...
    Buziaki:*
    A krótkość komentarza równa się mojej wściekłości i oczekiwaniu... :<

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeju!!!
    nie wchodzę na bloggera i zauważam takie cudne niespodzianki po fakcie.
    no ale ten rozdział zrobił mi dzień pomiędzy jedną a trzema maturami, także jest moc.
    Maciuś ... muszę przyznać,że ostatnio przekonuje mnie do siebie,a w tym opowiadaniu to już w ogóle działa cuda.
    Dlatego wspaniałomyślnie ominę to Twoje zdanie, że ,,póki możecie". Mam nadzieję, że Kotek wymknie Ci się spod kontroli i coś tam zdziała z Madzią, bo ta ich rozmowa była cudowna i słodka, ale ja tu miałam nadzieję na coś więcej ...no wiesz ^^
    A Judyta niby fajnie, że przeprosiła i spokorniała, jednak mam wrażenie,że to jeszcze nie koniec problemów.
    No nic, czekam na więcej.
    a pisząc już we wtorek .. chyba zgodzimy się że sobotni konkurs to przy niedzielnym pikuś, prawda?
    ja wciąż próbuję zrozumieć o co w nim chodziło :p
    ale Krzysiu wygrał, Andi drugi (prawda, on chyba ostatnio tylko leżał i piękniał, bo to jest niesamowite!), żyć nie umierać <3
    trzymaj się :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chodzi o Andiego to on leżeć, raczej nie leżał, bo latem skakał na nartach i o ile dobrze pamiętam to nie schodził z podium. To chyba właśnie te sukcesy tak zadziałały na jego urodę, no a jak tak dalej pójdzie to dostanę palpitacji serca przed tym telewizorem. O ile mi się wcześniej nie przegrzeje od tej jego perfekcji...
      Nawet moja mama zauważyła, że ten Wellinger to pięknieje w oczach, a to cud, bo ona każdego Niemca uważa za bezużytecznego nazistę ;p
      Niedzielny konkurs pozostawię bez komentarza. Tylko dekoracja mi się podobała (pomijając tą pieśń pogrzebową, którą puścili zamiast naszego hymnu) i ostateczne wyniki. Kamila szkoda, ale on się z tego wygrzebie :) No i patrz! Miałam przemilczeć, a zaś klepię jak moja ciotka.
      Powodzenia na maturach ;*

      Usuń
    2. no, leżał w ciągu tej przerwy między sezonem letnim a zimowym ^^
      zresztą, nie wiem co on tam robił, ale wyszo mu cholernie dobrze.
      aż się boję co będzie za parę lat :D
      no, ten hymn to była jakaś porażka. Ale poza tym - Krzysiu <3
      dobra, kończę zanim się znowu podekscytuję.
      dzięki dzięki. Chociaż przeżyłam dzisiejszą matmę, najgorsze już za mną :)

      Usuń
  3. Jestem i u Ciebie !!! Nadrabiam zaległości, wiesz :))
    Zacznę od wielkiego ,,Yeeeyyy"
    Jest rewelacyjnie!
    Jest słodko!
    Jest idealnie!
    Sama nie wierzę, że piszę to tutaj, podkreślam TUTAJ, gdzie bohaterowie byli dla siebie hmmm? ,,niemili" to zbyyyyt delikatne słowo!
    Piszę to pomijając ,,póki możecie". I Ty też masz to pominąć w pisaniu !!! :D
    Czekam na więcej! A póki co lecę na Andiego !! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekasz na więcej, a jeszcze wszystkiego nie nadrobiłaś! :D Jeszcze trzy rozdziały, za chwilę cztery, bo mam zamiar dodać dwunastkę :p

      Usuń