Czas zacząć żyć
Pisałam sobie przy tym <klik>, może chciałybyście też posłuchać ;)
Słońce leniwie wychylało się zza horyzontu, a chłodny wiatr
wpadał do pokoju Magdy przez otwarte okno, przy którym
siedziała. Kubek z ciepłą herbatą ogrzewał jej ręce, a
ulatniająca się z niego para delikatnie otulała jej twarz.
Chłodny, choć lipcowy ranek był niemal nieodczuwalny w obliczu
wspomnień sprzed kilku godzin, które nieustannie odtwarzały
się w jej głowie jak film, a ona nie mogła przestać się
uśmiechać na myśl, o wczorajszym wieczorze.
Było po dwudziestej pierwszej kiedy razem z Maćkiem opuścili teren
chaty, w której trwała impreza na cześć Judyty. Magda
pragnęła zapomnieć o tym, że w ogóle brała w niej udział,
nie mówiąc już o konfrontacji, która miała już
doszczętnie zniszczyć jej ten wieczór. Całe szczęście
Maciek, paradoksalnie, zadbał o to, żeby było inaczej.
Szli pustą drogą, którą zewsząd otaczały drzewa. Jedynym
źródłem światła były pojawiające się co jakiś czas
stare, uliczne latarnie, które w większości były zepsute.
Początkowo, Magda czuła się odrobinę niezręcznie i była
przekonana, że nie powinna była się nigdzie wybierać, a zwłaszcza
z Maćkiem, który wcześniej nie darzył jej najcieplejszymi
uczuciami. Poza tym już dawno odwykła od pokazywania się w
miejscach publicznych w jakimkolwiek towarzystwie. Nie potrafiła
rozmawiać z ludźmi tak jak dawniej, dlatego większość drogi
przemilczała, podobnie jak jej towarzysz.
Trochę czasu minęło, kiedy na ich drodze zaczęło pojawiać się
coraz więcej oznak cywilizacji, ale w końcu znaleźli się przy
ulicy, przez którą regularnie przejeżdżały samochody.
Maciek pierwszy zabrał głos i to dopiero kiedy w zasięgu ich
wzroku pojawił się cel ich drogi. Skocznia narciarska.
-Chciałabyś zobaczyć Zakopane z nieco innej perspektywy? - spytał.
-Możemy tam wejść? - zdziwiła się Magda. - Myślałam, że o tej
porze jest to raczej niemożliwe.
-Turyści faktycznie, nie mają już możliwości wejścia – odparł
Maciek. - Ale tak się składa, że ja nie jestem zwykłym turystą.
Na udowodnienie swoich słów, podszedł do ochroniarza. Magda
stanęła z boku, podziwiając oświetloną skocznię narciarską,
która w nocy prezentowała się dużo lepiej niż w dzień.
Miała w sobie jakby więcej uroku i roztaczała wokół siebie
niemal namacalną magiczną aurę.
Po krótkiej chwili wrócił uśmiechnięty Maciek, a
kilka minut później byli już na górze.
Wokół panowała ciemność, a na jej tle odznaczały się
liczne miejskie światła, które z ich perspektywy wyglądały
jak małe świetlne punkciki. Niby nic specjalnego, a jednak, Magda
czuła się urzeczona takim widokiem.
Przysiedli na schodkach, chociaż Maciek kilkakrotnie zachęcał
Magdę by usiadła z nim na belce. Odmówiła, bo nie miała w
sobie tyle odwagi by się do tego posunąć. Jeśli jeszcze będzie
miała okazję, spróbuje to zrobić kiedy będzie jasno. Wtedy
na pewno będzie czuła się bezpieczniej.
Wypuściła z ust obłoczek pary, obserwując jak rozpływa się w
powietrzu. Jej mięśnie były tak napięte, iż uniemożliwiały jej
jakikolwiek inny ruch, ale kiedy obserwowanie ulatniających się
przejrzystych chmurek jej się znudziło, postanowiła przerwać
milczenie.
-Opowiedz mi coś o sobie – poprosiła nieśmiało, wciąż
wpatrując się w przestrzeń przed sobą, gdzie przed chwilą
zniknął jeden z obłoczków.
Maciek spuścił wzrok na swoje splecione ze sobą dłonie, jakby
szukając w nich odpowiedzi na prośbę Magdy. W końcu, po chwili
zastanowienia, odparł:
-Chyba nie jestem nikim interesującym...
-Jak to nie? - uśmiechnęła się Magda. - Jesteś skoczkiem
narciarskim, jeździsz po całym świecie, a na dodatek zdobyłeś
ostatnio brązowy medal i to nie byle jaki, bo na mistrzostwach
świata – zaakcentowała wyraźnie ostatnie słowa.
-Drużynowo – uzupełnił Maciek, a Magda nie mogła pojąć, że
mógł być tak skromny, by z tego powodu umniejszać wagę
tego sukcesu. - Poza tym jestem chyba najlepszy w zawodzeniu ludzi...
Magda zwróciła swoje oczy w jego stronę, dostrzegając, że
on także jej się przyglądał. Ich spojrzenia spotkały się po raz
kolejny. Patrzeli na siebie dłuższą chwilę, mając wrażenie, iż
z każdą sekundą powietrze między nimi się rozrzedza. Stopniowo
poczucie skrępowania zaczęło ich opuszczać aż w końcu każde z
nich poczuło swobodę.
-Wiesz... - Magda postanowiła przerwać milczenie. - Gdyby
faktycznie było tak jak mówisz, na pewno bym tu teraz nie
siedziała.
Kąciki jego ust podskoczyły lekko w górę, a potem oboje się
roześmiali ostatecznie eliminując panujące między nimi napięcie.
-Głupio wyszło – niepewny głos Judyty, natychmiast przywrócił
ją do teraźniejszości. Ledwo zdążyła ochłonąć po incydencie
z poprzedniego dnia, a ta już z samego rana miała zamiar psuć jej
kolejny.
-Słowo głupio, nie oddaje twojego wczorajszego zachowania –
mruknęła Magda w odpowiedzi i zsunąwszy się z parapetu zamknęła
okno, po czym znów spojrzała na Judytę. - Ale to miło, że
masz odwagę przyznać się do błędu. To takie do ciebie
niepodobne.
Dziewczyna stała przy drzwiach ze spuszczoną głową i skruchę
miała wyraźnie wymalowaną na twarzy. Magda wpatrywała się w nią,
oczekując na jakieś działanie z jej strony.
-Ja... - Judyta nie potrafiła się wysłowić. Między kuzynkami
nastąpiło dziwne napięcie, które Magda zamierzała przerwać
zamykając drzwi, przed którymi stała Judyta, a wtedy ta
odnalazła właściwe słowa. - Przepraszam... Nie mam zielonego
pojęcia co we mnie wstąpiło...
-To proste – odparła Magda, by po chwili bez ogródek dodać
– ty zawsze taka byłaś.
-Przepraszam – powtórzyła Judyta, tym razem bardziej
zdecydowanym tonem, co odrobinę zmiękczyło serce Magdy.
Dziewczyna usiadła na swoim łóżku i gestem zachęciła
kuzynkę by zrobiła to samo. Kiedy poczuła, że Judyta zajęła
miejsce obok, westchnęła lekko i zaczęła mówić.
-Wiesz, zawsze wydawało mi się, że jesteś ode mnie lepsza –
przyznała Magda. - Masz dużo znajomych, a wśród nich
najlepszą przyjaciółkę, której możesz ufać.
Przyciągasz ludzi jak magnes, w przeciwieństwie do mnie... Ja
zawsze byłam życiowym nieudacznikiem, całkowicie zależnym od
brata, a kiedy jego zabrakło, zupełnie się pogubiłam. Zawsze ci
zazdrościłam, że ty potrafisz funkcjonować z ludźmi, ale to co
zrobiłaś wczoraj... nie umiem tego pojąć. To było tak
szczeniackie posunięcie...
-Wiem – przerwała jej Judyta. - Teraz zdaję sobie sprawę z
tego, że byłam w stosunku do ciebie bardzo złośliwa. A wiesz
dlaczego? - spytała, a znając już odpowiedź na to pytanie,
pozwoliła sobie kontynuować – Bo zawsze wydawało mi się, że
to ty jesteś lepsza ode mnie, a nie na odwrót. Rodzice często
porównywali mnie do ciebie, kiedy zrobiłam coś źle, a ja po
prostu nie mogłam tego znieść. Dogryzałam ci kiedy tylko była ku
temu okazja by samą siebie przekonać, że to co mówią nie
jest prawdą...
Magda słuchała uważnie każdego słowa wypowiadanego przez Judytę.
Chciała wiedzieć co takiego, skłoniło ją do uprzykrzania jej
życia. To co usłyszała, zbiłoby ją z nóg, gdyby nie fakt,
że siedziała. Nigdy nie sądziła, że Judyta może jej czegoś
zazdrościć. W końcu wydawało jej się, że kuzynka ma wszystko
czego jej potrzeba.
-Nasza mentalność jest chyba na poziomie przedszkolaków –
zaśmiała się Magda.
Celowo użyła słowa nasza, bo zdawała sobie sprawę, iż
jej poczucie niższości wobec Judyty, również nie było zbyt
rozsądne, biorąc pod uwagę jej wiek. Obie zachowywały się jak
dzieci, kiedy - każda na swój sposób - ukrywały to co
siedziało im w głowach. Gdyby miały w sobie tyle rozsądku by
wcześniej przeprowadzić szczerą rozmowę, na pewno uniknęłyby
wielu nieporozumień.
-Ciekawe co sobie o mnie Franek pomyślał? - zastanowiła się
Judyta, jeszcze bardziej pogrążając się w poczuciu winy.
-Franek, Franek – Magda wywróciła oczami. - On to się
pewnie z nas śmieje, bo jesteśmy kolejnymi dziewczynami, które
się pokłóciły z jego powodu.
-To... przeprosiny przyjęte? - spytała niepewnie Judyta.
-Jasne, ty rozwydrzona jedynaczko! - zażartowała Magda, której
wrócił dobry humor, ale widząc, iż Judyta znów
spuściła głowę, szturchnęła ją w ramię. - Daj spokój,
powiedziałam, że przyjęte!
Objęła kuzynkę by dodać jej trochę otuchy. Przez głowę
przeszła jej myśl, iż być może zbyt łatwo jej wybaczyła, że
ona na to nie zasłużyła. Ale Magda wiedziała, że nie ma sensu
udawać nieugiętej, kiedy tak naprawdę nie lubi być w konflikcie z
bliskimi jej ludźmi, a kimś takim właśnie była Judyta. W końcu
była jej kuzynką, wychowywały się razem.
I wtedy znów pomyślała o swojej krętej, życiowej drodze.
Może nadszedł w końcu czas, zboczyć z trasy, która zawsze
prowadziła ją ku porażce? Może powinna wydeptać własną
ścieżkę, która w końcu pomoże jej odnaleźć szczęście,
które niemal całkowicie zniknęło z jej życia wraz z
bratem. On na pewno tego chciał. Pragnął by jego młodsza siostra,
za którą zawsze czuł się odpowiedzialny, mimo że sam
musiał na siebie uważać, wyszła w końcu z cienia własnych lęków
i porażek.
________________
Cieszcie się takim fajnym Maćkiem póki możecie :)
Napisałam ten rozdział po pierwszej w nocy, ale celowo czekałam do
rana żeby jeszcze go skontrolować, a poza tym wątpię, że któraś
z Was przeczytałaby go wcześniej.
Nawiążę sobie jeszcze do wczorajszych beznadziejnych zawodów... Wellinger z konkursu na konkurs coraz przystojniejszy się robi. W
zeszłym sezonie to był jeszcze taki dzieciuch, a wczoraj to ja się
na niego napatrzeć nie mogłam! Taki młody mężczyzna się z niego
robi. Nie bez powodu poruszam jego temat, wiecie? :) Tak się składa,
że z okazji rozpoczęcia sezonu, mam dla Was niespodziankę, którą
już być może odkryłyście, oto ona <klik>. Proszę tylko o
cierpliwość, bo trochę czasu może minąć zanim coś tam
udostępnię.
Trzymam kciuki dzisiaj za moją ulubioną trójcę, którą to niezidentyfikowany fotograf służący Morgiemu, zmieścił na tymże zdjęciu:
Jak miło znowu widzieć tak uśmiechniętego Thomasa!

Maciek jest uroczy, aż by się chciało błagać, żeby taki został na zawsze...
OdpowiedzUsuńI to jego rozwalające zdanie, że nie jest nikim ciekawym...
No skąd ta nagła skromność... Albo raczej brak woli mówienia o sobie...
Nie wiem, w sumie to do Madzi bardziej mi pasuje niż do Pana Cudownego...
Ale co tam, niech tylko ludzki będzie...
Buziaki:*
A krótkość komentarza równa się mojej wściekłości i oczekiwaniu... :<
Jeju!!!
OdpowiedzUsuńnie wchodzę na bloggera i zauważam takie cudne niespodzianki po fakcie.
no ale ten rozdział zrobił mi dzień pomiędzy jedną a trzema maturami, także jest moc.
Maciuś ... muszę przyznać,że ostatnio przekonuje mnie do siebie,a w tym opowiadaniu to już w ogóle działa cuda.
Dlatego wspaniałomyślnie ominę to Twoje zdanie, że ,,póki możecie". Mam nadzieję, że Kotek wymknie Ci się spod kontroli i coś tam zdziała z Madzią, bo ta ich rozmowa była cudowna i słodka, ale ja tu miałam nadzieję na coś więcej ...no wiesz ^^
A Judyta niby fajnie, że przeprosiła i spokorniała, jednak mam wrażenie,że to jeszcze nie koniec problemów.
No nic, czekam na więcej.
a pisząc już we wtorek .. chyba zgodzimy się że sobotni konkurs to przy niedzielnym pikuś, prawda?
ja wciąż próbuję zrozumieć o co w nim chodziło :p
ale Krzysiu wygrał, Andi drugi (prawda, on chyba ostatnio tylko leżał i piękniał, bo to jest niesamowite!), żyć nie umierać <3
trzymaj się :*
Jeśli chodzi o Andiego to on leżeć, raczej nie leżał, bo latem skakał na nartach i o ile dobrze pamiętam to nie schodził z podium. To chyba właśnie te sukcesy tak zadziałały na jego urodę, no a jak tak dalej pójdzie to dostanę palpitacji serca przed tym telewizorem. O ile mi się wcześniej nie przegrzeje od tej jego perfekcji...
UsuńNawet moja mama zauważyła, że ten Wellinger to pięknieje w oczach, a to cud, bo ona każdego Niemca uważa za bezużytecznego nazistę ;p
Niedzielny konkurs pozostawię bez komentarza. Tylko dekoracja mi się podobała (pomijając tą pieśń pogrzebową, którą puścili zamiast naszego hymnu) i ostateczne wyniki. Kamila szkoda, ale on się z tego wygrzebie :) No i patrz! Miałam przemilczeć, a zaś klepię jak moja ciotka.
Powodzenia na maturach ;*
no, leżał w ciągu tej przerwy między sezonem letnim a zimowym ^^
Usuńzresztą, nie wiem co on tam robił, ale wyszo mu cholernie dobrze.
aż się boję co będzie za parę lat :D
no, ten hymn to była jakaś porażka. Ale poza tym - Krzysiu <3
dobra, kończę zanim się znowu podekscytuję.
dzięki dzięki. Chociaż przeżyłam dzisiejszą matmę, najgorsze już za mną :)
Jestem i u Ciebie !!! Nadrabiam zaległości, wiesz :))
OdpowiedzUsuńZacznę od wielkiego ,,Yeeeyyy"
Jest rewelacyjnie!
Jest słodko!
Jest idealnie!
Sama nie wierzę, że piszę to tutaj, podkreślam TUTAJ, gdzie bohaterowie byli dla siebie hmmm? ,,niemili" to zbyyyyt delikatne słowo!
Piszę to pomijając ,,póki możecie". I Ty też masz to pominąć w pisaniu !!! :D
Czekam na więcej! A póki co lecę na Andiego !! :D
Czekasz na więcej, a jeszcze wszystkiego nie nadrobiłaś! :D Jeszcze trzy rozdziały, za chwilę cztery, bo mam zamiar dodać dwunastkę :p
Usuń