ROZDZIAŁ PIĄTY

Czy jesteśmy dokładnie tacy sami?

Koledzy zwalili mu się na głowę nawet nie pytając czy ma ochotę na spędzanie z nimi czasu.
Piotrek, Krzysiek, Dawid i nawet Kamil, który rzadko bierze udział w tych męskich posiedzeniach, które najczęściej odbywają się w jego domu, bez jego wiedzy i zgody. Ale ostatecznie Maciej nigdy nie przepędza swoich kolegów, bo istnieją w nim jeszcze jakieś pokłady człowieczeństwa i często mimo swojego wcześniejszego sceptycyzmu, śmieje się i żartuje razem z kolegami.
Ale nie dziś.
Bo dzisiaj ich wizyta ma na celu uświadomienie mu, że jest kompletnym kretynem.
-Nie powinieneś był tak na nią wrzeszczeć – powtarza chyba po raz dziesiąty Kamil, największy dyplomata w ich małym składzie.
-Nie przypominam sobie, żebym na kogokolwiek wrzeszczał – odpowiada na zarzuty Maciek. - Po prostu nie lubię kiedy ktoś pałęta się bez celu, nie patrząc na to co dzieje się wokół.
-Najlepiej, gdyby ludzie ustawiali się w szpaler, tylko po to żeby zrobić dla ciebie przejście – mówi z przekąsem Piotrek. - Mógłbyś czasami się opanować, a nie wyżywać się na wrażliwej dziewczynie.
-Do jasnej cholery! - koledzy w końcu przekraczają granicę jego cierpliwości. - Przyjechała jakaś dziewczyna, która ma jakiś problem i wszyscy skaczą naokoło niej jakby była co najmniej inwalidą. Przecież to równie dobrze mógł być ktoś inny, tak? Myślicie, że byłbym mniej zdenerwowany?
-Widziałem ją później – wtrąca Krzysiek. - Płakała.
Gdyby ktoś spojrzał w tym momencie w brązowe oczy Maćka, mógłby dostrzec, że coś się w nich zmienia. Jakby na krótką chwilę pojawia się w nich poczucie winy i współczucie. Uczucia, które przecież tak rzadko się w nim pojawiały. Nikt jednak nie zwraca na to uwagi, gdyż w tym samym momencie do pokoju wpada Kuba, starszy brat Maćka.
-Mamy gości? - pyta bezsensownie starszy z Kotów, po czym pytająco spogląda na każdego z kolegów, jakby ich nie poznawał. Poniekąd tak było, bo taka napięta atmosfera nigdy nie towarzyszyła tym spotkaniom.
-Tak Kuba, mamy gości. Zajmij się nimi – mówi niemal władczym tonem Maciek. - Ja wychodzę.
Nie czekając na protesty Kuby, który ma już dość jego humorów, wychodzi zamykając za sobą drzwi. Robi to bardzo delikatnie, jakby na przekór kolegom, którzy są pewni, iż Maciek użyje całej swojej siły do ich zamknięcia.
Po drodze chwyta w rękę kurtkę przeciwdeszczową i w lekkim pośpiechu, opuszcza swój dom, mając nadzieję, że ciężkie krople deszczu, pomogą mu pozbyć się tłukących się w jego głowie myśli i wyrzutów sumienia, które pojawiły się w niej kiedy usłyszał to jedno słowo. Płakała. Zupełnie siebie nie rozumie. Przecież łzy tej dziewczyny nie powinny być jego problemem, bo kto powiedział, że to jego wina?
A jednak, wyrzuty sumienia wciąż go gryzą. Jak nigdy wcześniej.
Ludzie często mówią mu, że jest pozbawiony uczuć, a dążenie do perfekcji zrobiło z niego egoistę.
Ale teraz jest inaczej.
Bo teraz sam sobie to uświadamia. Dociera do niego, że jedyna dziedzina, w której jest perfekcyjny to zawodzenie i krzywdzenie ludzi. Gdzieś w głębi serca czuje się przecież tak samo jak Magda, która niezaprzeczalnie zalicza się do grona osób, które skrzywdził. Z tą różnicą, że on potrafi to w sobie zagłuszyć, wylewając swoje żale na innych. Od przypadkowych nieznajomych, aż po przyjaciół i rodzinę.
Co zamierza z tym zrobić?
Najprawdopodobniej nic, bo brak mu odwagi by okazać skruchę powiedzieć tym wszystkim ludziom przepraszam.


Magda podciąga kolana nieco bliżej swojej klatki piersiowej, aby móc szczelnie okryć się kocem. Odkłada zaczętą wcześniej książkę na stolik obok łóżka i wbija swój wzrok w szybę, po której znów spływają krople deszczu. Zakopane chyba nie jest nastawione pozytywnie do jej przyjazdu, podobnie jak i ona.
Na początku wierzyła, że to naprawdę może jej pomóc, że w końcu wyjdzie z tego swojego małego świata, w którym bez przerwy jest zamknięta. Tymczasem ona doszła do wniosku, że bardzo lubi ten swój świat, a samotność daje jej ulgę i poczucie bezpieczeństwa. Ludzie tutaj są dla niej bardzo mili, z wyjątkiem Judyty - co zresztą nie jest dla niej żadnym zaskoczeniem – i Maćka. I tu znajduje się główny powód, dla którego Magda wciąż się w sobie zamyka. Odkąd pamięta była otoczona ludźmi jak on. Ludźmi, którzy z góry wyrabiali sobie o niej zdanie, jakby te wszystkie negatywne cechy charakteru miała wypisane na twarzy. Wystarczy jedno jego, szydercze spojrzenie, by uświadomić jej, że wcale nie powinna tu przyjeżdżać. Życzliwość innych osób schodzi na drugi plan, bo jego obecność napawa ją przerażeniem i poczuciem beznadziejności.
Jej przemyślenia przerywa ciocia, która niespodziewanie i dość gwałtownie, wchodzi do jej pokoju, przez co zszokowana dziewczyna niemal podskakuje. Ciocia widząc panikę w jej oczach, uśmiecha się przepraszająco i przymyka za sobą drzwi.
-Złamane serce Madziu? - pyta, siadając obok Magdy na łóżku.
Dziewczyna spogląda na nią odrobinę zbita z tropu. Przecież ciocia doskonale wie co ją trapi od bardzo długiego czasu i nie powinna raczej mylić tego ze złamanym sercem.
-Nie – odpowiada krótko, nie mając siły na bezsensowne tłumaczenia. - Zły dzień, po prostu, a do tego ta pogoda... - kiwa głową w stronę szyby.
Chwilę później, przekonuje się, że te wyjaśnienia są zbędne, bo ciocia i tak wie wszystko lepiej.
-Nie każda miłość zaczyna się od pierwszego wejrzenia – mówi. - Czasami ludzie są po prostu ślepi i potrzebują czasu, aby dostrzec tą jedyną miłość, na dobre i na złe. Prawda jest taka, że jeśli ktoś jest ci przeznaczony to prędzej czy później na niego trafisz, ale ty musisz się rozglądać. Nie możesz być ślepo zapatrzona w jedną osobę, bo a nuż, prawdziwa miłość, przejdzie ci koło nosa.
Magda uśmiecha się lekko, aby zachować pozór, iż uważnie słucha tego co ma do powiedzenia pani Kośla. Choć musi przyznać, że słowa z ust cioci są całkiem mądre, to wie, że jej nie dotyczy nic co związane z miłością, a zwłaszcza taką pomiędzy kobietą, a mężczyzną. Sama nawet nie wie czy na świecie jest osoba, która mogłaby ją pokochać, bo i za co? Nie jest przecież nikim wyjątkowym, a w samym Zakopanem, czy Bieruniu, jest mnóstwo dziewczyn, którym, ona nie dorasta do pięt i z całą pewnością, tylko takie dziewczyny mają prawo kochać. Nie ona. Zwykła dziewczyna, odstająca od tłumu, jednak w negatywnym tego słowa znaczeniu. Odstająca, aczkolwiek pozostająca w cieniu swoich zmartwień i problemów.
-A może los już wepchał cię w czyjeś ramiona, a ty po prostu to zlekceważyłaś, uznając to za zwykły przypadek? - pytanie zostaje rzucone w przestrzeń, choć niby jest skierowane do Magdy. Dziewczyna jednak nawet nie chce się nad tym zastanawiać, więc odpowiada ciotce kolejnym, złudnym uśmiechem.
Ciocia klepie ją delikatnie po ramieniu, po czym znów pozostawia ją samej sobie, z pytaniem, które wbrew jej woli, dryfuje gdzieś w jej głowie, nie dając jej spokoju.
Czy los wepchnął ją kiedyś w czyjeś ramiona?
Jedyna sytuacja, która przychodzi jej do głowy to wczorajsze zderzenie z Maćkiem, podczas treningu. Magda aż się wzdryga na tą myśl. Nie potrafi pohamować sarkastycznego śmiechu, który tkwi jej w gardle i chwilę później, pokój wypełnia krótkie parsknięcie. Nawet biorąc pod uwagę wcześniejsze słowa ciotki „nie każda miłość zaczyna się od pierwszego wejrzenia”, dziewczyna nie wierzy w to, że Maciek mógłby ją kiedyś pokochać. Ma wianuszek, a właściwie to cały tłum wiernych fanek, wśród których z całą pewnością jest ta jego miłość na dobre i na złe.
A ona jest skazana na życiową porażkę i za miłością nawet się nie rozgląda. Po co ma przedłużać listę swoich porażek i rozczarowań? Los z całą pewnością, chętnie wepchnąłby ją w ramiona śmierci, niż osoby, która może dać jej szczęście, ale większą radość, sprawia mu zadawanie jej bólu psychicznego, niż fizycznego.

______
 PRZEPRASZAM! Nie dość, że długo czekałyście to to tam u góry jest dość krótkie i mało się tam dzieje :( Następny rozdział mam już mniej więcej (raczej mniej) zaplanowany w głowie, nie wiem jak będzie z napisaniem go. Nie będę tłumaczyć się brakiem czasu, bo moja kochana szkoła ułożyła mi taki cudowny plan, że w domu jestem najpóźniej jeszcze przed 15 <3333333 po prostu to wstawanie przed siódmą i jazda w wypełnionym po brzegi autobusie, sprawia, że jak już wracam to padam i nie mam siły nawet komputera włączyć. Muszę pisać póki mogę, no! Bo w październiku, nauczyciele ruszą pełną parą i te powroty przed 15 będą nic nieznaczące jak będę musiała siedzieć nad książkami. No i muszę skończyć to blanco nieszczęsne, do którego straciłam serce, które mnie bardzo blokuje, a w którym zostały mi 2 rozdziały.
Ech... czemu ja zawsze te dopiski pod postem robię takie długie? Za mało z ludźmi gadam, a potem się na blogach rozwodzę...

6 komentarzy:

  1. O jak ja się ciesze, że dodałaś!
    nie żebym Cię o to ciągle nie dręczyła, ale jak widać podziałało, a skutki - no piękne!
    wcale nie jest tak, że jak się niewiele dzieje to rozdział jest słabszy. No i przecież nie można w każdym rozdziale robić jakiegos spotkania pierwszego stopnia między głównymi bohaterami, są też inni ważni :D a ja się ciesze, że chłopcy stanęli na wysokości zadania i obrobili Macieja za to jego okropne zachowanie. Niby nie bardzo go to obeszło, ale widać, że miał wyrzuty sumienia i było mu zwyczajnie głupio.
    A Magda powinna częściej słuchać swojej cioci.
    I mam wielką nadzieję, że już niedługo coś się zmieni między nimi.
    Zresztą mówiłaś chyba, że siódemka jest przełomowa, tak?
    To ja czekam niecierpliwie ;D
    Weny i czasu, kochana :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Siódemka jest przełomowa i mam nadzieję, że tego nie spieprzę, a mam do tego talent :) Musi być idealnie :D
      A jeśli chodzi o Twoje dręczenie to nie mam nic przeciwko temu, żebyś częściej je wobec mnie stosowała :) Przydaje się :p

      Usuń
  2. Jeśli Mackowi uda się otoczyć magde barierą ciepła i miłości, a Magdzie rozmiekczyc Maćka będę do końca życia zdania, ze są dla Ciebie stworzeni.

    OdpowiedzUsuń
  3. Strasznie się cieszę , że jest nowy :)
    Strasznie mi się podoba jak bardzo umiesz się skupić na opisie przeżyć bohaterów.
    A gdzie ten Maciek się wybrał? Czyżby do Madzi. Dobrze by było, oto dowód jak potrzebni są przyjaciele, uświadamiają Ci kiedy i jakim jesteś idiotą...
    Bo ona chyba już otwiera mu serducho, choć na miłość jeszcze za wcześnie... Chociaż ?
    PISZ SZYBKO KOLEJNY, BUZIAKI.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Umiem się skupić na przeżyciach bohaterów? Miło mi to czytać, bo zawsze myślałam, że to taka moja pięta achillesowa :p
      No a Maciuś tak sobie wyszedł żeby odpocząć od kolegów, bo ostatecznie do przeproszenia Magdy skłoni go Judytka, raczej nieświadomie, ale jednak :)

      Usuń
  4. Bardzo przepraszam, że dopiero teraz komentuje, naprawdę baaardzo przepraszam ;( Wokół Madzi jest wiele osób, którzy są dla niej mili i lubią ją taką jaka jest. Niestety dziewczyna trafia na tych, którzy tak do końca mili nie są. Jak to mówią miłość nie wybiera ;D No dobrze nie róbmy z nich może od razu zakochanej pary, ale ja nie nam nic przeciwko temu. Mam nadzieję, że Magda weźmie sobie do serca słowa cioci, która naprawdę mądrze mówi. Maciek ma wyrzuty sumienia. No i bardzo dobrze! Oni się spotkają, szczerze porozmawiają i będzie dobrze. Ja to wiem, bynajmniej w to wierzę. Pozdrawiam cieplutko ! ;**

    OdpowiedzUsuń