Czy jesteśmy dokładnie tacy sami?
Koledzy zwalili mu
się na głowę nawet nie pytając czy ma ochotę na spędzanie z
nimi czasu.
Piotrek, Krzysiek,
Dawid i nawet Kamil, który rzadko bierze udział w tych
męskich posiedzeniach, które najczęściej odbywają się w
jego domu, bez jego wiedzy i zgody. Ale ostatecznie Maciej nigdy nie
przepędza swoich kolegów, bo istnieją w nim jeszcze jakieś
pokłady człowieczeństwa i często mimo swojego wcześniejszego
sceptycyzmu, śmieje się i żartuje razem z kolegami.
Ale nie dziś.
Bo dzisiaj ich
wizyta ma na celu uświadomienie mu, że jest kompletnym kretynem.
-Nie powinieneś był
tak na nią wrzeszczeć – powtarza chyba po raz dziesiąty Kamil,
największy dyplomata w ich małym składzie.
-Nie przypominam
sobie, żebym na kogokolwiek wrzeszczał – odpowiada na zarzuty
Maciek. - Po prostu nie lubię kiedy ktoś pałęta się bez celu,
nie patrząc na to co dzieje się wokół.
-Najlepiej, gdyby
ludzie ustawiali się w szpaler, tylko po to żeby zrobić dla ciebie
przejście – mówi z przekąsem Piotrek. - Mógłbyś
czasami się opanować, a nie wyżywać się na wrażliwej
dziewczynie.
-Do jasnej cholery!
- koledzy w końcu przekraczają granicę jego cierpliwości. -
Przyjechała jakaś dziewczyna, która ma jakiś problem i
wszyscy skaczą naokoło niej jakby była co najmniej inwalidą.
Przecież to równie dobrze mógł być ktoś inny, tak?
Myślicie, że byłbym mniej zdenerwowany?
-Widziałem ją
później – wtrąca Krzysiek. - Płakała.
Gdyby ktoś spojrzał
w tym momencie w brązowe oczy Maćka, mógłby dostrzec, że
coś się w nich zmienia. Jakby na krótką chwilę pojawia się
w nich poczucie winy i współczucie. Uczucia, które
przecież tak rzadko się w nim pojawiały. Nikt jednak nie zwraca na
to uwagi, gdyż w tym samym momencie do pokoju wpada Kuba, starszy
brat Maćka.
-Mamy gości? - pyta
bezsensownie starszy z Kotów, po czym pytająco spogląda na
każdego z kolegów, jakby ich nie poznawał. Poniekąd tak
było, bo taka napięta atmosfera nigdy nie towarzyszyła tym
spotkaniom.
-Tak Kuba, mamy
gości. Zajmij się nimi – mówi niemal władczym tonem
Maciek. - Ja wychodzę.
Nie czekając na
protesty Kuby, który ma już dość jego humorów,
wychodzi zamykając za sobą drzwi. Robi to bardzo delikatnie, jakby
na przekór kolegom, którzy są pewni, iż Maciek użyje
całej swojej siły do ich zamknięcia.
Po drodze chwyta w
rękę kurtkę przeciwdeszczową i w lekkim pośpiechu, opuszcza swój
dom, mając nadzieję, że ciężkie krople deszczu, pomogą mu
pozbyć się tłukących się w jego głowie myśli i wyrzutów
sumienia, które pojawiły się w niej kiedy usłyszał to
jedno słowo. Płakała. Zupełnie siebie nie rozumie.
Przecież łzy tej dziewczyny nie powinny być jego problemem, bo kto
powiedział, że to jego wina?
A jednak, wyrzuty
sumienia wciąż go gryzą. Jak nigdy wcześniej.
Ludzie często mówią
mu, że jest pozbawiony uczuć, a dążenie do perfekcji zrobiło z
niego egoistę.
Ale teraz jest
inaczej.
Bo teraz sam sobie
to uświadamia. Dociera do niego, że jedyna dziedzina, w której
jest perfekcyjny to zawodzenie i krzywdzenie ludzi. Gdzieś w głębi
serca czuje się przecież tak samo jak Magda, która
niezaprzeczalnie zalicza się do grona osób, które
skrzywdził. Z tą różnicą, że on potrafi to w sobie
zagłuszyć, wylewając swoje żale na innych. Od przypadkowych
nieznajomych, aż po przyjaciół i rodzinę.
Co zamierza z tym
zrobić?
Najprawdopodobniej
nic, bo brak mu odwagi by okazać skruchę powiedzieć tym wszystkim
ludziom przepraszam.
Magda podciąga kolana nieco bliżej swojej klatki
piersiowej, aby móc szczelnie okryć się kocem. Odkłada
zaczętą wcześniej książkę na stolik obok łóżka i wbija
swój wzrok w szybę, po której znów spływają
krople deszczu. Zakopane chyba nie jest nastawione pozytywnie do jej
przyjazdu, podobnie jak i ona.
Na początku wierzyła, że to naprawdę może jej
pomóc, że w końcu wyjdzie z tego swojego małego świata, w
którym bez przerwy jest zamknięta. Tymczasem ona doszła do
wniosku, że bardzo lubi ten swój świat, a samotność daje
jej ulgę i poczucie bezpieczeństwa. Ludzie tutaj są dla niej
bardzo mili, z wyjątkiem Judyty - co zresztą nie jest dla niej
żadnym zaskoczeniem – i Maćka. I tu znajduje się główny
powód, dla którego Magda wciąż się w sobie zamyka.
Odkąd pamięta była otoczona ludźmi jak on. Ludźmi, którzy
z góry wyrabiali sobie o niej zdanie, jakby te wszystkie
negatywne cechy charakteru miała wypisane na twarzy. Wystarczy jedno
jego, szydercze spojrzenie, by uświadomić jej, że wcale nie
powinna tu przyjeżdżać. Życzliwość innych osób schodzi
na drugi plan, bo jego obecność napawa ją przerażeniem i
poczuciem beznadziejności.
Jej przemyślenia przerywa ciocia, która
niespodziewanie i dość gwałtownie, wchodzi do jej pokoju, przez co
zszokowana dziewczyna niemal podskakuje. Ciocia widząc panikę w jej
oczach, uśmiecha się przepraszająco i przymyka za sobą drzwi.
-Złamane
serce Madziu? - pyta, siadając obok Magdy na łóżku.
Dziewczyna
spogląda na nią odrobinę zbita z tropu. Przecież ciocia doskonale
wie co ją trapi od bardzo długiego czasu i nie powinna raczej mylić
tego ze złamanym sercem.
-Nie
– odpowiada krótko, nie mając siły na bezsensowne
tłumaczenia. - Zły dzień, po prostu, a do tego ta pogoda... - kiwa
głową w stronę szyby.
Chwilę
później, przekonuje się, że te wyjaśnienia są zbędne, bo
ciocia i tak wie wszystko lepiej.
-Nie
każda miłość zaczyna się od pierwszego wejrzenia – mówi.
- Czasami ludzie są po prostu ślepi i potrzebują czasu, aby
dostrzec tą jedyną miłość, na dobre i na złe. Prawda jest taka,
że jeśli ktoś jest ci przeznaczony to prędzej czy później
na niego trafisz, ale ty musisz się rozglądać. Nie możesz być
ślepo zapatrzona w jedną osobę, bo a nuż, prawdziwa miłość,
przejdzie ci koło nosa.
Magda
uśmiecha się lekko, aby zachować pozór, iż uważnie słucha
tego co ma do powiedzenia pani Kośla. Choć musi przyznać, że
słowa z ust cioci są całkiem mądre, to wie, że jej nie dotyczy
nic co związane z miłością, a zwłaszcza taką pomiędzy kobietą,
a mężczyzną. Sama nawet nie wie czy na świecie jest osoba, która
mogłaby ją pokochać, bo i za co? Nie jest przecież nikim
wyjątkowym, a w samym Zakopanem, czy Bieruniu, jest mnóstwo
dziewczyn, którym, ona nie dorasta do pięt i z całą
pewnością, tylko takie dziewczyny mają prawo kochać. Nie ona.
Zwykła dziewczyna, odstająca od tłumu, jednak w negatywnym tego
słowa znaczeniu. Odstająca, aczkolwiek pozostająca w cieniu swoich
zmartwień i problemów.
-A
może los już wepchał cię w czyjeś ramiona, a ty po prostu to
zlekceważyłaś, uznając to za zwykły przypadek? - pytanie zostaje
rzucone w przestrzeń, choć niby jest skierowane do Magdy.
Dziewczyna jednak nawet nie chce się nad tym zastanawiać, więc
odpowiada ciotce kolejnym, złudnym uśmiechem.
Ciocia
klepie ją delikatnie po ramieniu, po czym znów pozostawia ją
samej sobie, z pytaniem, które wbrew jej woli, dryfuje gdzieś
w jej głowie, nie dając jej spokoju.
Czy
los wepchnął ją kiedyś w czyjeś ramiona?
Jedyna
sytuacja, która przychodzi jej do głowy to wczorajsze
zderzenie z Maćkiem, podczas treningu. Magda aż się wzdryga na tą
myśl. Nie potrafi pohamować sarkastycznego śmiechu, który
tkwi jej w gardle i chwilę później, pokój wypełnia
krótkie parsknięcie. Nawet biorąc pod uwagę wcześniejsze
słowa ciotki „nie każda miłość zaczyna się od pierwszego
wejrzenia”, dziewczyna nie wierzy w to, że Maciek mógłby
ją kiedyś pokochać. Ma wianuszek, a właściwie to cały tłum
wiernych fanek, wśród których z całą pewnością
jest ta jego miłość na dobre i na złe.
A ona jest skazana na życiową porażkę i za miłością
nawet się nie rozgląda. Po co ma przedłużać listę swoich
porażek i rozczarowań? Los z całą pewnością, chętnie
wepchnąłby ją w ramiona śmierci, niż osoby, która może
dać jej szczęście, ale większą radość, sprawia mu zadawanie
jej bólu psychicznego, niż fizycznego.
______
PRZEPRASZAM! Nie dość, że długo czekałyście to to tam u góry jest dość krótkie i mało się tam dzieje :( Następny rozdział mam już mniej więcej (raczej mniej) zaplanowany w głowie, nie wiem jak będzie z napisaniem go. Nie będę tłumaczyć się brakiem czasu, bo moja kochana szkoła ułożyła mi taki cudowny plan, że w domu jestem najpóźniej jeszcze przed 15 <3333333 po prostu to wstawanie przed siódmą i jazda w wypełnionym po brzegi autobusie, sprawia, że jak już wracam to padam i nie mam siły nawet komputera włączyć. Muszę pisać póki mogę, no! Bo w październiku, nauczyciele ruszą pełną parą i te powroty przed 15 będą nic nieznaczące jak będę musiała siedzieć nad książkami. No i muszę skończyć to blanco nieszczęsne, do którego straciłam serce, które mnie bardzo blokuje, a w którym zostały mi 2 rozdziały.
Ech... czemu ja zawsze te dopiski pod postem robię takie długie? Za mało z ludźmi gadam, a potem się na blogach rozwodzę...
PRZEPRASZAM! Nie dość, że długo czekałyście to to tam u góry jest dość krótkie i mało się tam dzieje :( Następny rozdział mam już mniej więcej (raczej mniej) zaplanowany w głowie, nie wiem jak będzie z napisaniem go. Nie będę tłumaczyć się brakiem czasu, bo moja kochana szkoła ułożyła mi taki cudowny plan, że w domu jestem najpóźniej jeszcze przed 15 <3333333 po prostu to wstawanie przed siódmą i jazda w wypełnionym po brzegi autobusie, sprawia, że jak już wracam to padam i nie mam siły nawet komputera włączyć. Muszę pisać póki mogę, no! Bo w październiku, nauczyciele ruszą pełną parą i te powroty przed 15 będą nic nieznaczące jak będę musiała siedzieć nad książkami. No i muszę skończyć to blanco nieszczęsne, do którego straciłam serce, które mnie bardzo blokuje, a w którym zostały mi 2 rozdziały.
Ech... czemu ja zawsze te dopiski pod postem robię takie długie? Za mało z ludźmi gadam, a potem się na blogach rozwodzę...
O jak ja się ciesze, że dodałaś!
OdpowiedzUsuńnie żebym Cię o to ciągle nie dręczyła, ale jak widać podziałało, a skutki - no piękne!
wcale nie jest tak, że jak się niewiele dzieje to rozdział jest słabszy. No i przecież nie można w każdym rozdziale robić jakiegos spotkania pierwszego stopnia między głównymi bohaterami, są też inni ważni :D a ja się ciesze, że chłopcy stanęli na wysokości zadania i obrobili Macieja za to jego okropne zachowanie. Niby nie bardzo go to obeszło, ale widać, że miał wyrzuty sumienia i było mu zwyczajnie głupio.
A Magda powinna częściej słuchać swojej cioci.
I mam wielką nadzieję, że już niedługo coś się zmieni między nimi.
Zresztą mówiłaś chyba, że siódemka jest przełomowa, tak?
To ja czekam niecierpliwie ;D
Weny i czasu, kochana :*
Siódemka jest przełomowa i mam nadzieję, że tego nie spieprzę, a mam do tego talent :) Musi być idealnie :D
UsuńA jeśli chodzi o Twoje dręczenie to nie mam nic przeciwko temu, żebyś częściej je wobec mnie stosowała :) Przydaje się :p
Jeśli Mackowi uda się otoczyć magde barierą ciepła i miłości, a Magdzie rozmiekczyc Maćka będę do końca życia zdania, ze są dla Ciebie stworzeni.
OdpowiedzUsuńStrasznie się cieszę , że jest nowy :)
OdpowiedzUsuńStrasznie mi się podoba jak bardzo umiesz się skupić na opisie przeżyć bohaterów.
A gdzie ten Maciek się wybrał? Czyżby do Madzi. Dobrze by było, oto dowód jak potrzebni są przyjaciele, uświadamiają Ci kiedy i jakim jesteś idiotą...
Bo ona chyba już otwiera mu serducho, choć na miłość jeszcze za wcześnie... Chociaż ?
PISZ SZYBKO KOLEJNY, BUZIAKI.
Umiem się skupić na przeżyciach bohaterów? Miło mi to czytać, bo zawsze myślałam, że to taka moja pięta achillesowa :p
UsuńNo a Maciuś tak sobie wyszedł żeby odpocząć od kolegów, bo ostatecznie do przeproszenia Magdy skłoni go Judytka, raczej nieświadomie, ale jednak :)
Bardzo przepraszam, że dopiero teraz komentuje, naprawdę baaardzo przepraszam ;( Wokół Madzi jest wiele osób, którzy są dla niej mili i lubią ją taką jaka jest. Niestety dziewczyna trafia na tych, którzy tak do końca mili nie są. Jak to mówią miłość nie wybiera ;D No dobrze nie róbmy z nich może od razu zakochanej pary, ale ja nie nam nic przeciwko temu. Mam nadzieję, że Magda weźmie sobie do serca słowa cioci, która naprawdę mądrze mówi. Maciek ma wyrzuty sumienia. No i bardzo dobrze! Oni się spotkają, szczerze porozmawiają i będzie dobrze. Ja to wiem, bynajmniej w to wierzę. Pozdrawiam cieplutko ! ;**
OdpowiedzUsuń