Chcę żyć, nie tylko przetrwać
Atmosfera w domu państwa Koślów jest tak lekka i przyjemna,
iż Magda nie może uwierzyć w to, że takie rodziny jeszcze
istnieją. Co prawda zachowanie ciotki i Judyty nieco wyprowadza ją
z równowagi, ale to nie przeszkadza by rodzina żyła w
zgodzie. Odkąd tylko pamięta w jej domu królują awantury,
które skutecznie niszczą jej wszelkie wyobrażenia o
bezinteresownej miłości aż do śmierci. Bo mimo że państwo
Dubiej wciąż są małżeństwem, z całą pewnością nie da się
wyczuć między nimi jakiegokolwiek pozytywnego uczucia. Miłość
między nimi już dawno się wypaliła, a Magdzie przez to, iż
często włączana jest w ich kłótnie, wydaje się, że po
części to również jej wina.
Dziewczyna leży w łóżku, myśląc o tym wszystkim,
zastanawiając się czy po jej wyjeździe, rodzice w jakiś sposób
się dogadali lub czy są chociaż na dobrej drodze do porozumienia.
Jest to jedno z jej największych marzeń. Z całego serca pragnie,
aby wrócić do domu, w którym panuje spokój, a
miłość da się wyczuć ledwo przekraczając próg.
Za oknem wciąż jest pochmurno, ale nie słychać kropli deszczu
bębniących o parapet, co jest dobrym znakiem i w jej głowie
pomysły na spędzenie tego dnia, nieustannie się zmieniają, ale
wie, że nic z tych planów nie wyjdzie, jeśli w końcu nie
wstanie z łóżka.
Zszedłszy na dół, Magda od razu słyszy odgłosy dobiegające
z kuchni. Ciocia i wujek prowadzą rozmowę na jakiś nieznany jej
temat, a dla Magdy jest to pewnego rodzaju anomalia. Jej rodzice
przed wyjściem do pracy często nawet na siebie nie spoglądają, a
rozmowa między nimi jest napięta, zupełnie jakby rozmawiali ze
sobą po raz pierwszy. Tu jest inaczej. Dziewczyna ma nawet
wątpliwości czy powinna się z nimi przywitać, z obawy, że
mogłaby w jakiś sposób zmącić tą chwilę. Ostatecznie
jednak grzecznie wita się z wujostwem i nieśmiało zajmuje miejsce
przy stoliku.
Ciocia od razu zasypuje ją pytaniami o pierwszą noc w ich domu, na
które dziewczyna odpowiada dyplomatycznie, starając się nie
pokazywać, że rozmowa z samego rana nie jest czymś na co ma
ochotę. Dopiero kiedy Basia stawia przed Magdą talerz kanapek, ta
może odpocząć od męczących pytań ciotki i w spokoju delektować
się posiłkiem.
-Wychodzę! - oznajmia Judyta, wychylając głowę zza łuku
drzwiowego, nawet nie witając się z kuzynką. - Umówiłam
się z Julką, nie wiem kiedy wrócę.
-Obiecałaś, że pomożesz nam dzisiaj na treningu – Paweł
próbuje zatrzymać córkę, ale ta nawet nie przerywając
swojej drogi do drzwi, odpowiada:
-Magda może ci pomóc.
Głośne trzaśnięcie informuje domowników, iż Judyta już
opuściła dom.
Paweł
wzdycha ciężko, po czym przenosi swój wzrok na siostrzenicę,
która uśmiecha się lekko nie bardzo wiedząc co powinna w
tej sytuacji zrobić. Najchętniej odmówiłaby i wyszła z
domu,tak jak zrobiła to przed chwilą jej kuzynka. Ale niestety
Magda to nie Judyta, ona nie potrafi odmówić, zwłaszcza
będąc gościem.
-To
co konkretnie miałabym robić?
Papierkowa robota. To nie brzmi zbyt dobrze, a zwłaszcza w
połączeniu z jej imieniem. Przecież ona nie ma zielonego pojęcia
o skokach i zdecydowanie, Łukasz nie podejmuje dobrej decyzji,
prosząc ją o pomoc.
-Nie znam się na tym – próbuje uniknąć konieczności
zajmowania się plikiem kartek, który właśnie przed nią
położono.
-Spokojnie – śmieje się trener, wyciągając coś z szufladki. -
To nic trudnego. Szybko się z tym uporasz i zdążysz obejrzeć
trening, a mi bardzo ułatwisz życie.
Wcisnął jej w ręce mały przedmiot, którym okazuje się
pieczątka.
-Chyba wiesz co masz robić? - posyła jej zachęcający uśmiech. -
Mi wtedy pozostanie już tylko podpisanie tego wszystkiego.
Kiedy mężczyźni opuszczają pomieszczenie, Magda przeklina pod
nosem i zabiera się za pieczętowanie dokumentów. Całe
szczęście, że nie ma ich aż tak dużo.
Pamięta jaką miała frajdę, kiedy mama zabierała ją ze sobą do
pracy, do biblioteki. Wtedy aż sama prosiła się o to, aby mogła
opieczętować nowo zakupione książki i robiła to z lubością.
Tylko, że wtedy miała osiem lat, nie osiemnaście, a prawie
dziewiętnaście.
Przynajmniej coś w czym mam doświadczenie – myśli, próbując
się tym pocieszyć, po czym zerka przez niewielkie okno, za którym
rozpościera się piękny górski krajobraz.
A ona musi siedzieć tutaj, bo nie jest wystarczająco asertywna i
ulega każdemu, kto ją o coś poprosi. Bez względu na własne
potrzeby.
-A ty co masz taką minę jakbyś na ścięcie czekała? - kpiący
głos Maćka Kota, na chwilę odwraca jej uwagę od dokumentów.
Obdarza go jednym spojrzeniem, ale nie odpowiada w żaden sposób
na jego zaczepkę. Uderza plastikowym przyrządem w wyznaczone na
kartce miejsce, na którym pojawia się teraz nazwisko trenera
polskiej kadry.
Maciek szuka czegoś w jednej z szafek, a kiedy po chwili kończy
poszukiwania, jeszcze raz zaczepia dziewczynę:
-Nawet nie zdajesz sobie sprawy ile dziewczyn chciałoby być teraz
na twoim miejscu, więc mogłabyś to trochę bardziej docenić.
Dziewczyna spogląda na niego z politowaniem, ale Maciek nie
spostrzega już tego spojrzenia.
To raczej ona wolałaby być na miejscu dziewczyn, których
największym zmartwieniem jest fakt, iż nie mają możliwości
współpracy z polskimi skoczkami.
Po krótkiej rozgrzewce, zawodnicy dostali chwilę wytchnienia,
co Maćkowi nie było na rękę, gdyż marzył o tym, aby trening jak
najszybciej się zakończył.
-Patrzcie na mój niepowtarzalny telemark! - wydziera się
Piotrek wskakując na metalową barierkę, która w czasie
zawodów izoluje kibiców od zawodników. Maciek
podnosi swój znudzony wzrok, obserwując co znów
wymyślił jego przyjaciel. - Garbik, fajeczka... - wybija się
obunóż, a w tym samym czasie niczego nieświadomy Łukasz
Kruczek, przychodzi, aby nieco pogonić swoich podopiecznych, którym
wyraźnie nie spieszy się na trening. Piotrek z impetem na niego
wpada, po czym obaj lądują na betonowej posadzce.
Skoczkowie wybuchają śmiechem, bijąc brawo Piotrkowi. Nawet
Maciek, który ostatnio chodzi naburmuszony, nie może
powstrzymać śmiechu, kiedy obserwuje zaistniałą sytuację.
-Żyła! - krzyczy wściekły trener, podnosząc się z ziemi.
Piotrek jak poparzony, niemal natychmiast idzie w jego ślady, po
czym ponownie pada na ziemię, tym razem przed trenerem Kruczkiem,
nie na nim.
-Niech pan mi wybaczy tą zniewagę! - mówi z nietypowym dla
siebie respektem, jednak nie słysząc odpowiedzi, podnosi się z
powrotem na nogi. Wtedy napotyka spojrzenie trenera, które
mówi mu, że jest ostatnim idiotą.
-Idź ty się może lecz na nogi, co Żyła? - śmieje się Kruczek.
- Na głowę to już chyba za późno.
Uwaga trenera spotyka się z kolejnymi salwami śmiechu, jednak ten
nie ma już zamiaru dłużej z nimi żartować.
-Na co czekacie? Bierzcie sprzęt i na górę!
Maciek posłusznie chwyta swoje narty, tak samo jak reszta zawodników
i rusza w stronę wyciągu. Niestety napotyka na swojej drodze
przeszkodę. Zderza się z jakąś niepożądaną osobą, a jego
narty z hukiem lądują na ziemi.
Podnosi swój zirytowany wzrok na osobę, która na niego
wpadła, a jego frustracja sięga niemal apogeum kiedy spostrzega, iż
jest to Magda.
-O ile mnie pamięć nie myli, dostałaś jakieś zajęcie –
warczy, zbierając narty z ziemi. - Może łaskawie byś się tym
zajęła, a nie włóczyła się tutaj bez celu.
Przerażenie w oczach Magdy, które było tam jeszcze przed
chwilą, nagle ustępuje miejsca agresji, co Maćka w jakiś sposób
zaskakuje. Magda od początku wydawała mu się szarą myszką, która
nie potrafi się bronić.
-Przeżyłeś, tak? - odpowiada mu podobnym tonem, którym on
przed chwilą zaatakował ją. - Przeżyłeś. Twoim nartom też nic
się nie stało, więc po co ta złość?
Chłopak rzuca dziewczynie ostatnie, rozeźlone spojrzenie, po czym
mija ją bez słowa, kontynuując swoją wędrówkę na wyciąg.
Skocznia robi na Magdzie wrażenie. Widziała ją już kilka razy,
podczas rodzinnych wycieczek. jednak dopiero teraz przygląda mu się
uważniej. Zielony igelit niemal w całości pokrywa jej
powierzchnię, ale z całą pewnością, skocznia prezentuje się
dużo lepiej zimą.
Myśli Magdy skupione są jednak na krótkiej wymianie zdań
sprzed paru minut.
Cały czas dręczy ją dziwne uczucie, spowodowane nieuzasadnioną
nienawiścią Maćka, względem jej osoby. Zwykle była
przyzwyczajona do takiego nastawienia, jednak tym razem było
inaczej. Magda naprawdę myślała, że kiedy przyjedzie tutaj, jej
życie w jakiś sposób się zmieni. Miała nadzieję, że
chociaż po części odzyska dawną pewność siebie i nie chciała
dopuszczać do siebie myśli, że ktoś będzie ją tutaj traktował
z góry.
A jednak Maciek tak właśnie ją traktuje. Nigdy w życiu z nią nie
rozmawiał, a traktuje ją jakby zrobiła mu jakąś krzywdę.
Ale za co właściwie miałby ją polubić?
Kiedy zadawała podobne pytania Frankowi, ten zawsze wymieniał
mnóstwo jej zalet, które są bardzo cenne. Tylko, że
za życia Franka, Magda była zupełnie inną dziewczyną. Potrafiła
cieszyć się życiem, a nie tylko tym, że udało jej się przeżyć
kolejny dzień.
I na samo wspomnienie tych wszystkich chwil, z oczu Magdy wypływają
łzy, które stara się jak najszybciej wytrzeć, z obawy, że
ktoś oprócz niej mógłby zaobserwować tą chwilę
słabości.
___________
Jestem, w końcu :) Przepraszam Was za moją nieobecność, ale kiedy wróciłam znad morza, mój kryzys jakby się pogłębił i nie byłam w stanie napisać nawet krótkiego komentarza pod notką. Wszystko jednak przeczytałam, nie martwcie się, nie opuściłam Was :)
Jak podoba się Wam nowy szablon? Sama go zrobiłam, bo na ten z szablonownicy już długo czekam, a nie mogę sobie pozwolić aby na moim blogu widniało takie byle co :)
Mam dla Was dobrą i złą wiadomość.
Dobra jest taka, że napisałam część rozdziału siódmego, który będzie jakimś tam przełomem :) A zła to fakt, że na piąty i szósty nie mam nawet pomysłu, ale z Waszą motywacją jakoś sobie poradzę. Prowadzenie dwóch blogów nie jest na moją głowę, a strasznie mnie kusi żeby założyć jeszcze jeden, chociażby po to żeby pobawić się szablonem :p znalazłam w swoim folderze z wypocinami opowiadanie o Wellingerze, które zaczęłam pisać jakoś na początku sezonu zimowego, haha :D nie zamierzałam go publikować, ale może jak trochę je poprawię i dokończę to kto wie? :)
Trochę się tu rozpisałam, nie chcę Wam przynudzać, ale wspomnę jeszcze, że szukam towarzyszek do nocnych rozmów (dziennych też, ale łatwiej złapać mnie w godzinach 22.00 - 1.00). Moje "służbowe" gadu: 47871181.
Jak tu weszłam to od razu pomyślałam ,,Uaaaa, ale ładnie" :D Naprawdę, szablon pierwsza klasa :D
OdpowiedzUsuńRozdział też i to ne tylko dlatego że się tak niemiłosiernie na niego naczekałam i naprosilam :) Naprawdę bardzo mi się podobał :D Nawet fakt,że Maciek zachowuje się jak ostatni kretyn nie zepsuł mi humoru, bo wiem doskonale,że się w końcu ogarnie, zwłaszcza jak mówisz,że rozdział siódmy przyniesie przelom ;D i skad ja to znam - wczoraj stworzyłam tak samo rozdział siódmy do swojego nowego opowiadania, a nie mam ani czwórki ani piątki ani szóstki :P
podoba mi się, że Magda postawiła się Maćkowi i nie daje sobą pomiatać. Czuję,że jeszcze sporo namiesza mu w życiu,a Kot, jak już się trochę ogarnie, zajmie się nią i pomoże jej zapomnieć o utraconej miłości.
Och, czuję, że to będzie piękne! :>
Także, weny, weny, weny, a opowiadanie o Wellim publikuj już, teraz, zaraz,bo ja chcę je czytać! :D
Trzymaj się ;)
Świetny szablon, naprawdę jestem pod wrażeniem i jeszcze sama go zrobiłaś. Cudowny! :) Wiesz co? Mam ochotę palnąć Maćka w tę śliczną buźkę. Może raz na zawsze nauczył by się jak należy odnosić się do innych, a szczególnie do dziewczyn. Czuję, że oni jeszcze długo będą ze sobą koty drzeć ;D Hahaha akcja z Piotrkiem i trenerem najlepsza, gdyby trener był sztywniejszy mogłoby się to skończyć różnie. Czekam na kolejny. Dawaj Andiego, na co będziesz czekać ;D Pozdrawiam ;**
OdpowiedzUsuńWszystko ma swoje granice, a mam wrażenie, że Maciej pewne granice niestety przekracza. Każdy ma prawo mieć zły dzień, aczkolwiek wyznacznikiem każdego złego jak i nie złego dnia, jest chociażby troszę samokontroli. Każdy ma prawo nie panować nad emocjami, ale nie do tego stopnia aby wylewać wszystkie negatywne przed twarzą Bogu ducha winnej dziewczynie.
OdpowiedzUsuńNawet nie wiesz jak bardzo wciągnęło mnie to opowiadanie, a przecież to dopiero początek :)
OdpowiedzUsuńBardzo mi żal Magdy. Biedna dziewczyna straciła kogoś bardzo bliskiego. Nie wiem, czy to był jej chłopak, czy ktoś z rodziny. Wiem natomiast jak bardzo musi cierpieć.
Nie wydaje mi się żeby rodzice ją rozumieli.
A tymbardziej Judyta. Już jej nie lubię, taka rozpuszczona, głupia panieneczka.
A Maciek jak zawsze zamknięty na świat egoista.
Wiem, wyraźnie ma tu jakieś tajemne problemy, ale to nie powód aby tak chamsko potraktować obcą dziewczynę.
Piszesz świetnie i jak zaczniesz jeszcze coś to będę przeszczęśliwa.
Pozdrawiam.
P.S Gdybyś miała ochotę to zapraszam do mnie:
kto-spalil-paryz.blogspot.com
Duuużo weny:*
Takie komentarze dają naprawdę pozytywnego kopa :) Cieszę się, że Ci się podoba, tym bardziej, że przeczytałam Twoje opowiadanie i naprawdę mi schlebia to, iż chwali mnie tak utalentowana dziewczyna :D Skomentuję je jutro, mam nadzieję, że się nie obrazisz? :) Muszę zaraz wyłączać komputer, a nie chcę pisać tam byle czego na szybko.
UsuńJeszcze raz dziękuję i pozdrawiam :*