ROZDZIAŁ DRUGI

Marnotrawstwo czasu


Pociąg jadący z Katowic do Zakopanego z nieznanych pasażerom powodów, stoi w polu. Magda znudzona trwającą już ponad godzinę podróżą, tępo wpatruje się w jednostajny krajobraz malujący się za oknem. Krople deszczu dudniące w metalowy dach i spływające po szybach wcale nie poprawiają jej nastroju, a do tego jeszcze to plastikowe krzesełko wbijające się w jej plecy.
Podróż koleją przez Śląsk, chyba nigdy nie będzie przyjemna. Kiedy pociąg w końcu rusza z miejsca, wlecze się jak żółw, byle tylko nie wywołać żadnych kopalnianych szkód. Magda zaczęła się poważnie zastanawiać, czy nie dojechałaby szybciej za pomocą roweru. Jedynym problemem byłby wtedy bagaż.
Przez ostatni tydzień zastanawiała się czy dobrze zrobiła, zgadzając się na wizytę u wujostwa. Zrobiła to tylko dlatego, iż widziała w oczach matki, że bardzo zależy jej, aby Magda w końcu wróciła do normalności i pozbierała się po ogromnej stracie, jaką była śmierć Franka. Poza tym wizja, spędzenia kolejnych miesięcy, aż do października w Bieruniu, który powoli zaczynał przygnębiać ją bardziej niż dotychczas, wcale nie wydawała się ciekawa.
Matka z ojcem starali się jakoś poprawić jej nastrój, próbując udawać szczęśliwe małżeństwo, ale co z tego, skoro nad ranem i tak budziły ją ich kłótnie, nie raz tak zawzięte, iż obawiała się, że szyby powypadają z okien? Zupełnie jakby nie byli świadomi tego, iż te wrzaski mogą Magdę obudzić i zburzyć to co udało im się osiągnąć. A przynajmniej wydawało im się, że się udało. Dziewczyna aż się wzdryga, kiedy wspomina te wszystkie słowa, przebijające się przez ściany jej pokoju. Wolałaby wyrzucić to z pamięci.
Jej nieobecny wzrok wędruje na szary, elektryczny zegarek zapięty na nadgarstku. Czekają ją jeszcze co najmniej dwie godziny drogi.

Maciek zerka tęsknym wzrokiem za okno, jakby licząc, iż deszcz przestał padać i może w końcu skorzystać z górskiego powietrza i rozkoszować się tymczasową wolnością na zewnątrz. Dobrze wie, że to bez sensu, bo deszcz wciąż bębni o parapet, dając znać o swej permanentnej obecności. Westchnąwszy ciężko wraca do lektury jednej z książek Jeremy'ego Clarksona. Ledwo zdał egzamin licencjacki, a znów ślęczy nad książką, marnując czas, który pozostał mu z wakacji.
Pozycja, w której leży od dłuższego czasu nagle wydaje mu się niewygodna, dlatego zaczyna przewracać się z boku na bok szukając kolejnej, która pozwoliłaby mu kontynuować czytanie książki, na której mimo wszystko nie potrafi się skupić. W ostatnich dniach za dużo czasu przeznaczył na przeglądanie książek.
Kiedy ostatecznie wraca do pozycji, w której znajdował się wcześniej, gdyż ta wydaje mu się jednak najwygodniejsza, drzwi jego pokoju otwierają się z hukiem, zmuszając go do oderwania wzroku od książki i poświęcenia uwagi nieproszonemu gościowi. Którym okazuje się nie jego brat, jak się spodziewał, a Piotrek, któremu uśmiech jak zwykle nie schodził z twarzy.
-Gratulacje, stary – mówi, kiedy Maciek podnosi się z łóżka, ściskając jego rękę i dodając oczywiście swoje charakterystyczne hehe.
Kot przez chwilę zastanawia się czego kolega może mu gratulować, ale odpowiedź pojawia się w jego głowie, niemal natychmiastowo. Licencjat.
-Też mógłbyś się za siebie wziąć – szturcha kolegę w ramię, śmiejąc się cicho.
-To nie dla mnie – Piotrek macha lekceważąco ręką. - Ale wiesz... trzeba to oblać! - dodaje, na co usta Maćka wykrzywiają się w dziwny grymas, imitujący uśmiech. - No tylko nie mów mi, że nie chcesz! Judytka przyprowadzi kuzynkę, skarży się na nią od tygodnia, a ja myślę, że to może być fajna laska...
Maciek spojrzał na kolegę z politowaniem.
-Nikt kto jest spokrewniony z tą całą Judytą, nie może być fajny – mruczy pod nosem.
-Z Pawłem jakoś potrafisz się dogadać, a to poniekąd dzięki niemu nasza Judytka chodzi po świecie.
-Te charakterki są chyba dziedziczne po linii żeńskiej, wystarczy, że popatrzysz na zachowanie jego żony. Po prostu Judyta postarzona o dwadzieścia pięć lat – śmieje się. - Spodziewam się, że ta jej kuzynka będzie jak jej siostra bliźniaczka.
-Fajna laska, zobaczysz – powtarza Piotrek, mierzwiąc ułożone starannie włosy kolegi, które Maciek niemal natychmiast doprowadza do poprzedniego stanu, odparowując:
-Ciekawe jak zareagowałaby twoja żona, gdyby się dowiedziała co rozumiesz pod pojęciem fajna laska?
-Powiedziałaby, że mam rację i, że powinieneś się za nią obejrzeć – mówi, poruszając cwaniacko brwiami, po czym znów dodaje firmowe hehe. - Może będzie fajne towarzystwo do picia, bo ty tylko marudzisz. Moja żona była bardziej znośna, kiedy była w ciąży.

Pociąg wjeżdża na peron w Zakopanem z prawie półgodzinnym opóźnieniem. Magda przeklina w duchu polską kolej i wyskakuje z pojazdu jakby ją ktoś wystrzelił z procy, ciągnąc za sobą brązową walizkę. Miasto wita ją w ten sam sposób, w jaki pożegnał ją Bieruń, czyli ciężkimi kroplami deszczu, które w ciągu niecałej minuty, zdążają zmoczyć jej włosy i ubranie, przez co wygląda jakby dopiero wyszła spod prysznica.
Kiedy wbiega do niewielkiego budynku, w którym znajdują się kasy biletowe, natychmiastowo materializuje się przy niej zniecierpliwiona kuzynka.
-Cześć – mówi krótko, delikatnie się uśmiechając, ale w jej oczach widać, iż jest wściekła na Magdę. Zupełnie jakby to ona była winna opóźnienia pociągu.
Dziewczyna odpowiada nieśmiało i rusza za kuzynką na parking, na którym zaparkowała swój samochód. Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że są po prostu koleżankami, które rutynowo spotykają się w jednym miejscu i nie robi to na nich żadnego wrażenia. Nie wyglądają na kochające się kuzynki, które nie widziały się od półtora roku.
Zakopiański dworzec straszy swoim wyglądem i Magda śmie twierdzić, iż wygląda jeszcze gorzej niż ten katowicki przed remontem. Odpryśnięta farba na brudnych ścianach, zdecydowanie nie poprawia jej humoru i nastawienia. Jakby tego było mało, na jednej ze ścian o swojej wcześniejszej obecności tutaj, dali znać przeciwnicy chorzowskiego Ruchu, prezentując wulgarny napis, obrażający klub. Na ten widok, Magda czuje dziwne szarpnięcie agresji, a jednocześnie bezsilności i tęsknoty. Znów przypomina sobie o Franku. W Bieruniu aż roi się od takich oszpecających rysunków, więc już do nich przywykła, a jednak tutaj, gdzie miała nadzieję w końcu oderwać się od tego co było, nie spodziewała się takich widoków. Oczy ją pieką, ale jakimś cudem udaje się jej powstrzymać łzy. Nie chce się z niczego przed Judytą tłumaczyć. Przecież zna prawdę.

Kiedy już siedzą w samochodzie, kuzynka wciąż opowiada jej o swoim ojcu, przynajmniej trzy razy wspominając, iż jest on psychologiem polskich skoczków i, że brązowy medal w Val di Fiemme jest poniekąd jego zasługą. Magda wie to wszystko, ale fakt, iż nie jest zainteresowana sportami zimowymi, powoduje, że posiadanie wujka, pracującego w kadrze polskich skoczków, nie robi na niej większego wrażenia.
Wrażenie za to robi na niej fakt, iż Judyta, będąca w jej wieku, zdała już egzamin na prawo jazdy. U Magdy prawo jazdy znajduje się jak na razie na długiej liście jej porażek.
Słowotok kuzynki z powrotem przykuwa jej uwagę, kiedy słyszy, iż ta ma dla niej jakieś wskazówki.
-...wrzucasz walizkę do domu, witasz się z moimi rodzicami i wychodzimy. Musisz ich poznać – mówi, jakby od niechcenia. - Dostałam od rodziców zadanie, kapujesz? - śmieje się, a w tym śmiechu da się wyczuć nutkę kpiny. - Mam ci się pomóc pozbierać, ale myślę, że tylko oni będą w stanie mi w tym pomóc.
Magda nie pyta nawet kim są ci oni, tylko kiwa potakująco głową, nie mając nawet siły na jakiekolwiek negocjacje. Biorąc pod uwagę fakt, że całą drogę gadała o skokach, sama może się domyślić kim oni są.
Opiera głowę o chłodną szybę samochodową, mając głupią nadzieję, że podróż do domu wujostwa potrwa jak najdłużej i nie będzie musiała spotykać się z bandą rozpieszczonych sportowców. Szybko dociera do niej jednak, że znowu to robi. Znów zamyka się na towarzystwo innych, a przecież to w niczym nie pomoże. Musi w końcu wziąć się w garść i chociaż postarać się odzyskać jakąś radość życia.

________
Chyba źle zrobiłam zaczynając tą historię. Nie do końca sobie to wszystko przemyślałam i boję się, że Was zawiodę :( Myślałam, że jak będą wakacje to będzie na to wszystko więcej czasu, a czas ucieka w zawrotnym tempie, a ja nawet nie zauważam kiedy. Brak własnego pokoju to jest jednak udręka, bo cały czas ktoś nade mną stoi, co dodatkowo utrudnia pisanie... Ale nie poddaję się, piszę dalej, a przynajmniej się staram, może coś z tego wyjdzie :) Mam nadzieję, że trójkę dodam jeszcze przed swoim wyjazdem, 28 lipca. I mam nadzieję, że w następnym rozdziale jakoś bardziej skupię się na uczuciach bohaterów, bo to wyżej, niezbyt mi się podoba :P Trzymajcie kciuki, bo bez Was na pewno nie dam rady :)

PS Zmieniłam jednak narrację, bo pisanie o ludziach, którzy wiecznie się nad sobą użalają w pierwszej osobie jest trochę męczące, podejrzewam, że czytanie czegoś takiego, również Was męczy :) Ostateczną decyzję swoim komentarzem pomogła mi podjąć man, dziękuję :))))))
PS2 Założyłam aska, a że jestem człowiek, któremu często się nudzi, chętnie odpowiem nawet na najgłupsze pytania, więc zapraszam :)))) Gdzieś tam wyżej, po prawej stronie macie link.

2 komentarze:

  1. Wbrew Twoim narzekaniom rozdział wydaje mi.się bardzo fajny. Bohaterka po długiej podróży w końcu dotarła do Zakopanego. I od razu spotkanie że skoczkami. Wydaje mi się, że mimo słowom Maćka, że nikt z żeńskiej części rodziny Judyty nie może być fajny, polubi Magde. Oni po prostu są dla siebie stworzenie. Dwie niezbyt szczęśliwe osoby szukające szczęścia. Oboje doskonale by się uzupełniali ^^ Ja mam dokładnie tak samo. Byłam pewna, że będzie więcej czasu na pisanie opowiadania, a jakoś go nie ma. Co do narracji. Lepiej czyta mi się tutaj w trzeciej osobie. Czekam na następny. Pozdrawiam ;**

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie tak samo przypadkiem mówiłaś w połowie Gregora? A wyszło dobrze ;d i jestem nieesamowiiicie uradowana z powodu zmiany narracji! ;D
    btw mogłabyś wyłączyć weryfikację obrazkową? ;p

    OdpowiedzUsuń