Marnotrawstwo czasu
Pociąg jadący z Katowic do Zakopanego z nieznanych pasażerom
powodów, stoi w polu. Magda znudzona trwającą już ponad
godzinę podróżą, tępo wpatruje się w jednostajny
krajobraz malujący się za oknem. Krople deszczu dudniące w
metalowy dach i spływające po szybach wcale nie poprawiają jej
nastroju, a do tego jeszcze to plastikowe krzesełko wbijające się
w jej plecy.
Podróż koleją przez Śląsk, chyba nigdy nie będzie
przyjemna. Kiedy pociąg w końcu rusza z miejsca, wlecze się jak
żółw, byle tylko nie wywołać żadnych kopalnianych szkód.
Magda zaczęła się poważnie zastanawiać, czy nie dojechałaby
szybciej za pomocą roweru. Jedynym problemem byłby wtedy bagaż.
Przez ostatni tydzień zastanawiała się czy dobrze zrobiła,
zgadzając się na wizytę u wujostwa. Zrobiła to tylko dlatego, iż
widziała w oczach matki, że bardzo zależy jej, aby Magda w końcu
wróciła do normalności i pozbierała się po ogromnej
stracie, jaką była śmierć Franka. Poza tym wizja, spędzenia
kolejnych miesięcy, aż do października w Bieruniu, który
powoli zaczynał przygnębiać ją bardziej niż dotychczas, wcale
nie wydawała się ciekawa.
Matka z ojcem starali się jakoś poprawić jej nastrój,
próbując udawać szczęśliwe małżeństwo, ale co z tego,
skoro nad ranem i tak budziły ją ich kłótnie, nie raz tak
zawzięte, iż obawiała się, że szyby powypadają z okien?
Zupełnie jakby nie byli świadomi tego, iż te wrzaski mogą Magdę
obudzić i zburzyć to co udało im się osiągnąć. A przynajmniej
wydawało im się, że się udało. Dziewczyna aż się wzdryga,
kiedy wspomina te wszystkie słowa, przebijające się przez ściany
jej pokoju. Wolałaby wyrzucić to z pamięci.
Jej nieobecny wzrok wędruje na szary, elektryczny zegarek zapięty
na nadgarstku. Czekają ją jeszcze co najmniej dwie godziny drogi.
Maciek zerka tęsknym wzrokiem za okno, jakby licząc, iż deszcz
przestał padać i może w końcu skorzystać z górskiego
powietrza i rozkoszować się tymczasową wolnością na zewnątrz.
Dobrze wie, że to bez sensu, bo deszcz wciąż bębni o parapet,
dając znać o swej permanentnej obecności. Westchnąwszy ciężko
wraca do lektury jednej z książek Jeremy'ego Clarksona. Ledwo zdał
egzamin licencjacki, a znów ślęczy nad książką, marnując
czas, który pozostał mu z wakacji.
Pozycja, w której leży od dłuższego czasu nagle wydaje mu
się niewygodna, dlatego zaczyna przewracać się z boku na bok
szukając kolejnej, która pozwoliłaby mu kontynuować
czytanie książki, na której mimo wszystko nie potrafi się
skupić. W ostatnich dniach za dużo czasu przeznaczył na
przeglądanie książek.
Kiedy ostatecznie wraca do pozycji, w której znajdował się
wcześniej, gdyż ta wydaje mu się jednak najwygodniejsza, drzwi
jego pokoju otwierają się z hukiem, zmuszając go do oderwania
wzroku od książki i poświęcenia uwagi nieproszonemu gościowi.
Którym okazuje się nie jego brat, jak się spodziewał, a
Piotrek, któremu uśmiech jak zwykle nie schodził z twarzy.
-Gratulacje, stary – mówi, kiedy Maciek podnosi się z
łóżka, ściskając jego rękę i dodając oczywiście swoje
charakterystyczne hehe.
Kot przez chwilę zastanawia się czego kolega może mu gratulować,
ale odpowiedź pojawia się w jego głowie, niemal natychmiastowo.
Licencjat.
-Też mógłbyś się za siebie wziąć – szturcha kolegę w
ramię, śmiejąc się cicho.
-To nie dla mnie – Piotrek macha lekceważąco ręką. - Ale
wiesz... trzeba to oblać! - dodaje, na co usta Maćka wykrzywiają
się w dziwny grymas, imitujący uśmiech. - No tylko nie mów
mi, że nie chcesz! Judytka przyprowadzi kuzynkę, skarży się na
nią od tygodnia, a ja myślę, że to może być fajna laska...
Maciek spojrzał na kolegę z politowaniem.
-Nikt kto jest spokrewniony z tą całą Judytą, nie może być
fajny – mruczy pod nosem.
-Z Pawłem jakoś potrafisz się dogadać, a to poniekąd dzięki
niemu nasza Judytka chodzi po świecie.
-Te charakterki są chyba dziedziczne po linii żeńskiej, wystarczy,
że popatrzysz na zachowanie jego żony. Po prostu Judyta postarzona
o dwadzieścia pięć lat – śmieje się. - Spodziewam się, że ta
jej kuzynka będzie jak jej siostra bliźniaczka.
-Fajna laska, zobaczysz – powtarza Piotrek, mierzwiąc ułożone
starannie włosy kolegi, które Maciek niemal natychmiast
doprowadza do poprzedniego stanu, odparowując:
-Ciekawe jak zareagowałaby twoja żona, gdyby się dowiedziała co
rozumiesz pod pojęciem fajna laska?
-Powiedziałaby, że mam rację i, że powinieneś się za nią
obejrzeć – mówi, poruszając cwaniacko brwiami, po czym
znów dodaje firmowe hehe.
- Może będzie fajne towarzystwo do picia, bo ty tylko marudzisz.
Moja żona była bardziej znośna, kiedy była w ciąży.
Pociąg wjeżdża na peron w Zakopanem z prawie półgodzinnym
opóźnieniem. Magda przeklina w duchu polską kolej i
wyskakuje z pojazdu jakby ją ktoś wystrzelił z procy, ciągnąc za
sobą brązową walizkę. Miasto wita ją w ten sam sposób, w
jaki pożegnał ją Bieruń, czyli ciężkimi kroplami deszczu, które
w ciągu niecałej minuty, zdążają zmoczyć jej włosy i ubranie,
przez co wygląda jakby dopiero wyszła spod prysznica.
Kiedy wbiega do niewielkiego budynku, w którym znajdują się
kasy biletowe, natychmiastowo materializuje się przy niej
zniecierpliwiona kuzynka.
-Cześć – mówi krótko, delikatnie się uśmiechając,
ale w jej oczach widać, iż jest wściekła na Magdę. Zupełnie
jakby to ona była winna opóźnienia pociągu.
Dziewczyna odpowiada nieśmiało i rusza za kuzynką na parking, na
którym zaparkowała swój samochód. Na pierwszy
rzut oka mogłoby się wydawać, że są po prostu koleżankami,
które rutynowo spotykają się w jednym miejscu i nie robi to
na nich żadnego wrażenia. Nie wyglądają na kochające się
kuzynki, które nie widziały się od półtora roku.
Zakopiański dworzec straszy swoim wyglądem i Magda śmie twierdzić,
iż wygląda jeszcze gorzej niż ten katowicki przed remontem.
Odpryśnięta farba na brudnych ścianach, zdecydowanie nie poprawia
jej humoru i nastawienia. Jakby tego było mało, na jednej ze ścian
o swojej wcześniejszej obecności tutaj, dali znać przeciwnicy
chorzowskiego Ruchu, prezentując wulgarny napis, obrażający klub.
Na ten widok, Magda czuje dziwne szarpnięcie agresji, a jednocześnie
bezsilności i tęsknoty. Znów przypomina sobie o Franku. W
Bieruniu aż roi się od takich oszpecających rysunków, więc
już do nich przywykła, a jednak tutaj, gdzie miała nadzieję w
końcu oderwać się od tego co było, nie spodziewała się takich
widoków. Oczy ją pieką, ale jakimś cudem udaje się jej
powstrzymać łzy. Nie chce się z niczego przed Judytą tłumaczyć.
Przecież zna prawdę.
Kiedy już siedzą w samochodzie, kuzynka wciąż opowiada jej o
swoim ojcu, przynajmniej trzy razy wspominając, iż jest on
psychologiem polskich skoczków i, że brązowy medal w Val di
Fiemme jest poniekąd jego zasługą. Magda wie to wszystko, ale
fakt, iż nie jest zainteresowana sportami zimowymi, powoduje, że
posiadanie wujka, pracującego w kadrze polskich skoczków, nie
robi na niej większego wrażenia.
Wrażenie za to robi na niej fakt, iż Judyta, będąca w jej wieku,
zdała już egzamin na prawo jazdy. U Magdy prawo
jazdy znajduje się jak na razie na długiej liście jej
porażek.
Słowotok kuzynki z powrotem przykuwa jej uwagę, kiedy słyszy, iż
ta ma dla niej jakieś wskazówki.
-...wrzucasz walizkę do domu, witasz się z moimi rodzicami i
wychodzimy. Musisz ich poznać – mówi, jakby od niechcenia.
- Dostałam od rodziców zadanie, kapujesz? - śmieje się, a w
tym śmiechu da się wyczuć nutkę kpiny. - Mam ci się pomóc
pozbierać, ale myślę, że tylko oni będą w stanie mi w tym
pomóc.
Magda nie pyta nawet kim są ci oni, tylko kiwa potakująco
głową, nie mając nawet siły na jakiekolwiek negocjacje. Biorąc
pod uwagę fakt, że całą drogę gadała o skokach, sama może się
domyślić kim oni są.
Opiera głowę o chłodną szybę samochodową, mając głupią
nadzieję, że podróż do domu wujostwa potrwa jak najdłużej
i nie będzie musiała spotykać się z bandą rozpieszczonych
sportowców. Szybko dociera do niej jednak, że znowu to robi.
Znów zamyka się na towarzystwo innych, a przecież to w
niczym nie pomoże. Musi w końcu wziąć się w garść i chociaż
postarać się odzyskać jakąś radość życia.
________
Chyba źle zrobiłam zaczynając tą historię. Nie do końca sobie to wszystko przemyślałam i boję się, że Was zawiodę :( Myślałam, że jak będą wakacje to będzie na to wszystko więcej czasu, a czas ucieka w zawrotnym tempie, a ja nawet nie zauważam kiedy. Brak własnego pokoju to jest jednak udręka, bo cały czas ktoś nade mną stoi, co dodatkowo utrudnia pisanie... Ale nie poddaję się, piszę dalej, a przynajmniej się staram, może coś z tego wyjdzie :) Mam nadzieję, że trójkę dodam jeszcze przed swoim wyjazdem, 28 lipca. I mam nadzieję, że w następnym rozdziale jakoś bardziej skupię się na uczuciach bohaterów, bo to wyżej, niezbyt mi się podoba :P Trzymajcie kciuki, bo bez Was na pewno nie dam rady :)
PS Zmieniłam jednak narrację, bo pisanie o ludziach, którzy wiecznie się nad sobą użalają w pierwszej osobie jest trochę męczące, podejrzewam, że czytanie czegoś takiego, również Was męczy :) Ostateczną decyzję swoim komentarzem pomogła mi podjąć man, dziękuję :))))))
PS2 Założyłam aska, a że jestem człowiek, któremu często się nudzi, chętnie odpowiem nawet na najgłupsze pytania, więc zapraszam :)))) Gdzieś tam wyżej, po prawej stronie macie link.
Wbrew Twoim narzekaniom rozdział wydaje mi.się bardzo fajny. Bohaterka po długiej podróży w końcu dotarła do Zakopanego. I od razu spotkanie że skoczkami. Wydaje mi się, że mimo słowom Maćka, że nikt z żeńskiej części rodziny Judyty nie może być fajny, polubi Magde. Oni po prostu są dla siebie stworzenie. Dwie niezbyt szczęśliwe osoby szukające szczęścia. Oboje doskonale by się uzupełniali ^^ Ja mam dokładnie tak samo. Byłam pewna, że będzie więcej czasu na pisanie opowiadania, a jakoś go nie ma. Co do narracji. Lepiej czyta mi się tutaj w trzeciej osobie. Czekam na następny. Pozdrawiam ;**
OdpowiedzUsuńNie tak samo przypadkiem mówiłaś w połowie Gregora? A wyszło dobrze ;d i jestem nieesamowiiicie uradowana z powodu zmiany narracji! ;D
OdpowiedzUsuńbtw mogłabyś wyłączyć weryfikację obrazkową? ;p