ROZDZIAŁ CZTERNASTY

Zapomniałem Ci powiedzieć, że jestem zakochany

Humory Maćka stały się tak denerwujące, iż Kuba zaczął skreślać w swoim kalendarzu dni, które pozostały do momentu, kiedy oboje spakują manatki i rozjadą się, każdy w innym kierunku. Pech chciał, że od trzech dni, Maciek miał wolne, nie wychodził w domu, a starszy Kot już nie wiedział kiedy jego zachowanie było bardziej denerwujące. Wtedy gdy chodził po domu, a od jego złości niemalże trzeszczały podłogi, czy też wtedy, gdy popadał w dziwne refleksje?
Tak jak w tamtym momencie.
-Nie wiem co u niej słychać, ale mam nadzieję, że cokolwiek jej się stało, wyjdzie z tego bez szwanku – wyznał. - Mam nadzieję, że jak już się z tym upora to znów będzie się uśmiechać, nawet jeśli ja już zmarnowałem swoją szansę by ten uśmiech oglądać...
Kuba przeniósł swój przerażony wzrok na brata. Takimi przemyśleniami jeszcze się nie dzielił.
-Matko przenajświętsza – ten komentarz wyrwał się z jego ust zupełnie spontanicznie. - Przecież ty się naprawdę zakochałeś!
Maciek wzruszył ramionami i skupił się z powrotem na programie w telewizji. Nie miał nawet pojęcia co ogląda, ale jego własna wylewność tak go zaskoczyła, iż postanowił zamilknąć, żeby nie wypalić czegoś jeszcze głupszego.
Kuba próbował wyciągnąć z niego coś więcej, machał mu rękoma przed oczami, chcąc odwrócić jego uwagę od telewizora, ale Maciej pozostawał niewzruszony. Nie zamierzał mówić nic więcej, bo sam był przerażony tym, co mogłoby wypłynąć z jego ust.
Odezwał się dopiero, gdy Kuba energicznie zerwał się z kanapy, jakby nagle doznał oświecenia.
-Gdzie idziesz? - spytał automatycznie, ale brat zbył go krótkim nieważne, a po chwili usłyszał trzaśnięcie drzwiami.
Kuba wrócił po upływie około trzydziestu minut i bez żadnego słowa przylepił mu na czoło samoprzylepną karteczkę.
-Co ty wyprawiasz? - oburzył się odklejając żółtą kartkę ze swojej głowy, pewny, że widnieje na niej napis głupi osioł lub coś w ten deseń. Pomylił się, bo karteczka pokazywała nieznany mu adres.
Maciek spojrzał na brata pytająco.
-Przypomniało mi się, że Judyta była mi winna przysługę – wyjaśnił. - Pomyślałem sobie, że i tak nie wiem w jaki sposób ją wykorzystać, więc zdobyłem to dla ciebie.
-Ale co to jest? - zdenerwował się Maciek, chcąc odrzucić karteczkę na bok, ale ta przykleiła mu się do kciuka.
-Nie tym tonem, bo zaraz zmienię zdanie! - fuknął Kuba, na co Maciek wywrócił oczami, oczekując dalszych wyjaśnień. - To adres tej twojej Magdy. Twoja ostatnia szansa.
Dalszych instrukcji nie potrzebował. Nawet nie zauważył kiedy znalazł się w swoim samochodzie, wstukując do nawigacji podany adres.

Kolejna wizyta w szpitalu, kolejne sztuczne rozmowy bez jakiegokolwiek rodzinnego ciepła. Spędziła w takich warunkach niemalże cały dzień, ale powrót do domu wcale nie okazał się ulgą.
Padła bezsilnie na łóżko, pozwalając sobie w końcu na wybuch płaczu, który tłumiła w sobie od rana. Pozwalała łzom płynąć po jej twarzy, wiedząc, że teraz nikt jej nie widział, nikt nie spoglądał na nią ze współczuciem.
Jej rodzina nie była rodziną. To tylko jakaś bezsensowna zbieranina osób, które przez przypadek znalazły się w jednym miejscu i wydawało im się, że muszą być razem. A razem byli tylko pozornie, bo każdy otaczał się murem, który właśnie teraz stał się wyczuwalny. Śmiertelna choroba tylko go umocniła, zamiast zniszczyć tak jak niszczyła od środka jej matkę.
Może to ona powinna coś zdziałać? Tupnąć nogą i stanowczo powiedzieć Tak nie może dłużej być. Może...
Gdyby tylko miała inny temperament, gdyby potrafiła walczyć o to na czym jej zależy, może już dawno ratowałaby to co zostało z jej rodziny. Niestety nie była osobą, która potrafiła na siłę pomóc ludziom, którzy nie mieli zamiaru z nią współpracować.
Odpłynęła na chwilę, ale do rzeczywistości przywrócił ją dzwonek do drzwi. Za pierwszym razem go zignorowała, ale przybysz nie miał zamiaru odpuszczać i natarczywie wciskał go za każdym razem przytrzymując go dłużej.
Westchnęła głęboko i podniosła się z łóżka, nie dbając nawet o to w jakim stanie jest jej twarz. Było jej to obojętne.
Otworzyła drzwi i ujrzała w nich zakłopotaną twarz Maćka. Co poczuła? Może jej serce przez chwilę zabiło mocniej, ale poza tym nie czuła nic.
Nie miała siły na uczucia.
Jej oczy biernie wpatrywały się w chłopaka, a po upływie sekundy, może dwóch, znów wbiły się w jakiś nieokreślony za nim.
-Co tu robisz? - usłyszała swój ściszony głos, choć nie była w pełni świadoma, iż rozpoczyna rozmowę. Brzmiała tak, jakby ktoś wyprał ją ze wszelkich emocji, jej sine usta były niemal nieruchome, kiedy się odezwała. Tak jakby samo mówienie sprawiało jej ból i nadludzki wysiłek.
Maciek wsunął rękę we włosy, jakby to miało mu pomóc w wyjaśnieniach, a następnie opuścił ją bezradnie, zdając sobie sprawę, że nie ma pojęcia co tak naprawdę zmusiło go by wsiąść w samochód i przekroczyć próg jej domu. Niby Kuba mu nawrzucał, ale kiedy on tak naprawdę słuchał swojego brata?
-Podczas naszej ostatniej rozmowy chyba nie powiedziałem ci wszystkiego... - bąknął znów nieporadnie błądząc rękami.
-Nie musiałeś nic mówić – pociągnęła nosem, powoli odnajdując w sobie siły na przeprowadzenie rozmowy. - Sama zauważyłam, że nie jesteś niczego wart. Byłam głupia sądząc, że mogę ci zaufać – powiedziała patrząc w przestrzeń nad jego ramieniem. Myślałam, że – wzięła głęboki oddech, zaciskając na chwilę powieki – że mnie kochasz. - spuściła głowę zmieszana odrobinę przyznaniem się do własnej naiwności. - Głupie, prawda? Teraz wiem, że nie kochałeś mnie gdy zwierzałam ci się ze swojej przeszłości, ani później kiedy spędzałeś ze mną każdą wolną chwilę. Nigdy – podsumowała. - Chciałeś mieć po prostu kogoś kto będzie wspierał cię w sukcesach, a ja akurat ci się nawinęłam.
Maciek poczuł się zawstydzony do tego stopnia, iż zapomniał jakich słów chciał użyć, wszystko musiał układać od początku. Minęła chwila zanim zdecydował się co chciałby powiedzieć.
Odchrząknął nerwowo.
-Masz rację - przyznał, po czym położył delikatnie dłonie na jej policzkach, ale Magda szybko wyswobodziła się spod jego dotyku, więc Maciek ponownie nerwowo wplótł ręce w swoje włosy. - Nie kochałem cię – wziął głęboki oddech. To wyznanie zdawało się parzyć go w gardło. - Wtedy – dodał pospiesznie. - Teraz jest inaczej, bo – wziął kolejny wdech, opuszczając ręce wzdłuż ciała, a wraz z wydychanym powietrzem z jego ust wydobyło się wyznanie: - Bo teraz cię kocham.
Chciał chwycić ją za rękę, spojrzeć w jej oczy i zobaczyć jak zareaguje na jego słowa. Nim jednak zdążył chociaż musnąć palcami jej dłoń, Magda jakby rozpłynęła się w powietrzu i dopiero szczęk zamykanych drzwi oznajmił mu, że jego starania znów na nic się nie zdały.
Tylko, że teraz w Maćku nie było ani małej iskierki, która dawałaby mu poczucie, że liczą się jego chęci. Bzdura. Przyjechał tutaj by Magdę przeprosić i od początku zakładał, iż przeprosiny te muszą zostać przyjęte. Nic jednak nie poszło po jego myśli. Jak zwykle.

___________
Wrzucam jak jest, już nic nie poprawiam, bo tego opowiadania i tak nie da się już uratować :<

Mam złe dni ostatnio, więc rzucam się w wir pisania, żeby o tym wszystkim nie myśleć... Jak na to patrzę to humor ani trochę mi się nie poprawia, ale tego ustrojstwa chcę się już pozbyć. Jeszcze troszeczkę, całe szczęście... Nie wiem kiedy zawitam do Pieszczoszka, ale czułabym się tam o wiele lepiej, wiedząc, że to już mam napisane. Zostało niewiele, ale to opowiadanie stawia mi solidny opór.

10 komentarzy:

  1. Nareszcie, nareszcie! <3
    Kobieto, jak ja kocham wszystko, co napiszesz. No normalnie masakra...
    A Kubuś jest słodki!
    A Maciuś jest kochany, ale głupi.
    A Magda jest biedna, bo nie dość, że mama jej choruje, to na dodatek pan Kot wszystko komplikuje najbardziej jak się chyba da.
    I to raczej ode mnie na tyle, słoneczko, bo lekcje czekają - konkretniej ogrom lekcji.
    Buziaki, skarbie! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie do końca potrafię pojąć, że to opowiadanie może się podobać :< ale mimo to bardzo Ci dziękuję <3
      Ucz się, ucz :* Ja na razie korzystam z faktu, że od jutra mam 3 dni rekolekcji, mam nadzieję, że wykorzystam ten czas jakoś produktywnie :)

      Usuń
  2. Jaki opór, jak to nie da się uratować ? Przecież to opowiadanie jest wyjątkowe ! Tutaj nic nie jest idealne od początku. Bohaterowie muszą iść przez życie krętymi ścieżkami ! Wzajemne spotkanie niczego nie ułatwia. Ale przecież nie wszystkie historie muszą być słodkie od początku ! Dlatego tak bardzo lubię to opowiadanie. I Maciek coś jeszcze wymyśli. Będzie dobrze ! Ja w to wierzę. I pamiętaj kochana nic na siłę. Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówiąc, że nie da się go uratować, mam na myśli, że od początku nie pisałam tego tak jak chciałam i teraz wyszło z tego takie nudne pieprzenie... No ale skoro Tobie się podoba to się ogromnie cieszę! :* Dziękuję Ci bardzo :)

      Usuń
  3. Kochana nie marudź już, no!
    Przecież to jest takie piękne. I nikt tak doskonale realistycznie nie umie nam Maciusia jak ty przedstawić, wiesz?
    Kurcze, taki wyjątkowy, a zachowuje się jak typowy, szary, pospolity facet. Niby wie, że zrobił źle, skrzywdził ją a potem uciekł. Jakieś tam sumienie to nasz Maciuś posiada, bardzo głęboko. No ale potem, dostał adres- ja chyba się tak na boku z panem Marudą na braci zamienię, bo Kubuś to czysty skarb.
    I co? Dobrze, że jedzie przeprosić, wręcz cudownie... Ale z jakim skutkiem? Madzia to jest bardzo mądra dziewczyna i ona doskonale wie co i jak. Nie wiem, może to przez te ciężary, które tak brutalnie na nią spadły? Tak czy owak kolejna typowa rzecz męska: przepraszam bo jestem pewnien, że rzucisz mi się na szyję, mówiąc jak bardzo mnie kochasz i że tęskniłaś... A kiedyś pewnie zrobię Ci ten sam numer...

    Maciuś... Najpierw się zmienia, a potem prosi o wybaczenie, Kochany.
    Ale i tak, niesposób się na Ciebie dłużej gniewać:/
    Buziaki Kochana, trzymaj się:*
    Wiem, bardzo nieskładnie Ci napisałam, ale po tym co FIS wyprawia, jestem pełna negatywnych emocji:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty mi tu nie mów o nieskładności, bo jeśli ten komentarz jest nieskładny to ja nie wiem jakim słowem opisać moje! :D
      Nie wiem czym Wam ten Maciek tu zawinił. Chciał dobrze, a Wy dalej się go czepiacie. No wiecie co!
      Dziękuję! :*

      Usuń
  4. Jak dobrze, że jest ktoś taki jak Jakub Kot, bo bez niego, jego brat zapewne wciąż tkwiłby na kanapie i bezsensownie przełączał kanały, w międzyczasie snując swoje wywody. A tak pojechał do niej o przez chwilę z nią porozmawiał ... niestety z marnym skutkiem, ale chociaż próbował, prawda? Miejmy nadzieję, że ich relacja wkrótce ulegnie poprawie, na lepsze! :-)

    PS. Nie wiem, czy czytałaś, ale u mnie ósemka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam, czytałam! I byłam przekonana, że zostawiłam komentarz, ale widocznie gdzieś mi to umknęło. W każdym razie - zawsze czytam i nie przejmuj się, jeśli nie zawsze zostawiam komentarz, bo jak nie brak czasu to moje roztrzepanie daje się we znaki :p

      Usuń
  5. Oj kochana, dziwny ten opór, bo w ogóle go nie widać. W sumie opór powietrza też jest niewidoczny... przepraszam, zbocznie fizyczne się we mnie odezwało.
    Cudowny ten nowy nagłówek. <3
    I wiesz, kochana, pisz sobie spokojnie, nic na siłę. W którymś momencie samo przyjdzie, przede wszystkim Ty masz być zadowolona.
    A nas uszczęśliwiasz każdym słowem, które publikujesz, bo piszesz cudownie, geniuszu.
    Kubuś znowu mnie rozczulił, łobuz jeden.
    Ale Maciek. Maciek. W Maćku coś drgnęło chyba już zupełnie poważnie.
    A Magdę w pełni rozumiem. Ma pełne prawo czuć się zraniona i w jakiś sposób oszukana.
    No to teraz Kocur ognia, walcz o nią Maciuś.
    Pozdrawiam kochana ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz, został jeszcze jeden rozdział i epilog, a mi się zachciało nowego nagłówka :)
      Wy tego oporu nie widzicie, ale ja go czuję za każdym razem jak siadam nad dokumentem z nowym rozdziałem. Niemniej - chyba całkiem nieźle sobie z nim radzę skoro dla Was nie jest to wyczuwalne :p Chociaż ja tam swoje wiem i cieszę się, że już zmierzam z tym do końca...
      Dziękuję Ci za miłe słowa! :*

      Usuń