Zapomniałem Ci
powiedzieć, że jestem zakochany
Humory Maćka stały
się tak denerwujące, iż Kuba zaczął skreślać w swoim
kalendarzu dni, które pozostały do momentu, kiedy oboje
spakują manatki i rozjadą się, każdy w innym kierunku. Pech
chciał, że od trzech dni, Maciek miał wolne, nie wychodził w
domu, a starszy Kot już nie wiedział kiedy jego zachowanie było
bardziej denerwujące. Wtedy gdy chodził po domu, a od jego złości
niemalże trzeszczały podłogi, czy też wtedy, gdy popadał w
dziwne refleksje?
Tak jak w tamtym
momencie.
-Nie wiem co u niej
słychać, ale mam nadzieję, że cokolwiek jej się stało, wyjdzie
z tego bez szwanku – wyznał. - Mam nadzieję, że jak już się z
tym upora to znów będzie się uśmiechać, nawet jeśli ja
już zmarnowałem swoją szansę by ten uśmiech oglądać...
Kuba przeniósł
swój przerażony wzrok na brata. Takimi przemyśleniami
jeszcze się nie dzielił.
-Matko
przenajświętsza – ten komentarz wyrwał się z jego ust zupełnie
spontanicznie. - Przecież ty się naprawdę zakochałeś!
Maciek wzruszył
ramionami i skupił się z powrotem na programie w telewizji. Nie
miał nawet pojęcia co ogląda, ale jego własna wylewność tak go
zaskoczyła, iż postanowił zamilknąć, żeby nie wypalić czegoś
jeszcze głupszego.
Kuba próbował
wyciągnąć z niego coś więcej, machał mu rękoma przed oczami,
chcąc odwrócić jego uwagę od telewizora, ale Maciej
pozostawał niewzruszony. Nie zamierzał mówić nic więcej,
bo sam był przerażony tym, co mogłoby wypłynąć z jego ust.
Odezwał się
dopiero, gdy Kuba energicznie zerwał się z kanapy, jakby nagle
doznał oświecenia.
-Gdzie idziesz? -
spytał automatycznie, ale brat zbył go krótkim nieważne,
a po chwili usłyszał trzaśnięcie drzwiami.
Kuba wrócił
po upływie około trzydziestu minut i bez żadnego słowa przylepił
mu na czoło samoprzylepną karteczkę.
-Co ty wyprawiasz? -
oburzył się odklejając żółtą kartkę ze swojej głowy,
pewny, że widnieje na niej napis głupi osioł lub coś w ten
deseń. Pomylił się, bo karteczka pokazywała nieznany mu adres.
Maciek spojrzał na
brata pytająco.
-Przypomniało mi
się, że Judyta była mi winna przysługę – wyjaśnił. -
Pomyślałem sobie, że i tak nie wiem w jaki sposób ją
wykorzystać, więc zdobyłem to dla ciebie.
-Ale co to jest? -
zdenerwował się Maciek, chcąc odrzucić karteczkę na bok, ale ta
przykleiła mu się do kciuka.
-Nie tym tonem, bo
zaraz zmienię zdanie! - fuknął Kuba, na co Maciek wywrócił
oczami, oczekując dalszych wyjaśnień. - To adres tej twojej Magdy.
Twoja ostatnia szansa.
Dalszych instrukcji
nie potrzebował. Nawet nie zauważył kiedy znalazł się w swoim
samochodzie, wstukując do nawigacji podany adres.
Kolejna wizyta w szpitalu, kolejne sztuczne rozmowy bez
jakiegokolwiek rodzinnego ciepła. Spędziła w takich warunkach
niemalże cały dzień, ale powrót do domu wcale nie okazał
się ulgą.
Padła bezsilnie na łóżko, pozwalając sobie w
końcu na wybuch płaczu, który tłumiła w sobie od rana.
Pozwalała łzom płynąć po jej twarzy, wiedząc, że teraz nikt
jej nie widział, nikt nie spoglądał na nią ze współczuciem.
Jej rodzina nie była rodziną. To tylko jakaś
bezsensowna zbieranina osób, które przez przypadek
znalazły się w jednym miejscu i wydawało im się, że muszą być
razem. A razem byli tylko pozornie, bo każdy otaczał się murem,
który właśnie teraz stał się wyczuwalny. Śmiertelna
choroba tylko go umocniła, zamiast zniszczyć tak jak niszczyła od
środka jej matkę.
Może to ona powinna coś zdziałać? Tupnąć nogą i
stanowczo powiedzieć Tak nie może dłużej być. Może...
Gdyby tylko miała inny temperament, gdyby potrafiła
walczyć o to na czym jej zależy, może już dawno ratowałaby to co
zostało z jej rodziny. Niestety nie była osobą, która
potrafiła na siłę pomóc ludziom, którzy nie mieli
zamiaru z nią współpracować.
Odpłynęła na chwilę, ale do
rzeczywistości przywrócił ją dzwonek do drzwi. Za pierwszym
razem go zignorowała, ale przybysz nie miał zamiaru odpuszczać i
natarczywie wciskał go za każdym razem przytrzymując go dłużej.
Westchnęła głęboko i
podniosła się z łóżka, nie dbając nawet o to w jakim
stanie jest jej twarz. Było jej to obojętne.
Otworzyła drzwi i ujrzała w
nich zakłopotaną twarz Maćka. Co poczuła? Może jej serce przez
chwilę zabiło mocniej, ale poza tym nie czuła nic.
Nie miała siły na uczucia.
Jej oczy biernie wpatrywały się
w chłopaka, a po upływie sekundy, może dwóch, znów
wbiły się w jakiś nieokreślony za nim.
-Co tu robisz? - usłyszała swój
ściszony głos, choć nie była w pełni świadoma, iż rozpoczyna
rozmowę. Brzmiała tak, jakby ktoś wyprał ją ze wszelkich emocji,
jej sine usta były niemal nieruchome, kiedy się odezwała. Tak
jakby samo mówienie sprawiało jej ból i nadludzki
wysiłek.
Maciek wsunął rękę we włosy,
jakby to miało mu pomóc w wyjaśnieniach, a następnie
opuścił ją bezradnie, zdając sobie sprawę, że nie ma pojęcia
co tak naprawdę zmusiło go by wsiąść w samochód i
przekroczyć próg jej domu. Niby Kuba mu nawrzucał, ale kiedy
on tak naprawdę słuchał swojego brata?
-Podczas naszej ostatniej rozmowy
chyba nie powiedziałem ci wszystkiego... - bąknął znów
nieporadnie błądząc rękami.
-Nie musiałeś nic
mówić – pociągnęła nosem, powoli odnajdując w sobie
siły na przeprowadzenie rozmowy. - Sama zauważyłam, że nie jesteś
niczego wart. Byłam głupia sądząc, że mogę ci zaufać –
powiedziała patrząc w przestrzeń nad jego ramieniem. Myślałam,
że – wzięła głęboki oddech, zaciskając na chwilę powieki –
że mnie kochasz. - spuściła głowę zmieszana odrobinę
przyznaniem się do własnej naiwności. - Głupie, prawda? Teraz
wiem, że nie kochałeś mnie gdy zwierzałam ci się ze swojej
przeszłości, ani później kiedy spędzałeś ze mną każdą
wolną chwilę. Nigdy – podsumowała. - Chciałeś mieć po prostu
kogoś kto będzie wspierał cię w sukcesach, a ja akurat ci się
nawinęłam.
Maciek poczuł się
zawstydzony do tego stopnia, iż zapomniał jakich słów
chciał użyć, wszystko musiał układać od początku. Minęła
chwila zanim zdecydował się co chciałby powiedzieć.
Odchrząknął
nerwowo.
-Masz rację -
przyznał, po czym położył delikatnie dłonie na jej policzkach,
ale Magda szybko wyswobodziła się spod jego dotyku, więc Maciek
ponownie nerwowo wplótł ręce w swoje włosy. - Nie kochałem
cię – wziął głęboki oddech. To wyznanie zdawało się parzyć
go w gardło. - Wtedy – dodał pospiesznie. - Teraz jest inaczej,
bo – wziął kolejny wdech, opuszczając ręce wzdłuż ciała, a
wraz z wydychanym powietrzem z jego ust wydobyło się wyznanie: - Bo
teraz cię kocham.
Chciał chwycić ją
za rękę, spojrzeć w jej oczy i zobaczyć jak zareaguje na jego
słowa. Nim jednak zdążył chociaż musnąć palcami jej dłoń,
Magda jakby rozpłynęła się w powietrzu i dopiero szczęk
zamykanych drzwi oznajmił mu, że jego starania znów na nic
się nie zdały.
Tylko, że teraz w
Maćku nie było ani małej iskierki, która dawałaby mu
poczucie, że liczą się jego chęci. Bzdura. Przyjechał tutaj by
Magdę przeprosić i od początku zakładał, iż przeprosiny te
muszą zostać przyjęte. Nic jednak nie poszło po jego myśli. Jak
zwykle.
___________
Wrzucam jak jest, już nic nie poprawiam, bo tego opowiadania i tak nie da się już uratować :<
Mam złe dni ostatnio, więc rzucam się w wir pisania,
żeby o tym wszystkim nie myśleć... Jak na to patrzę to humor ani
trochę mi się nie poprawia, ale tego ustrojstwa chcę się już
pozbyć. Jeszcze troszeczkę, całe szczęście... Nie wiem kiedy
zawitam do Pieszczoszka, ale czułabym się tam o wiele lepiej,
wiedząc, że to już mam napisane. Zostało niewiele, ale to
opowiadanie stawia mi solidny opór.
Nareszcie, nareszcie! <3
OdpowiedzUsuńKobieto, jak ja kocham wszystko, co napiszesz. No normalnie masakra...
A Kubuś jest słodki!
A Maciuś jest kochany, ale głupi.
A Magda jest biedna, bo nie dość, że mama jej choruje, to na dodatek pan Kot wszystko komplikuje najbardziej jak się chyba da.
I to raczej ode mnie na tyle, słoneczko, bo lekcje czekają - konkretniej ogrom lekcji.
Buziaki, skarbie! :*
Nie do końca potrafię pojąć, że to opowiadanie może się podobać :< ale mimo to bardzo Ci dziękuję <3
UsuńUcz się, ucz :* Ja na razie korzystam z faktu, że od jutra mam 3 dni rekolekcji, mam nadzieję, że wykorzystam ten czas jakoś produktywnie :)
Jaki opór, jak to nie da się uratować ? Przecież to opowiadanie jest wyjątkowe ! Tutaj nic nie jest idealne od początku. Bohaterowie muszą iść przez życie krętymi ścieżkami ! Wzajemne spotkanie niczego nie ułatwia. Ale przecież nie wszystkie historie muszą być słodkie od początku ! Dlatego tak bardzo lubię to opowiadanie. I Maciek coś jeszcze wymyśli. Będzie dobrze ! Ja w to wierzę. I pamiętaj kochana nic na siłę. Pozdrawiam ;*
OdpowiedzUsuńMówiąc, że nie da się go uratować, mam na myśli, że od początku nie pisałam tego tak jak chciałam i teraz wyszło z tego takie nudne pieprzenie... No ale skoro Tobie się podoba to się ogromnie cieszę! :* Dziękuję Ci bardzo :)
UsuńKochana nie marudź już, no!
OdpowiedzUsuńPrzecież to jest takie piękne. I nikt tak doskonale realistycznie nie umie nam Maciusia jak ty przedstawić, wiesz?
Kurcze, taki wyjątkowy, a zachowuje się jak typowy, szary, pospolity facet. Niby wie, że zrobił źle, skrzywdził ją a potem uciekł. Jakieś tam sumienie to nasz Maciuś posiada, bardzo głęboko. No ale potem, dostał adres- ja chyba się tak na boku z panem Marudą na braci zamienię, bo Kubuś to czysty skarb.
I co? Dobrze, że jedzie przeprosić, wręcz cudownie... Ale z jakim skutkiem? Madzia to jest bardzo mądra dziewczyna i ona doskonale wie co i jak. Nie wiem, może to przez te ciężary, które tak brutalnie na nią spadły? Tak czy owak kolejna typowa rzecz męska: przepraszam bo jestem pewnien, że rzucisz mi się na szyję, mówiąc jak bardzo mnie kochasz i że tęskniłaś... A kiedyś pewnie zrobię Ci ten sam numer...
Maciuś... Najpierw się zmienia, a potem prosi o wybaczenie, Kochany.
Ale i tak, niesposób się na Ciebie dłużej gniewać:/
Buziaki Kochana, trzymaj się:*
Wiem, bardzo nieskładnie Ci napisałam, ale po tym co FIS wyprawia, jestem pełna negatywnych emocji:P
Ty mi tu nie mów o nieskładności, bo jeśli ten komentarz jest nieskładny to ja nie wiem jakim słowem opisać moje! :D
UsuńNie wiem czym Wam ten Maciek tu zawinił. Chciał dobrze, a Wy dalej się go czepiacie. No wiecie co!
Dziękuję! :*
Jak dobrze, że jest ktoś taki jak Jakub Kot, bo bez niego, jego brat zapewne wciąż tkwiłby na kanapie i bezsensownie przełączał kanały, w międzyczasie snując swoje wywody. A tak pojechał do niej o przez chwilę z nią porozmawiał ... niestety z marnym skutkiem, ale chociaż próbował, prawda? Miejmy nadzieję, że ich relacja wkrótce ulegnie poprawie, na lepsze! :-)
OdpowiedzUsuńPS. Nie wiem, czy czytałaś, ale u mnie ósemka.
Czytałam, czytałam! I byłam przekonana, że zostawiłam komentarz, ale widocznie gdzieś mi to umknęło. W każdym razie - zawsze czytam i nie przejmuj się, jeśli nie zawsze zostawiam komentarz, bo jak nie brak czasu to moje roztrzepanie daje się we znaki :p
UsuńOj kochana, dziwny ten opór, bo w ogóle go nie widać. W sumie opór powietrza też jest niewidoczny... przepraszam, zbocznie fizyczne się we mnie odezwało.
OdpowiedzUsuńCudowny ten nowy nagłówek. <3
I wiesz, kochana, pisz sobie spokojnie, nic na siłę. W którymś momencie samo przyjdzie, przede wszystkim Ty masz być zadowolona.
A nas uszczęśliwiasz każdym słowem, które publikujesz, bo piszesz cudownie, geniuszu.
Kubuś znowu mnie rozczulił, łobuz jeden.
Ale Maciek. Maciek. W Maćku coś drgnęło chyba już zupełnie poważnie.
A Magdę w pełni rozumiem. Ma pełne prawo czuć się zraniona i w jakiś sposób oszukana.
No to teraz Kocur ognia, walcz o nią Maciuś.
Pozdrawiam kochana ;*
No widzisz, został jeszcze jeden rozdział i epilog, a mi się zachciało nowego nagłówka :)
UsuńWy tego oporu nie widzicie, ale ja go czuję za każdym razem jak siadam nad dokumentem z nowym rozdziałem. Niemniej - chyba całkiem nieźle sobie z nim radzę skoro dla Was nie jest to wyczuwalne :p Chociaż ja tam swoje wiem i cieszę się, że już zmierzam z tym do końca...
Dziękuję Ci za miłe słowa! :*