ROZDZIAŁ DWUNASTY

To nie miłość, tylko nieosiągalne wyobrażenie

W ciągu ostatnich dni Magdę zalała kolejna fala nieznanych jej dotąd uczuć. Kiedy nastąpił przymus czasowej rozłąki z Maćkiem, odniosła wrażenie, że dni trwają dłużej niż zwykle, a jej sercem wręcz szarpała tęsknota.
Całe szczęście nie było już po niej nawet śladu, a w jej miejscu pojawiła się wielka duma, bo właśnie była w Wiśle i miała możliwość oglądania skoczków na żywo.
Pierwszy raz była na tego typu imprezie, czuła się tu dość nieswojo dlatego początkowo nie odstępowała obeznanej już Judyty na krok, ale kiedy pierwsza część dobiegła końca, a Maciek zajmował po niej drugie miejsce, nie mogła powstrzymać ochoty by mu pogratulować. W końcu i na wygraną wciąż mógł liczyć.
Nieśmiało zajrzała do domku Polaków i z ulgą zauważyła, że Maciek przebywa w nim samotnie, szukając czegoś w swojej torbie. Usłyszawszy, że ktoś zakłóca jego samotność, natychmiast podniósł wzrok. Uśmiechnął się promiennie, kiedy dostrzegł, że to Magda.
Dziewczyna zamknęła za sobą drewniane drzwi i odwzajemniła uśmiech.
-Świetny skok – powiedziała podchodząc nieco bliżej. - Mam nadzieję, że nie pozwolisz Niemcowi wygrać na naszym terytorium.
Maciek wyprostował się i położył dłonie na jej przedramionach, a ciepło promieniujące od jego dotyku, momentalnie rozpłynęło się po całym jej ciele.
-Zrobię co w mojej mocy. - przyciągnął ją delikatnie do siebie, a następnie przeniósł swoje dłonie na jej twarz, odgarniając spływające po niej kosmyki.
Magda przymknęła lekko powieki, a kąciki jej ust podskoczyły w górę. Serce gwałtownie przyspieszyło swój bieg, a ciało jakby chwilowo zesztywniało. Kiedy odzyskała panowanie nad własnymi ruchami, zarzuciła mu ręce na szyję i wspiąwszy się na palcach, złożyła na jego ustach delikatny pocałunek.
-Teraz to na pewno wygram – zaśmiał się i pochylił się nad nią by odwzajemnić ten drobny gest, kiedy nagle...
-Kocur pokaż pazurki szwabowi!
Drzwi otworzyły się gwałtownie, sprawiając, iż para odskoczyła od siebie jakby ich dotyk był zanadto parzący.
Piotrek będący sprawcą tego lekkiego popłochu, stał w miejscu przyglądając się tej sytuacji z politowaniem.
-Taa... - mruknął. - Nie przeszkadzajcie sobie. Przecież my już wszyscy wiemy co jest na rzeczy.
Zabrał swoje narty i opuścił pomieszczenie, przywracając im spokój.
Magda spojrzała na Maćka i uśmiechnęła się szeroko.
-Rozgrzewaj się – powiedziała. - Trzymam za ciebie kciuki. - by udowodnić mu swoje słowa, uniosła na wysokość klatki piersiowej zaciśnięte w pięściach palce.
Wyszedłszy na zewnątrz, bez problemu odnalazła Judytę.
Stanęła obok niej, skazując samą siebie na jej gadki o tych wszystkich przystojniakach, jak najczęściej się wyrażała. Komentowała jej opinie śmiechem, bo sama nie mogła pochwalić się zbyt szeroką wiedzą na temat zawodników.
Do końca konkursu pozostało pięciu zawodników, kiedy poczuła w kieszeni wibracje. Wyciągnęła z niej telefon, oddalając się nieco od tej wrzawy. Dopiero wtedy pozwoliła sobie odebrać.
Dobra atmosfera i wyniki konkursu zeszły na drugi plan. Bo wtedy właśnie jej życie wywróciło się do góry nogami. Znowu.

Maciek był rozczarowany.
Drugie miejsce nie było dla niego satysfakcjonujące, zwłaszcza, że przegrał z osiemnastoletnim chłopakiem, o którym w zeszłym roku, kiedy to on tu triumfował, nie słyszał nikt.
Kolejnym rozczarowaniem był fakt, że nigdzie nie dostrzegł Magdy. Nie przyszła do niego tak jak po pierwszej serii. Wszystko wskazywało na to, że nie widziała nawet jego skoku, nie trzymała za niego kciuków, tak jak obiecała.
Był zły.
Liczył na jej wsparcie, a tymczasem nie potrafił wyłapać jej twarzy w dość licznej grupie osób przyglądających się dekoracji. Judyta stała samotnie, a niezaprzeczalnie to obok niej stałaby Magda gdyby chciała go wesprzeć w tej chwili.
Dostrzegł ją dopiero jakiś czas później, kiedy pakował swoje rzeczy. Widząc jej twarz przez małe okienko, odłożył torbę na bok i wyszedł na zewnątrz.
-Gdzie ty się wybierasz? - usłyszał za sobą głos Piotrka, ale nie miał zamiaru zwracać na niego uwagi.
Magda stała nieopodal oparta o barierkę i wyglądała na czymś mocno zmartwioną.
Podszedł do niej, a jej oczy momentalnie zabłyszczały, ale Maciek był zaślepiony przez własną porażkę. Nie dostrzegł, że w tamtym momencie, potrzebowała jego wsparcia bardziej niż on jej.
-Gdzie byłaś? - spytał ostro, kierując wzrok gdzieś przed siebie.
Magda nie miała pojęcia co powiedzieć. Nie spodziewała się takiej reakcji z jego strony.
-Ja – zająknęła się. Widząc zaciętą minę Maćka, doszła do wniosku, że jej tłumaczenia nie mają sensu. Nie był osobą, na której wsparcie mogłaby liczyć. - Nieważne – mruknęła i już odwróciła się żeby odejść, ale Maciek
-Powiedziałaś, że będziesz trzymać kciuki... - powiedział z wyrzutem, ignorując fakt, iż Magdę wyraźnie dręczą jakieś zmartwienia.
Dziewczyna zatrzymała się, a w jej oczach wybuchła złość i rozczarowanie. Naprawdę liczyło się dla niego tylko jego własne samopoczucie? Powtórnie zwróciła się do niego twarzą, ale on wciąż wpatrywał się ze złością w nieokreślony punkt przed sobą.
-Nie wszystko kręci się wokół ciebie, Maciek – odparła i westchnąwszy ciężko, odeszła.


-Co się stało? - zmartwiła się Judyta, widząc niemal płaczącą Magdę podążającą w jej stronę. - Maciek? - spytała.
-Maciek, Maciek – machnęła lekceważąco ręką, po czym przyłożyła ją do ust, a w jej oczach zebrały się łzy. - Dzwonił mój tata. – wzięła głęboki wdech, pozwalając pojedynczym łzom spłynąć swobodnie po jej policzku – Mama jest w szpitalu – zasłoniła twarz dłońmi, bo nie potrafiła już opanować płaczu. - Nie chciał mi zbyt wiele powiedzieć, poza tym, że jutro po mnie przyjeżdża. Mam złe przeczucia, Judka.
Kuzynka objęła Magdę delikatnie, gładząc ją lekko po ramieniu, aby nieco ją uspokoić.
-Na pewno wszystko będzie dobrze – powiedziała, choć samej ciężko jej było w to uwierzyć.
-Nie będzie – odparła, a jej głos stał się nieco piskliwy od płaczu. - Gdyby miało być dobrze, to przecież tata powiedziałby mi to przez telefon!


Wciąż miał przed oczami przygnębioną sylwetkę Magdy. Nie chciał o tym myśleć, ale ten obraz był jak natrętny, siedzący w jego głowie demon. Tak jakby jakieś nadnaturalne siły próbowały go pogrążyć w przekonaniu, że jest złym człowiekiem. Nie chciał o tym myśleć. Przecież to nie on doprowadził Magdę do takiego stanu.
Miał teraz inne zmartwienia.
Nie potrafił sobie wybaczyć faktu, że nie skoczył wystarczająco dobrze by wygrać z młodszym od siebie aż o cztery lata Niemcem. Przecież w zeszłym roku to on tu wygrywał, a o młodym Wellingerze świat nie słyszał!
Oliwy do ognia nieustannie dolewali jego koledzy.
Co prawda wieść o tym jak zachował się wobec Magdy jeszcze do nich nie dotarła, ale mimo to działali mu na nerwy, udając mądrych i wszechwiedzących. Jak zawsze.
-Ktoś tu wpadł po uszy! - zawołał wyjątkowo uradowany Kamil, rzucając się na niego od tyłu.
-Nie mam pojęcia o czym mówisz – odparł beznamiętnie.
-Jak to o czym? - szturchnął go delikatnie w ramię. - Na pierwszy rzut oka widać, że strzała amora trafiła cię w serce!
Chyba w głowę – pomyślał. I nie strzała amora tylko obuch, do którego mógłby porównać przymus przebywania w tak szerokim gronie, kiedy wolałby być sam.
Spojrzał na Piotrka, który słynął z tego, że w takich momentach zawsze dorzucał swoje przysłowiowe trzy grosze, rozbawiając wszystkich do łez. Tym razem sprawiał wrażenie mocno zdenerwowanego, co z punktu widzenia przeciętnego obserwatora na pewno nie było niczym dziwnym. W końcu jego występ przed własną publicznością nie należał do najlepszych. Kibice spodziewali się po nim czegoś więcej. Tylko, że słaby występ nigdy całkowicie nie odbierał Piotrkowi dobrego humoru, zawsze miał siłę na żarty, szczególnie z Maćka, a poza tym nie tak dawno z nim rozmawiał, przyjmował od niego gratulacje i Piotrek był sobą.
Maciek aż się wzdrygnął kiedy przyjaciel na niego spojrzał. Jego spojrzenie było przepełnione złością, gdyby wzrok mógł zabijać, Kot padłby martwy. Przez chwilę nie wierzył, że to oczy zawsze wesołego Piotrka, jednak zaraz skojarzył fakty. Kiedy rozmawiał z Magdą, w ich boksie pozostał tylko Piotrek. On już wszystko wiedział.
Przeraziła go świadomość, że koledzy powoli opuszczali pomieszczenie, bo w końcu doszło do tego, że został sam na sam z Żyłą, nie mając nawet sekundy na ucieczkę, bo jego kolega nie miał zamiaru zwlekać z wyrażeniem swojej opinii.
-Ty skurwysynie! - zaczął z grubej rury. - Zachowałeś się jak egoista, nie wiem jak mogliśmy wszyscy być tacy głupi, żeby uwierzyć, że się zmieniłeś!
Maciek stał jak słup soli, słuchając zarzutów przyjaciela. Mógł się bronić, ale miał w głowie tylko jedną myśl: On ma rację, stary. Szybko wyparł ją jednak ze swojego umysłu. W końcu Magda też nie paliła się do tego by spytać go jak się czuje, nie spytała go nawet o jego ostateczny wynik!
-Biedna dziewczyna, od razu powinniśmy jej wybić ciebie z głowy, od razu! - kontynuował. - Wyobraź sobie, że świat nie kręci się wokół ciebie. Inni ludzie też mają jakieś uczucia – po chwili zastanowienia dodał: - Chociaż wydaje mi się, że ty ich jednak nie masz...
-Przestań się na mnie drzeć – warknął Maciek przerywając koledze jego wylewny wykład.
-Bo czujesz się przez to urażony? - prychnął Piotrek, nie przejmując się agresją Maćka. - Mógłbyś czasem pomyśleć o tym co dzieje się poza czubkiem twojego nosa!
Maciek szarpnął gwałtownie swoją torbę i nie chcąc słyszeć większej ilości głupich zarzutów pod swoim adresem, ruszył w stronę samochodu, bezustannie odrzucając od siebie wszelkie głosy w sumieniu, mówiące mu, że postąpił źle.

_______
Uważam ten rozdział za swoją osobistą porażkę. Niech to szlag trafi :( Wiem, że z grzeczności będziecie mi tu zaprzeczać, ale ja nie jestem zadowolona, nawet odrobinę.
Ferie się kończą, myślałam, że jakoś produktywnie ten czas wykorzystam, no i wyszło jak wyszło :(

6 komentarzy:

  1. Ach, ale ja jestem mądra !!!
    Po przeczytaniu wszystkich rozdziałów dodałam komentarz pod ósemką ! ;D
    No, ale to nic !! :))

    Achhh, rozpływam się nad pierwszą częścią i zaraz przeczytam sobie ją jeszcze raz...

    Końcówka budzi we mnie wieeele emocji. Mam nadzieję, że z mamą bohaterki będzie wszystko w porządku ;))
    I teraz apel do Maćka: Słuchaj Żyły, dobrze mówi !!
    Niech on się w końcu opamięta zanim ktoś sprzątnie mu ją sprzed nosa. Egoizm Kota jest jednym słowem ,,dziwny". Nie wiem jak określić to inaczej. Okej, rozumiem, ze był trochę rozczarowany no, ale bez przesady panie Kot. Radzę się nad sobą mocno zastanowić.

    To jak piszesz jest fantastyczne, te emocje bohaterów, które odczuwam na własnej skórze, tak rewelacyjnie potrafisz wszystko przekazać !!
    I nikt nie mówi tego przez grzeczność. Naprawdę piszesz świetnie, talencie ! :))

    Pozdrawiam cieplutko ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Taa, z grzeczności. Chyba ze złości, że takie głupoty gadasz.
    Ten rozdział pokazuje, że Piotrek powinien uważać na to co mówi, bo nasz Kociak owszem, pokazał pazurki, tylko nie temu komu miał je pokazać.
    Ale niezaprzeczalnie opis odczuć Maćka to kolejny dowód Twojego geniuszu. Jest taki trafiony i dogłębny. Uwielbiam Cię, wiesz?
    Za to ten pobyt w szpitalu mamy Magdy bardzo, bardzo mnie martwi. Nie wiem jak bardzo okrutna zamierzasz być, ale ona dopiero co wróciła do normalnego życia po śmierci brata i kolejny cios w tym momencie chyba by ją dobił.
    Pytanie tylko czy mogłaby ewentualnie liczyć na wsparcie Maćka? Coś w nim chyba pęka, dzięki Piotrkowi, ale nie jest łatwo się zmienić.
    I nie marudź, że się ferie kończą tylko pisz następne rozdziały.
    Kocham <3

    OdpowiedzUsuń
  3. No oczywiście, że będę Ci tu zaprzeczać. Teraz już wiesz jak się czuję, gdy mówię,że coś mi nie wyszło,a Ty mnie nazywasz geniuszem ... ^^
    Bo tak naprawdę to ten rozdział był świetny, wiesz? Cóż, może nie pod względem wydarzeń, bo wszystko się znowu popsuło i aż mi się smutno zrobiło, ale pod względem stylistycznym jest perfekcyjnie.
    Tylko,że no tak, to trochę schodzi na drugi plan, bo ja mam w głowie tylko jedną myśl.
    Zabić tego kocura, szybko, ale boleśnie, żeby troche pocierpiał.
    Wrrr ...
    ja wiedziałam, ze coś się stanie i odkąd powiedziałaś mi tą pewną rzecz o pewnej osobie to naprawdę zaczynam się bać o mamę Magdy ... Ach, Ty potworze.
    No ale pan Maciej faktycznie dał popis i ja nie widzę nawet pół powodu dla którego można by go usprawiedliwiać.
    A Piotrkowi to bym całusa dała. Bardzo dobrze, że się tak na niego wydarł. Właściwie to Kotek zasługiwał na jeszcze więcej,no ale dobra, to tylko moja prywatna opinia.
    I cóż, liczę że taki wstrząs otworzy Mackowi oczy. I że tym razem naprawdę się zmieni, i przestanie patrzeć tylko na siebie.
    No i ... musi się między nimi poprawić,no weź.
    Bo będę płakać.
    Czekam niecierpliwie na więcej.
    Trzymaj się <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Ehh, Piotrek ma rację, nie wszystko kręci się wokół Maćka, ale jak widać Kot nie może tego pojąć. Ej, no! A już było tak dobrze, układało im się. Ale nie.. Mama Magdy w szpitalu, Maciej obrażony na cały świat, nawet nie pogada z dziewczyną. Oj, czuję, że wiele się wydarzy w kolejnych rozdziałach, więc czekam! :D

    PS. zapraszam na pierwszy rozdział : http://another-story-about-ski-jumping.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Brawo Pieter wariacie:)
    No wiesz, po nim to się akurat takiej mądrości nie spodziewałam.
    Ale dobrze czasem jest stwierdzić, że się pomyliło.
    Dobry, spostrzegawczy Wiewiór;)

    Maciuś... jesteś debilem Kotku.
    No co z tego, że przegrałeś z Wellim? No nic, formę masz, a na boku tamto podium było prawie najbardziej wymarzone.
    Ale co tam.
    Nawet gdybyś był pięćdziesiąty to co to miało znaczyć!!!
    Ja, ja i ja. Zadufany w samym sobie egoista, albo poprostu Maciuś.

    Muszę zacząć oddawać honor Judycie, bo zawsze po niej skaczę, a już długo jest na prawdę w porządku.

    I wiesz co? Ja ciągle liczę, że ten egoman się zmieni.
    Chłopcy się tam nim zajmą, filozofia Żyły i te sprawy.
    Ściskam Cię kochana i nie waż się już marudzić.
    Jak Maciek w Wiśle,Zako albo Val Di Fiemme jesteś:D
    Gorzej, bo on jednak nie wygrał:)
    Trzymaj się i weny:*

    OdpowiedzUsuń
  6. Piotrek mistrzem odcinka <3
    Jak dobrze, że Maciek ma kogoś, kto walnie mu prosto z mostu co myśli o jego czynach, nie owija w bawełnę i jest szczery ;) Tacy ludzie są potrzebni!
    No i ten tekst, żeby Maciek wygrał ze Szwabem ;D
    Maciek jest zadufanym w sobie człowiekiem, patrzy tylko na siebie, a inni go nie obchodzą. Cóż... powinien się liczyć z tym, że świat nie kończy się na nim i można kierować się innymi priorytetami... Madzia biedna... nie dziwię się jej, a Kot nie powinien tak na nią naskakiwać...
    I tak jakoś fajnie mi się zrobiło gdy czytałam, że była ona w Wiśle pierwszy raz, bo w tym roku ja przezywałam wszystko po raz pierwszy i tak przywołałaś mi wspomnienia ;D
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń