ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

Otwórz swoje serce i pozwól temu po prostu być

Kuba był świetnym obserwatorem. Jego uwadze nie umykał żaden, najdrobniejszy nawet szczegół, a zwłaszcza jeśli chodziło o Maćka. Choć w jego przypadku nie było mowy o małym szczególe, bo jego brat wcale nie krył się ze swoimi uczuciami, zupełnie odmiennymi do tych, które prezentował jeszcze tak niedawno.
-Kubuś! Nie widziałeś gdzieś moich kluczyków?
Omal nie wypuścił z rąk butelki wody, którą właśnie otworzył. W ostatniej chwili utrzymał ją w bezpiecznej pozycji.
Poczuł jak wszystko się w nim skręca. To nie był Maciek. Maciek zawsze z góry wiedział, że to Kuba z niewiadomego powodu zabrał jego kluczyki i nie odłożył ich na miejsce, nawet jeśli nie była to prawda. Nigdy go o nic nie pytał. Zawsze uparcie go oskarżał i do tego Kuba już przywykł. Już nawet przestał się bronić, bo jego młodszy brat wyznawał zasadę: Maciek ma zawsze rację. Jak Maciek nie ma racji to powtórz sobie pierwsze zdanie.
Starszy Kot nie wiedział czy powinien się cieszyć, że wiecznie niezadowolony Maciek w końcu zaczął się uśmiechać, czy też snuć przerażające domysły na temat tego co mogło się do tego przyczynić?
I jeszcze to okropne zdrobnienie. Kubuś.
Wstrząsnął nim gwałtowny dreszcz, gdy dotarło to do jego świadomości.
Głos Maćka dobiegał z góry, dlatego Kuba odstawiwszy butelkę na bezpieczne miejsce, skierował swoje kroki ku schodom. Zastał brata przy lustrze w przedpokoju, poddającego swoją fryzurę licznym eksperymentom. Ledwo zauważył obecność Kuby, mimo że lustrzana tafla wyraźnie zaznaczyła jego pojawienie się tuż za maćkowym ramieniem.
-Martwię się o ciebie, Maciek.
-Ale ja się czuję świetnie! - odparł Maciek, przywracając swoje włosy do ich pierwotnego stanu.
-A to nie jest do końca normalne... - mruknął Kuba, ale Maciek już go nie słuchał. Zbiegł ze schodów, a przy ostatnich trzech stopniach, wybił się obunóż i wylądował na panelach zaznaczając przy tym telemark.
Kuba stał jak osłupiały i dopiero trzask drzwi oznajmujący, iż Maciej opuścił dom, przywrócił go do rzeczywistości.
Coś ewidentnie było nie tak.
Żył z nim dwadzieścia dwa lata, znał go lepiej niż ich matka i wiedział, że jeśli Maciek się uśmiecha, to na pewno nie bez powodu.


-Uśmiech nie schodzi ci z twarzy – zauważyła Judyta, zastając Magdę w jej pokoju, zaczytaną w jakiejś książce. - Podejrzewam, że nie ma to nic wspólnego z książką, którą czytasz.
Magda zaznaczyła palcem stronę, na której przerwała czytanie i zamknąwszy książkę spojrzała nieco rozbawiona na swoją kuzynkę.
-Nie wiedziałam, że kształcisz się w kierunku wróżbiarstwa... - zaśmiała się. - Więc twoim zdaniem co jest powodem mojego uśmiechu?
-Maciek! - odparła bez zbędnego owijania w bawełnę Judyta.
Magda uśmiechnęła się nieco szerzej, a chcąc to ukryć wywróciła oczami i powtórnie otworzyła książkę, chcąc kontynuować czytanie.
Taka obojętność była dla Judyty tyko potwierdzeniem jej tezy.
Magda odetchnęła z ulgą kiedy w domu rozległ się dźwięk dzwonka, który zmusił Judytę do opuszczenia jej pokoju. Rozłożyła się wygodniej na łóżku, chcąc rozkoszować się chwilą spokoju, ale już niecałą minutę później z korytarza dobiegły energiczne kroki Judyty, a po chwili, ta wparowała do pokoju Magdy niemal wywarzając drzwi.
-Tym razem to ktoś do ciebie – oznajmiła z uśmiechem, który Bóg raczy wiedzieć co oznaczał.
A oznaczał wizytę Maćka, co Magda zauważyła jeszcze zanim zdążyła zejść ze schodów. Stał w holu obracając na palcu kluczyki, zapewne do swojego samochodu.
-Mamy do załatwienia pewną sprawę – oznajmił Maciek, prezentując uśmiech podobny do tego, który przed chwilą gościł na twarzy Judyty. - Nie znoszę sprzeciwu.

Maciek prowadził jak wariat.
Serce Magdy nieustannie biło wyżej niż powinno, a jej oczy niemal wylazły jej z orbit ze strachu. Ostre zakręty, które gwałtownie brał, sprawiały że kołysała się jakby poruszana silnym wiatrem. Kiedy jechali przez drogę, na której co dwadzieścia metrów ustawione były progi zwalniające, Kot ani myślał zmniejszyć prędkość. Jechał jakby ich nie było, a o ich obecności informowały tylko wstrząsy, następujące w niewielkich odstępach czasu.
Minęło trochę czasu, kiedy Maciek zjechał w jakąś polną drogę, przy której w promieniu co najmniej kilometra nie było widać śladu życia. Nie rosły tu nawet drzewa.
Taki krajobraz odrobinę ją przeraził. W jej głowie zaczęły się pojawiać najgorsze scenariusze, aż w końcu Magda stwierdziła, że za szybko zaufała Maćkowi. Miał co do niej jakiś niecny plan, to nie ulegało wątpliwości.
Maciek zatrzymał auto, cały czas nie wyjaśniając Magdzie co kombinuje.
-Mówiłaś, że nie umiesz sobie poradzić z egzaminem na prawko – powiedział, po czym wysiadł z samochodu.
Magda wciąż nie rozumiała o co mu chodzi, dlatego pozostała na swoim miejscu, z tym samym przerażeniem obserwując niemal pustą przestrzeń wokół.
-Na co czekasz? - Maciek zajrzał do samochodu, a dziewczyna spojrzała na niego pytająco. - Teraz zamieniamy się miejscami – wyjaśnił.
Magda instynktownie chwyciła się fotela, na którym siedziała, po czym stanowczo zaprotestowała:
-Nawet o tym nie myśl! O ile się nie mylę w przyszłym tygodniu zaczynacie letni sezon, a ty solidnie przed tym trenowałeś. Chyba nie chcesz zginąć, oddając mi w ręce swój samochód?
-Popatrz – Maciek wskazał ręką na przestrzeń przed nimi. - Nie ma tu nawet drzewka, na którym moglibyśmy się rozbić.
-Znając mojego pecha, wszystko może się stać.
-Jak zginiemy to razem – zaśmiał się. - Zawsze to raźniej. Pal licho te wszystkie konkursy, które mnie ominą.
-To miała być zachęta? Jeśli tak to ci nie wyszło – odparła Magda z zaciętą miną.
Po wielu przekomarzaniach, Magda nawet nie wiedziała dokładnie w którym momencie to się stało, ale usiadła za kierownicą maćkowego samochodu. Nerwowo zacisnęła na niej dłonie, nie mając zielonego pojęcia od czego zacząć, mimo faktu, że miała już okazję prowadzić samochód i to nie raz.
-Nienawidzę cię – mruknęła, na co Maciek zareagował tylko szerokim uśmiechem.
Szybko utwierdziła się w tym przekonaniu.
Maciej, chcąc jej pomóc, bezustannie, niby przypadkowo, dotykał jej dłoni, wywołując u niej te przyjemne, aczkolwiek dekoncentrujące ją dreszcze. Nie mogła prowadzić samochodu w takich warunkach.
A jednak czuła jakąś wewnętrzną motywację. Musiała pokazać, że wcale nie jest życiowym nieudacznikiem i potrafi poprowadzić samochód samodzielnie, bez jego pomocy. Choć ta pusta, polna droga nie była najlepszym miejscem na chwalenie się umiejętnościami.
-Proponowałbym trochę mocniej przycisnąć pedał gazu – mruknął znudzony Maciek.
Magda spojrzała na niego unosząc kpiąco brwi.
-Wedle życzenia – odparła czując w sobie narastającą odwagę.
Samochód wyrwał nagle, jakby pchnięty nadprzyrodzonymi siłami, a zszokowany Maciek aż zakrył twarz dłońmi. Widząc to, Magda gwałtownie zahamowała i wybuchnęła gromkim śmiechem.
-Patrząc na twoją minę, chyba nie najlepiej mi idzie?
Chłopak tylko uniósł kciuk w górę, cały czas próbując dojść do siebie.


Gdy Maciek odwiózł Magdę do domu niebo już mocno pociemniało. Nie zauważyli nawet kiedy minęło tyle czasu.
Dziewczyna uśmiechnęła się
Czuł, że nie może pozwolić by ich spotkanie zakończyło się zwykłym, słownym pożegnaniem.
Wyszedł z samochodu, ściągając tym samym jej wzrok na swoją osobę.
-Chcesz tak odejść bez pożegnania? - uśmiechnął się, nie do końca wiedząc co ma zamiar zrobić.
Magda zamknęła furtkę i odwróciła się do niego twarzą.
-Przecież się pożegnałam – odparła, krzyżując ręce na piersiach.
Maciek obszedł samochód i w kilka sekund znalazł się tuż obok niej.
Niewiele myśląc położył swoją rękę na zagłębieniu przy jej szyi, trzymając ją tam przez chwilę, całkowicie sparaliżowany i zaskoczony swoim zachowaniem.
Ona również była zszokowana jego gestem, ale szybko zdobyła się na odwagę, by również go dotknąć. Położyła dłoń na jego policzku i przejechała po nim delikatnie. Jej serce biło tak szybko, iż bała się, że Maciek to czuje.
Spojrzał w jej niebieskie oczy, które błyszczały delikatnie w blasku księżyca, a jej usta lekko uśmiechnęły się do niego, nieśmiało wyrażając aprobatę. Położył drugą dłoń na jej policzku, a dziewczyna przymknęła oczy, jednak jej usta wciąż się uśmiechały, coraz pewniej wyrażając zgodę na to co w tamtym momencie było już nieuniknione.
Zamknął ją w swoich objęciach i oparł czoło o jej głowę, starając się utrzymać z nią kontakt wzrokowy. Miała takie ładne oczy.
-Jesteś pierwszą osobą, której pozwoliłem prowadzić mój samochód, wiesz? - uśmiechnął się do niej.
Nie dał jej szans na jakąkolwiek odpowiedź.
Zamknąwszy oczy, złożył na jej ustach delikatny pocałunek. Oddalił swoją twarz na nieznaczną odległość, by jeszcze raz uchwycić jej wzrok, a następnie ponowił pocałunek, czując się nieco pewniej.
Oboje mieli wrażenie, że są gdzieś poza czasem. Tak jakby ziemia zatrzymała się dla tej chwili, aby pozwolić im jak najdłużej cieszyć się swoją obecnością, rozkoszować się narastającymi między nimi uczuciami, których nie zaznali nigdy wcześniej.
Stali jeszcze chwilę w miejscu, badając dotykiem swoje twarze, tak jakby chcieli się w ten sposób lepiej poznać, choć mieli wrażenie, że znają się od wielu lat.

____________________________

Jezu, jakie życie jest piękne. Ale ten rozdział jest beznadziejny.
Dzisiejsze podium otarło się o perfekcję, a ja dalej nie mogę ochłonąć, no! Mówię otarło, bo w sumie to liczyłam, że dzisiaj będzie tam jakaś wymiana między Polakami, ale i tak to było piękne *.* Brawo dla Janka, bo świetnie się spisał w ten weekend. Brawo dla Kamila, choć on to mnie akurat nie zaskoczył, niemniej dał mi wielką radość. A tak swoją drogą to do twarzy mu w żółtym. No i Welli, ach! :) Nie mam słów do tego co on wyprawia z moją psychiką.

Przed świętami już się tu nic nie pojawi, dlatego chciałabym Wam złożyć świąteczne życzenia, które sama napisałam! Nie jestem najlepszym wierszykopisarzem, ale mam nadzieję, że docenicie moje starania :)

By świąteczne chwile były radosne jak Piotrek Żyła
a wigilia smaczna jak zwycięskie dla Polaków konkursy
By atmosfera gorąca jak na Wielkiej Krokwi była
i Mikołaja przystojnego jak Kusy
Prezentów licznych jak zwycięstwa Gregora Schlierenzauera
wyjątkowych jak uśmiech Maćka Kota
Aniołków z oczami Andreasa Wellingera
i pierniczków z urokiem Kamila Stocha
By pierwsza gwiazdka promieniała jak twarzyczka Morgiego
gdy znów wygrywać zaczyna
Z całego serca życzę Wam tego wszystkiego
Ja, Wasza kochana Paulina :*

No i szczęśliwego Nowego Roku :)

8 komentarzy:

  1. Cholera.
    właśnie przeczytałam najcudowniejszy rozdział ever.
    Serio, wielkie wow.
    Wiesz, że ja byłam oczarowana tym poprzednim rozdziałem... chyba naprawdę się nie spodziewałam,że go przebijesz, a w każdym razie że to szybko nastąpi.
    Ja zła. Kajam się pokornie.
    a Ty jesteś cholernym geniuszem.
    No więc dobra, coś o treści.
    Judytka faktycznie coraz lepsza, i skoro nie masz co do niej żadnych niecnych planów, to dobra porzucam podejrzliwość i mogę ją lubić bez wyrzutów sumienia.
    Kubuś ... on był specjalnie dla mnie, prawda? No ba,że tak. Był cudowny i go kocham całym serduszkiem <3
    Ale Maciej ... Maciej mnie wczoraj z lekka wkurzył, jednak Ty wiesz, jak mnie ugłaskać. Normalnie ideał, wiesz? I nie w takim sensie, że chcę powiedzieć ,,halo!a gdzie jest ten wiecznie niezadowolony dupek i egoista? I co on oddał Madzi swoje autko?"
    Nie. Już Ci mówiłam,że to wszystko ma idealne wręcz tempo. No i ja nie wierzę, że Kotek już nie popełni żadnej gafy...
    ale póki co o tym nie myślmy. Bo Maciek był słodki. I kochany. I dał Madzi swój samochód, co w jego przypadku jest chyba równoznaczne z wyznaniem miłosci, prawda?
    jaram się cały czas.
    a Twoje życzenia ... Mikołaja przystojnego jak Kusy - oby, oby ^
    a najlepiej Kusego *_*
    dobra, kończe, nie będę Cię załamywać z rana.
    Trzymaj się, weny i Wesołych Świąt :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś trudno mi uwierzyć, że ten rozdział może Ci się podobać bardziej niż poprzedni. Z poprzedniego jeszcze byłam w jakimś stopniu zadowolona, a ten to szkoda gadać. No ale skoro sądzisz inaczej, to ja nie będę Ci narzucać mojego zdania :D Dziękuję za te słowa, chyba zacznę sobie drukować te Twoje komentarze, żeby zawsze je mieć przy sobie...
      A ten wers o Mikołaju w moich życzeniach, powstał z myślą o Tobie :D Chociaż zdaję sobie sprawę, że raczej wolałabyś prawdziwego Kusego, a nie kogoś kto wygląda jak on, ale wiesz... nie zrymowałoby się :>

      Usuń
    2. no to uwierz, bo naprawdę ...! :D
      drukuj jak chcesz, chociaż moje komentarze zwykle nie grzeszą inteligencją, chociaż się staram, poważnie ;>
      no tak własnie nieskromnie pomyślałam,że z myślą o mnie ... i taaak, taki Kusy by się przydał. Jest szansa, może go znajdę pod choinką.
      chociaż wątpię, moi rodzice aż tak mnie nie kochają :P
      dobra, bo zaczynam się rozmarzać, musze kończyć.
      pisz szybko następny ;)

      Usuń
  2. Ten rozdział beznadziejnym?
    Nie waż się, po prostu nawet nie próbuj tak mówić.
    Ja już Ci u Welliego pod życzeniami napisałam co sądzę o twoim talencie i nigdy zdania nie zmienię.
    No więc... Tym rozdziałem rządzą słowa Kuby, rozwaliły mnie już na samym początku i musiałam na prawdę nieźle ochłonąć żeby delektować się dalej.
    "Coś jest nie tak, bo ty się uśmiechasz." - no przecież to jest tak po prostu genialne, nic lepiej nie odda naszego Maciusia.
    Ale są święta cuda się zdarzają i Maciek się śmieje.
    A lekcji jazdy to już nie skomentuje.
    I pocałunek.
    NARESZCIE.
    Dobra, zaraz zacznę biegać po pokoju jak głupia, albo dobiorę się do piernika...
    Oby był taki jak w twoich życzeniach:D
    Choć troszkę.
    Ściskam i pozdrawiam raz jeszcze<3

    OdpowiedzUsuń
  3. Że niby TEN POWYŻEJ rozdział jest BEZNADZIEJNY!? Nie znasz się! ;p Cały od początku był świetny, a co dopiero końcówka! Awwwwh.. <333 więcej takich scenek! ;3
    Tak. w końcu się zebrałam w sobie, by nadrobić 10 rozdziałów tutaj :D nie mogę powiedzieć, że żałuję, bo to co piszesz jest cudowne!^^ do tego o Maćku Kocie to już wgl! :]

    Pzdr :3
    + zapraszam do mnie (może Cię zaciekawi. jak tak, to proszę o jakiś komentarz.thx:*); moje-marzenie-na-emirates-stadium.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Potrzebowałam takiego w cholerę słodkiego Kota i dałaś mi to w stu procentach, dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  5. o jejku, kiedyś to czytałam i zgubiłam linka, ale teraz powróciłam i się odzywam! Bo ja naprawdę nie wiem, dlaczego tutaj jest 6 komentarzy a nie 60 ;P
    Odcinek skradł mi Kuba, serio ;D Niech się tak nie dziwi Kubunio, że młodszy Kotek się uśmiecha, no bo co miłość robi z ludźmi? Zmienia na lepsze! Powinien się cieszyć, że ten nie będzie dłużej się boczyć, przynajmniej na razie.
    Po drugie, Maciek ma chyba zbyt niewinną twarz, aby mieć wobec dziewczyny niecne plany, po prostu chciał ją wziąć na przejażdżkę ;D Chociaż tak samo jak Magda bałabym się jechać z takim drajwerem ;P
    i ta końcówka!!! adfghgfdsadfghj matulo kochana, ależ to było piękne! ;D
    I Kubunia chcę więcej ;D
    Pozdrawiam serdecznie :*
    Będę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :) Co do ich ilości to nie ona się liczy, a ich jakość, a na to narzekać nie mogę. Aż mi się łezki w oczach kręcą jak czytam te Wasze pochwały, wciąż wahając się czy Wy aby nie przesadzacie ;p Naprawdę, wolę mieć te kilka komentarzy, które mnie faktycznie motywują do dalszej zabawy w pisanie niż kilkadziesiąt, których treścią są słowa "super, zapraszam do mnie" :)
      A jeśli chodzi o Kubę to już w następnym rozdziale kontynuacja jego rozmyślań na temat dobrego humoru Maćka :)
      No i wpadnę na Twojego bloga, bo widziałam, że piszesz coś fajnego, ale najpierw muszę zrzucić z siebie ten szkolny stres, bo z taką napęczniałą głową nie najlepiej się czyta ;p
      Dziękuję jeszcze raz :*

      Usuń